Satelicki zespół McLarena sterowany przez Jeana Alesiego i byłą grid girl, Alexander Wurz w roli mentora, potencjalny fotel dla debiutującego Lewisa Hamiltona, a całość fundowana z podejrzanych źródeł - Direxiv skupiał wszystkie elementy. Ostatecznie plany wejścia do Formuły 1 spełzły na niczym, ale historia tego projektu zasługuje na krótszą bądź dłuższą chwilę uwagi.

Podział na zespoły A i zespoły B jest nieodzowną częścią obecnej Formuły 1. Na tej zasadzie rozpatrujemy relacje pomiędzy Red Bullem i AlphaTauri, w mniejszym stopniu Mercedesem i Astonem Martinem, a najbardziej medialne stały się ostatnie bliskie zażyłości między Ferrari a Haasem. Duże ekipy mają w ten sposób większy wybór odnośnie znalezienia fotela dla bardziej utalentowanych kierowców akademii, za to ci drudzy niejednokrotnie korzystają na otrzymaniu dostępu do lepszych komponentów i technologii.

Jeżeli ktoś zyskuje, to ktoś musi na tym tracić. Singlami w stawce pozostają Alpine i McLaren. Francuzi mają notoryczny problem z osadzeniem swoich talentów -  Zhou Guanyu musiał szukać szczęścia w Alfie Romeo, za to Oscar Piastri po lawinie sukcesów w seriach juniorskich przymusowo ustąpił miejsca wiecznie młodemu i przystojnemu Fernando Alonso. Takiego problemu nie ma McLaren, ale występujące zjawisko nie podoba się szefowi ekipy, Zakowi Brownowi, który kilka miesięcy temu ostro skrytykował działania serii, o czym mogliście przeczytać tutaj.

Sytuacja mogła wyglądać zgoła odmiennie i niewiele zabrakło, by teraz Zak Brown stał po drugiej stronie barykady. Kiedy zespoły B były jeszcze nowością, Ron Dennis szukał potencjalnych wspólników. Pierwszym wyborem był Direxiv - dzisiaj zapomniany projekt, ale szczególnie warty uwagi, biorąc pod uwagę mnogość dużych nazwisk w to wszystko zamieszanych.

Wątpliwy fundament 

Projekt Direxiv narodził się 7 lipca 2004 roku. Za przedsięwzięciem stał Shin Akiyama, który zarejestrował firmę pod własną spółką Akiyama Holdings z siedzibą w Monako. Direxiv został jednak ulokowany w Tokio, zaś Shin operował przedsięwzięciem na odległość.

Akiyama miał niezłe zaplecze finansowe i jednocześnie wątpliwą przeszłość. Pochodził z zamożnej rodziny i stale inwestował w dobra luksusowe czy firmy farmaceutyczne. Największej fortuny dorobił się całkiem niedawno, będąc głównym udziałowcem firmy telekomunikacyjnej Heisei Denden oraz Dream Technologies. 

McLaren MP4-21 z widocznym logiem Direxiv nad wlotami powietrza umieszczonymi w bocznych sekcjach

Heisei Denden zbankrutowało już rok po stworzeniu Direxiv, w atmosferze grubego skandalu. Firma szturmem weszła na japoński rynek zaledwie kilka lat wcześniej, przyciągając do siebie kilka milionów klientów poprzez agresywną politykę reklamową. Z czasem konkurencja okazała się skuteczniejsza. To spowodowało, że Heisei Denden notowało coraz gorsze wyniki finansowe, więc żeby pokryć szkody, opracowano sprytny plan wyciągania pieniędzy od naiwnych inwestorów. 

Proceder w skrócie polegał na obiecywaniu im od 8 do 10 procent rocznej dywidendy z inwestycji. Wkrótce operacja wyszła na jaw i władze spółki zostały oskarżone o przekazywanie inwestorom fałszywych informacji na temat planów biznesowych firmy.  

