Formuła 1 rozpoczęła się wyścigiem w Wielkiej Brytanii, ale najbardziej ikoniczne wydarzenia dla dalszych losów serii miały miejsce podczas kolejnej rundy w Monako. Ściganie po ulicach Monte Carlo stało pod znakiem debiutu Ferrari, pierwszego wielkiego triumfu Juana Manuela Fangio i jedynego dotychczas podium reprezentanta gospodarzy. A wszystko rozpoczęło się od karambolu wywołanego przez... morskie fale. 

Rok 1950 rezonuje w głowie każdego kibica Formuły 1. Wtedy miał miejsce start wielkiej światowej przygody - swoisty Wielki Wybuch. To był punkt zwrotny. Przedwojenne dzieje Grand Prix i prymitywne początki wyścigów samochodowych oddzielono grubą kreską, a od tamtego momentu pisała się nowa księga, której ewolucję obserwujemy do dnia dzisiejszego. 

Kilkaset tysięcy widzów, wśród nich brytyjska rodzina królewska w osobie króla Jerzego VI wraz z królową Elżbietą, 21 samochodów walczących na torze opartym o pasy startowe i triumfujący Giuseppe "Nino" Farina - tak pokrótce pamięta się otwierające pierwszy sezon Grand Prix Wielkiej Brytanii.  

Z racji upływu lat i ograniczonego dostępu do dawnych materiałów często bywa, że premierowe Grand Prix jest jedynym pamiętanym wydarzeniem tamtej kampanii, choć jak historia pokazuje, w zasadzie każdy wyścig ery dinozaurów pisał wyjątkową, czasem kuriozalną i całkowicie oderwaną od dzisiejszych standardów opowieść.  

Grand Prix Monako 1950 - narodziny legendy Formuły 1, Parcfer.me

Formuła 1 przez 72 sezony tylko czterokrotnie opuściła Monako 

Zaledwie osiem dni po pierwszych zawodach - Grand Prix Wielkiej Brytanii rozegrano w sobotę - kolorowa ferajna przeniosła się do księstwa Monako. Tam miała rozegrać się druga runda w historii nowopowstałych mistrzostw. Obecnie jesteśmy przyzwyczajeni do nudnych, obfitujących w mało manewrów wyprzedzania zmagań na ulicach Monte Carlo, ale wtedy, 21 maja 1950 roku, miał miejsce absolutnie szalony wyścig, który rozdziewiczył wiele późniejszych epokowych wydarzeń. 

Ten sam produkt, ale inne opakowanie 

Historia Grand Prix Monako sięga hen daleko, do 1929 roku. Wtedy odbyły się pierwsze wyścigi samochodowe na ulicach księstwa. Wytyczona nitka zasadniczo nie zmieniła swojego charakteru i nawet dzisiaj, ponad 90 lat później, kierowcy nadal pokonują zakręt przy kaplicy Sainte-Dévote, jadą ku kasynie i pędzą wzdłuż linii brzegowej. Nawet sceneria zbytnio się nie zmieniła. Większość budynków nadal istnieje, nielicznym charakterystycznym wyjątkiem pozostaje luksusowy hotel przy nawrocie, który powstał znacznie później. 

Największe zmiany nastąpiły w trzeciej sekcji toru. Szykana po wyjeździe z tunelu odbijała wyłącznie w lewo, sekcja basenowa nie istniała - tam znajdowała się prosta, która prowadziła do bardzo ostrego nawrotu Gazomètre.

Tym, co szczególnie różni nowoczesną pętle od starodawnej, są zabezpieczenia. Kierowcy pędzili w otoczeniu snopków siana, betonowych murków i nielicznych barier energochłonnych. Ściganie w Monako było szaleństwem - zagrożeniem były nie tylko czyhające ściany, ale także pobliska marina. 