Śledztwo policji wykazało, że od 2003 roku około 19000 osób zostało naciągniętych na kwotę ponad 49 miliardów jenów. Inwestorzy mieli przeznaczać pieniądze na zakup sprzętu telekomunikacyjnego przez Heisei Denden System, ale to w rzeczywistości nigdy nie miało miejsca, a pieniądze wyparowywały i przypadkiem znajdowały się w sejfach bliskich firm, w tym wspomnianemu Dream Technologies.  

Prezes Heisei Denden Kenji Sato oraz pięciu innych pracowników zostało ostatecznie skazanych na 10 lat pozbawienia wolności, za to Shin Akiyama nie został wplątany w aferę, dzięki czemu dalsza część tej historii mogła mieć miejsce. 

Siła nazwisk 

W styczniu 2005 roku przedstawiono Direxiv Motorsport na którego czele stanęła 26-letnia Misato Haga - w przeszłości grid girl i od teraz szefowa zespołu Super GT. Haga świetnie odnajdywała się w nowej roli. Nie tylko dobrze sprawowała się jako głównodowodząca ekipy, ale również generowała duże zainteresowanie mediów. W końcu świat sportów motorowych był zdominowany przez mężczyzn i pojawienie się młodej oraz atrakcyjnej kobiety na takim stanowisku było praktycznie niespotykane.  

Postawienie na Hagę było przemyślanym ruchem Akiyamy - w dużej mierze chodziło o rozgłos. Pierwszy rok działalności miał na celu wybadać teren, więc Direxiv wystawił w 2005 roku pojedynczy samochód klasy GT300 w serii Super GT oraz podpisał umowy sponsorskie z kilkoma kierowcami GP2 (poprzednikiem serii F2). 

Machina ruszyła na dobre w 2006 roku. Logotypy firmy pojawiły się na wielu samochodach, od F1 do brytyjskiej F3. W Formule 1 znajdowały się na sekcjach bocznych bolidów McLarena, w GP2 na maszynach ART Grand Prix, BCN Competicion, a w trakcie sezonu Direxiv stał się nawet sponsorem tytularnym zespołu DPR. Direxiv sponsorował również startującego w GP2 Lewisa Hamiltona. 

Jednak w kuluarach toczyła się gra o coś znacznie większego. Przypomnę, że w tamtym roku w Formule 1 pojawiły się ekipy Toro Rosso i Super Aguri - odpowiednio zespoły klienckie Red Bulla i Hondy. To był początek nowego układu w Formule 1, który tak dobrze dzisiaj znamy.  

Na początku 2006 roku Direxiv Motorsport uruchomił własny program kierowców zrzeszających młode talenty w seriach GP2, F3, Formule Nippon i Super GT. W szeregach akademii znaleźli się między innymi: Clivio Piccione, Olivier Pla i Hiroki Yashimoto - wszyscy startowali w GP2.

W roli szefa programu zakontraktowano Alexandra Wurza, który po wielu latach testowania McLarenów zmienił środowisko i dzielił nową rolę z funkcją rezerwowego kierowcy Williamsa. Misato Haga nie szczędziła komplementów w stronę nowego nabytku - Bogate doświadczenie, wiedza i wszechstronne kompetencje Alexa na torze i poza nim czynią go idealnym mentorem dla programu. 

McLaren MP4-21 z widocznym logiem Direxiv nad wlotami powietrza umieszczonymi w bocznych sekcjach

- Znam ludzi w Direxiv już od jakiegoś czasu i podziwiam ich zapał oraz determinację w rozwijaniu firmy. Są młodą firmą z dużymi ambicjami i mam nadzieję, że pomogę im w realizacji ich celów - przekazał w komunikacie prasowym Alexander Wurz. Posadę znaleziono także dla żony Alexa - Julia Wurz została rzecznikiem prasowym zespołu. Wcześniej pełniła podobną funkcję chociażby dla ekipy Benettona. 