Grand Prix Monako 1950 - narodziny legendy Formuły 1, Parcfer.me

Antonio Stagnioli jadący wzdłuż dzisiejszej sekcji basenowej (1952) 

Poszły konie po betonie 

Ferrari to marka jednoznacznie kojarząca się z królową sportów motorowych, która bierze udział w mistrzostwach od samego początku istnienia serii. Jednak ekipa z Maranello zadebiutowała dopiero w Monako. Było to spowodowane niechęcią Enzo Ferrariego do wysłania swoich maszyn do Wielkiej Brytanii ze względu na zbyt niską pulą nagród. Zamiast tego samochody Ferrari 125 rywalizowały w tym samym czasie podczas zawodów Formuły 2 na torze Monza.  

Wyścig na wyspach był potwierdzeniem dominacji Alfy Romeo. Zawodnicy startujący za kierownicą modelu 158 okupowali czołowe pozycje w trakcie zawodów na Silverstone. W kwalifikacjach zablokowali pierwsze cztery pozycje, za to w wyścigu po awarii Juana Manuela Fangio zajęli "tylko" wszystkie pozycje na podium z przewagą dwóch okrążeń nad czwartym rywalem. Ferrari w odróżnieniu do Alfy Romeo dysponowało samochodem wyprodukowanym po II Wojnie Światowej, dlatego podczas kolejnej rundy oczekiwano bardziej wyrównanej walki w czołówce.  

Data produkcji nijak miała się do osiągów 12-cylindrowego silnika o pojemności 1,5 litra. Ferrari wyjeżdżając na tor ustępowało najsilniejszym rywalom, jeśli chodzi o moc jednostki napędowej. Także cięższe nadwozie nie ułatwiało sprawy. Mimo wszystko trzyosobowy skład w osobach doświadczonych Luigiego Villoriesiego i Raymonda Sommera oraz młodszego i dysponującego niesamowitymi umiejętnościami Alberto Ascariego miał stawić czoła Alfie Romeo na krętych uliczkach Monte Carlo. 

Grand Prix Monako 1950 - narodziny legendy Formuły 1, Parcfer.me

Alberto Ascari za sterami Ferrari 125 (Zandvoort, 1949) 

Lista startowa do Grand Prix Monako liczyła 25 uczestników i siedmiu konstruktorów - wśród nich był Amerykanin Harry Schell w Cooperze T12, czyli pierwszym samochodzie z silnikiem umieszczonym za plecami kierowcy w historii Formuły 1.

Czterech kierowców nie dotarło na miejsce, więc stawka naturalnie się uszczupliła. Nieobecność zanotowało trzech Francuzów - Charles Pozzi, czwarty na Silverstone Yves Giraud-Cabantous oraz Pierre Levegh, a także legendarny Włoch, Clemente Biondetti - czterokrotny i dwukrotny triumfator odpowiednio Mille Miglia i Targa Florio, najważniejszych drogowych wyścigów. 

Zachodni wiatr spienione goni fale 

O kolejności na starcie niedzielnego wyścigu decydowały sztucznie udziwnione kwalifikacje. Za format czasówki odpowiadali wyłącznie organizatorzy. Oddzielna sesja kwalifikacyjna jeszcze nie istniała, najlepsze czasy uzyskane w treningu uznawano za okrążenie kwalifikacyjne. W Monako postawiono na dwuetapowe rozwiązanie. Pole position oraz kolejne cztery lokaty rozdano w ramach czwartkowego treningu. Dalsze pozycje rozstrzygnięto w sobotę. 

W ten sposób o pierwsze miejsce nie mogli walczyć kierowcy Ferrari, który przybyli do Monte Carlo dopiero w sobotę. Bez większej niespodzianki losy pole position zależały od Juana Manuela Fangio i Nino Fariny z Alfy Romeo. Ostatecznie wygrał Argentyńczyk z ogromną przewagą 2,6 sekundy. Trzyrzędowy pierwszy rząd uzupełnił José Froilán González z Maserati.

Dzień później do gry weszły bolidy Ferrari. Luigi Villoresi zanotował drugi najszybszy czas, ale dzięki awangardowemu regulaminowi był zmuszony ruszać dopiero z szóstego pola. 

Grand Prix Monako 1950 - narodziny legendy Formuły 1, Parcfer.me

Luigi Villoresi - największy pechowiec kwalifikacji 

Niedzielnym popołudniem dopisała frekwencja, jak i pogoda. Było ciepło, przeważnie słonecznie, ale wietrznie. W rezultacie powstawały silne i wysokie fale, które momentami dosięgały położony na nabrzeżu tor. Największa z nich uderzyła w momencie sygnalizacji startu i spowodowała jeden z największych karamboli w historii serii. 

Giuseppe Farina doskonale opanował bolid na pierwszych metrach wyścigu i jeszcze przed nawrotem zdołał wyjść na prowadzenie - wtedy start odbywał się przed zakrętem Gazomètre i dopiero wówczas kierowcy wpadali na dzisiejszą linię startową.

Fangio posiadał ogromny talent do znajdywania przyczepności. Potrafił odjeżdżać tam, gdzie inni mieli problem z utrzymaniem się na torze. Późniejszy 5-krotny mistrz świata dopadł Farinę podczas wspinaczki do sekcji kasynowej i wyszedł na pewne prowadzenie, wjeżdżając do skąpanego ciemnością tunelu. 

W tym momencie zakręt Tabac - szybki lewy prowadzący wzdłuż morza - dosłownie pływał. Woda w ogromnej ilości przedostała się na nawierzchnię i skąpała trasę wyścigu. Fangio doskonale uniknął zagrożenia i utrzymał panowanie nad Alfą Romeo. Pochłonięty walką Farina przegrał z żywiołem, obrócił się uderzając w betonowe schody i wrócił na środek toru. Kilku szczęśliwców potrafiło uniknąć ślizgającego się Włocha - Villoresi, Étancelin, Ascari, Chiron i Sommer przemknęli obok, ale Luigi Fagioli już się nie zmieścił. 

Kierowcy jeden za drugim uderzali w bolidy Alfy Romeo. Cała kawalkada została powstrzymana, a zakręt Tabac zablokowany. W karambolu ucierpiało aż 10 kierowców. José Froilán González próbował jechać dalej, ale jego zbiornik paliwa uległ pęknięciu i samochód stanął w płomieniach. Argentyńczyk błyskawicznie wyskoczył z maszyny, ale nie uniknął poparzeń drugiego stopnia obu górnych kończyn. Szczęśliwie większość kierowców wyszła ze zdarzenia bez szwanku, a największym pechowcem był Franco Rol z Maserati, który złamał rękę.

Grand Prix Monako 1950 - narodziny legendy Formuły 1, Parcfer.me

24 zwycięstwa w 51 startach – Juan Manuel Fangio przerastał rywali 

Juan Manuel Fangio nie wiedział, co wydarzyło się za jego plecami. Nieświadomy jechał dalej, ale po wyjeździe z tunelu zwrócił uwagę na publikę, która przybrała "inny kolor".

- Wyczuwałem pobudzenie wśród widzów. Nie patrzyli na mnie prowadzącego wyścig, ale w inną stronę - wspominał Argentyńczyk. Wszyscy kibice z zaciekawieniem obserwowali to, co działo się za zakrętem Tabac. Późniejszy pięciokrotny mistrz świata zorientował się, że za rogiem może czekać niebezpieczeństwo, więc zwolnił i podniósł rękę, żeby ostrzec kierowców jadących z tyłu.

Tylko dziewięciu zawodników pozostało na placu boju, a do mety z zaplanowanych 100 okrążeń zostało jeszcze 99. Zawody toczyły się dalej, nawet w trakcie usuwania rozbitków z trasy Książę Bira, wyraźnie poirytowany koniecznością wolnej jazdy, pospieszał pracujących w pocie czoła porządkowych. Ponownie pechowcem został Luigi Villoresi, kiedy omijając karambol zbyt mocno zredukował obroty i zgasił silnik, przez co spadł na ostatnią pozycję. 