Jeszcze w lutym zacieśniono współpracę z McLarenem. Zaprezentowano Direxiv Dynamic Wellbeing Programme, mający na celu podniesienie kwalifikacji oraz zapewnienie najlepszych warunków do pracy nie tylko kierowcom, ale także pozostałym członkom zespołu. Nad realizacją projektu pracowali fizjoterapeuci i trenerzy personalni McLarena. Ogłoszono także udostępnienie technologii McLarena oraz współdzielenie fabryk. 

W komunikacie prasowym Martina Whitmarsha, szefa zespołu McLarena, czytamy - Cieszę się, że mogę oficjalnie powitać Misato Hagę i markę Direxiv w rodzinie zespołu McLaren Mercedes. Misato jest przyjacielem zespołu od jakiegoś czasu i wspaniale, że znaleźliśmy sposób na współpracę w sposób, z którego mogą skorzystać zarówno marka Direxiv, jak i zespół McLaren Mercedes.

- Od dawna wierzę w rolę, jaką proaktywne środki zdrowotne, fitness i dietetyczne mogą odegrać w wydajności kierowców, członków zespołów i innych osób, a ustanowienie „Direxiv Dynamic Wellbeing Programme” przeniesie to do następnego kroku. Jestem również szczególnie zadowolony, że mogliśmy rozszerzyć korzyści płynące z udogodnień na naszych młodszych kierowców, takich jak Lewis Hamilton, a także udostępnić personelowi nasze Centrum Technologiczne. 

McLaren MP4-21 z widocznym logiem Direxiv nad wlotami powietrza umieszczonymi w bocznych sekcjach

Kilka tygodni później gruchnęła informacja, że do zespół na stanowisku dyrektorskim wzmocni Jean Alesi. Francuz wspominał na łamach Autosportu, że kiedy został zaproszony na spotkanie z Shinem Akiyamą, ten poinformował go o trwających negocjacjach z Ronem Dennisem odnośnie wejścia Direxiv do Formuły 1 w roli klienckiego teamu McLarena.

Dzień później Dennis osobiście zadzwonił do Alesiego z pytaniem o dołączenie do projektu, a że wszystko wyglądało bardzo obiecująco - wypłaty również - to Alesi nie zawahał się reklamować przedsięwzięcia swoim nazwiskiem. 

Oficjalnie nie padły jeszcze żadne deklaracje, ale plotki zaczęły przybierać na sile. Ron Dennis postanowił podsycić nastroje i jasno określił plany McLarena. - Całkowicie odnowiliśmy naszą starą fabrykę. Jest lepsza niż prawdopodobnie kilku innych zespołów, które obecnie rywalizują w F1. Zainwestowaliśmy w to, aby istniała opcja uruchomienia drugiego samochodu. Nie zawahamy się zainwestować w inne długofalowe elementy drugiego zespołu, jeśli uznamy, że istnieje biznesowe uzasadnienie. 

Lot Ikara 

W 2006 roku na liście startowej Formuły 1 było 22 kierowców, co dawało 11 zespołów. FIA planowała rozszerzenie stawki do 12 zespołów począwszy od sezonu 2008. Natychmiast znalazło się sporo zainteresowanych - wśród nich Carlin Motorsport, Prodrive Davida Richardsa oraz nowe projekty byłych szefów zespołów F1, między innymi Craiga Pollocka, Paula Stoddarta i Eddiego Jordana.  

1 kwietnia 2006 roku Direxiv oficjalnie zakomunikował, że pracuje nad przyłączeniem do Formuły 1. Aplikacja prezentowała się bardzo sensownie. Bliskie relacje z McLarenem oraz obecność dużych nazwisk pokroju Alesiego i Wurza wysuwały Direxiv w roli faworyta do wejścia. Pojawiły się także kandydatury na pozycje kierowców. Pierwszy fotel miał być szykowany dla Lewisa Hamiltona. Późniejszy 7-krotny mistrz świata robił doskonałe wrażenie w serii GP2. Ron Dennis zapewniał, że znajdzie mu miejsce.  