Wkrótce Villoresi rozpoczął swój koncert i łapał kolejnych przeciwników. Po czternastu okrążeniach był już trzeci, a do drugiego Ascariego dojechał na 31. kółku. Bratobójczy pojedynek był bardzo zażarty, ale rozstrzygnął się w alei serwisowej. Mechanicy sprawniej napełnili bak Villoresiego i to bardziej doświadczony z dwójki wyjechał na drugiej pozycji. Był jednak bezradny w walce o zwycięstwo, bo prowadzący Juan Manuel Fangio jechał w całkowicie innej lidze. 

El Maestro zdobył pole position, każde okrążenie kończył na pozycji lidera, zanotował najszybszy czas okrążenia w wyścigu i stanął na najwyższym stopniu podium - był niezaprzeczalnym dominatorem tego weekendu i zdobył pierwszego Wielkiego Szlema w historii serii. Radość trwała krótko, gdyż Fangio wyraźnie zmartwił się losem jego przyjaciół. Po wyścigu odwiózł wspomnianego wcześniej Gonzáleza do kliniki we Włoszech, podobnie jak innego rodaka - Alfredo Piána, który jeszcze przed wyścigiem złamał nogę w wypadku. 

Najlepszy Monakijczyk w Monako 

Villoresi wydawał się jechać pewnie po drugie miejsce, ale agresywna jazda po nierównej nawierzchni prędzej czy później musiała odegrać się na kierowcy. Tak stało się na 63. okrążeniu, kiedy tylna oś zawieszenia Ferrari Włocha uległa uszkodzeniu i zmusiła go do wycofania się z wyścigu.

To otworzyło drogę Alberto Ascariemu, który do ostatniego, setnego okrążenia jechał za daleko lidera, żeby pokusić się o prowadzenie. Był jednak zbyt daleko, aby martwić się o stratę drugiej pozycji. Wynik tak czy siak nie usatysfakcjonował Enzo Ferrariego. W Maranello od razu przystąpiono do produkcji mocniejszych silników.

Wycofanie się Villoresiego nie tylko poprawiło sytuację Ascariego, ale także bohatera lokalnej publiczności - Louisa Chirona. Kierowcą był już wiekowym, wszak na karku miał już 50 lat. Urodził się w sierpniu 1899 roku właśnie tutaj, w Monte Carlo, i przez wiele lat rywalizował w światowej czołówce, szczególnie na początku lat trzydziestych. W domowym Grand Prix triumfował w 1931 roku.

Grand Prix Monako 1950 - narodziny legendy Formuły 1, Parcfer.me

Kask Charlesa Leclerca na GP Monako 2021

Po drodze wygrywał wiele innych międzynarodowych zawodów i dobrą passę kontynuował nawet po II Wojnie. Jest najstarszym zawodnikiem w historii, który ukończył wyścig Formuły 1. Jego znaczenie w świecie motoryzacji było przeogromne, co dobrze odzwierciedla fakt, że jeden z najszybszych samochodów świata - Bugatti Chiron - otrzymał nazwę na cześć wielkiego kierowcy.

I tak 50-letni Louis podczas Grand Prix Monako 1950 okazał się lepszy od goniącego go Raymonda Sommera w Ferrari i w pełni wykorzystał doświadczenie oraz potencjał tkwiący w swoim, wyprodukowanym jeszcze przed wojną Maserati 4CLT. Jak się później okazało, dla legendarnego zawodnika było to ostatnie podium i zarazem ostatnie punkty w bogatej karierze.

Do dzisiaj pozostaje jedynym Monakijczykiem, który zdołał stanąć na podium w domowym wyścigu. Tak więc odnosząc się do nadchodzącego weekendu: panie Charles, proszę wziąć się do roboty!