W McLarenie istniał kłopot bogactwa - Alonso od dawna miał już podpisany kontrakt, przyszłość Juana Pablo Montoya'i i oraz Kimiego Raikkonena nadal nie była pewna, a w obwodzie był jeszcze Pedro de la Rosa. Umieszczenie młodego kierowcy w zespole B wydawało się najrozsądniejsze. Drugi fotel był łączony z Garym Paffettem, czyli w tamtym czasie testerem McLarena. Pojawiały się także plotki o możliwym powrocie Alexandra Wurza w roli zawodnika.  

Pod koniec kwietnia padła decyzja ze strony FIA - dwunaste miejsce zająć miał Prodrive. Direxiv nie złożył broni. Prodrive miał dołączyć do Formuły 1 dopiero w 2008 roku, więc Direxiv nadal celował w wejście w 2007 roku. Wiązało się to z dużym ryzykiem, ponieważ lista startowa na 2008 rok została zatwierdzona i nie przewidywała dalszego rozszerzania stawki. To oznaczało, że jeżeli Direxiv dołączy w 2007 roku, to prawdopodobnie nie zostanie dopuszczony do startów w kolejnym roku.

Przyszłość projektu stanęła pod dużym znakiem zapytania, ale szefowie McLarena, zarówno Whitmarsh, jak i Dennis, wciąż sugerowali możliwość dołączenia Japończyków. Czas płynął, a los Direxiv powoli wydawał się przesądzony. Nazwa zespołu coraz rzadziej przewijała się w mediach, osoby odpowiedzialne za projekt ucichły, za to sponsorzy rozglądali się za lepiej rokującymi projektami.

Wszystkie ekipy Direxiv zostały wycofane na sezon 2007, podobnie jak logotypy firmy, które zniknęły z opłacanych przez nią pojazdów i strojów kierowców. Projekt umarł śmiercią naturalną. 

Shin Akiyama wkrótce zniknął, nie pozostawiając za sobą śladu. Obecnie na próżno jest szukać informacji o biznesmenie. Nawet Jean Alesi i szef zespołu GP2, David Price, wspominali, że Akiyama z dnia na dzień przestał się do nich odzywać. Misato Haga musiała pogodzić się z końcem marzeń o Formule 1.

Japonka była sfrustrowana odejściem sponsorów krótko po ogłoszeniu wejścia zespołu Prodrive. Nadal jednak była zaangażowana w serię Super GT, gdzie w 2008 roku, reprezentując zespół MOLA, wygrała klasyfikację generalną klasy GT300. Niedługo później porzuciła motoryzację na 12 lat, by zająć się branżą kosmetyczną. Obecnie jest szefem zespołu Super GT Drago Corse, w którego szeregach jest między innymi wracający do ścigania były kierowca Formuły 1, Yuji Ide.

Jak wyglądałby krajobraz Formuły 1, gdyby plan Akiyamy się ziścił? Tego nigdy się nie dowiemy, możemy wyłącznie gdybać. Z pewnością McLaren dysponowałby większym polem manewru odnośnie swoich kierowców. Akademia młodych kierowców McLarena wydała kilku cudownych i kilku solidnych kierowców. Kto wie, jak potoczyłaby się kariera Lewisa Hamiltona, Kevina Magnussena czy Lando Norrisa, gdyby zespół był w posiadaniu drugiej ekipy.

Może Pedro de la Rosa otrzymałby więcej szans za sterami McLarena, a Fernando Alonso bez presji wywieranej przez Lewisa Hamiltona wygrałby trzeci tytuł mistrza świata i zostałby pupilem Rona Dennisa na lata? Być może Stoffel Vandoorne pokazałby pełnię swojego potencjału, tak jak Nyck de Vries czy Nobuharu Matsushita znaleźliby drogę do Formuły 1? Dziesiątki pytań bez odpowiedzi, dlatego alternatywną część historii pozostawiam Wam w komentarzach.