Formuła 1 rozpoczęła swoją podróż po muzułmańskich klimatach już blisko dwie dekady temu. Przez ten czas odwiedziła i zadomowiła się już w czterech państwach Półwyspu Arabskiego. Jednak termin krajów arabskich to nie tylko Bliski Wschód, ale także cała północna Afryka, a tam, w sercu rozgrzanej Casablanki, odbyła się finałowa runda sezonu 1958.

Historia Grand Prix Maroka sięga czasów aż sprzed II wojny światowej. Była to naturalna kolej rzeczy związana z francuskim protektoratem. W tamtym okresie Francja należała do absolutnej czołówki sportów motorowych, więc zainteresowanie przelewało się także na tereny kolonialne.

I tak początkowe lata wydarzenia zostały zdominowane przez kierowców znad Sekwany. Potem zabawa przeniosła się na tor Anfa, gdzie triumfowali między innymi legendarny Louis Chiron, marokański szpadzista i późniejszy olimpijczyk - Charles Bénitah, a nawet polski hrabia - Stanisław Czaykowski!

Stanisław Czaykowski

Stanisław Czaykowski

Następnie wyścig zaliczył blisko 20-letnią przerwę, by w 1954 roku powrócić na ulicach Agadiru. Tam startowali najwięksi z największych. Z trofeami wracał pierwszy mistrz świata Formuły 1 - Giuseppe Farina, czy wieloletni kierowca serii - Maurice Trintignant.

Kryzys sueski pod koniec 1956 roku spowodował niemałe trzęsienie ziemi także w Formule 1. W związku z konsekwencjami konfliktu i bardzo wysokimi cenami paliw Holandia, Belgia i Hiszpania wycofały się z organizacji rund mistrzowskich. Wąski kalendarz czempionatu na sezon 1957 uzupełnił wyścig w Peskarze, ale w dalszym ciągu seria potrzebowała nowych lokalizacji do organizacji niemistrzowskich zawodów, które wypełniały długie przerwy pomiędzy głównymi wyścigami.

Marokańczycy nie zwlekali z przejściem od słów do czynu i za błogosławieństwem króla Muhammada V w zaledwie 6 tygodni wykończyli tor nazwany na cześć nadmorskiej dzielnicy Casablanki - Ain-Diab. Obiekt powstał niejako na gruzach dawnego toru Anfa i odziedziczył cechy poprzednika. Ponad 7-kilometrowa drogowa nitka obfitowała w szerokie i długie proste z dobrze wyprofilowanymi zakrętami.

Dobra organizacja nie miała miejsca już podczas samego wyścigu w 1957 roku. Czternastu kierowców wybrało się do Maroka pomimo rozprzestrzeniającej się w Europie grypy azjatyckiej - z tego powodu zawody odpuścił Stirling Moss.

Na miejscu doszło do kuriozalnego występu dyrektora wyścigu, który nie dość, że nie znał regulaminu sportowego, to jeszcze zdyskwalifikował nie tego kierowcę. Koniec końców wygrał Jean Behra w Maserati, a już niebawem, pomimo galimatiasu, Ain-Diab dołączył do kalendarza Mistrzostw Świata na sezon 1958.

Wojna brytyjsko-brytyjska

Przed ostatnim wyścigiem nadal nie wyłoniono mistrza świata kierowców ani zwycięzcy dopiero wprowadzonej klasyfikacji konstruktorów. Wśród zawodników czołowa piątka była w całości zajęta przez Brytyjczyków, ale o końcowy triumf walczyli już wyłącznie Mike Hawthorn (40 punktów) i Stirling Moss (32 punkty).

Według uznawanej wtedy punktacji Moss potrzebował zwycięstwa, punktu za najszybsze okrążenie wyścigu oraz Hawthorna nie wyżej jak trzeciego. Jedno było pewne – w gronie mistrzów Formuły 1 znaleźć miał się pierwszy wyspiarz.

Od lewej: Peter Collins, J.M. Fangio i Mike Hawthorn (podium GP Niemiec 1957)

To był pierwszy sezon nowej ery Formuły 1, czyli dominacji brytyjskich ekip i anglojęzycznych kierowców. Juan Manuel Fangio występował w mistrzostwach co najwyżej gościnnie, a Ferrari, choć podbudowane lepszym sezonem, stale ustępowało najpierw Cooperowi, potem Vanwallowi.

Włosi wygrali tylko dwa wyścigi na przestrzeni 11-rundowego sezonu. We Francji swój trzeci triumf w karierze świętował Hawthorn. Dwa tygodnie później na Silverstone Peter Collins pojechał fenomenalny wyścig i wraz ze swoim najbliższym przyjacielem, właśnie Hawthornem, oblewał sukces przed tysiącami rodzimych fanów.

Zespół z Maranello przechodził wtedy szczególnie trudny okres, będąc świeżo po tragicznej stracie dwóch kierowców - Eugenio Castelottiego i Fona de Portago. W ciągu sezonu doszło do kolejnych śmiertelnych wypadków i zaledwie na przestrzeni lipca-sierpnia zginęli zarówno Luigi Musso, jak i Peter Collins. Ze starej ekipy pozostał tylko Hawthorn.

Na przeciw stał zespół Tony’ego Vandervella, a więc Vanwall, którego skład tworzyli: Stirling Moss, Tony Brooks i bardzo obiecujący Stuart Lewis-Evans. Pierwsza dwójka miała na swoim koncie po trzy zwycięstwa w tym sezonie (Moss wygrał inauguracyjną rundę jeszcze w Cooperze).

Stirling Moss, Formuła 1, 1958

Stirling Moss, 1958

Bez wątpienia samochód Vanwalla był najsilniejszy w stawce, ale zwycięstwa były przeplatane awariami. Moss, choć trzykrotnie wygrywał i raz był drugi, na 9 startów tylko 4 razy dojechał do mety. Dlatego też liderem był Hawthorn, który na podium stał aż 6 razy.

Team orders w natarciu

Kwalifikacje wykreowały faworytów do niedzielnego zwycięstwa - najlepiej na torze sprawowały się bolidy Ferrari, BRM i rzecz jasna Vanwalla. Pole position zdobył Hawthorn. Zaledwie o 0,1 sekundy wolniejszy był Moss. Pierwszy rząd, składający się z trzech aut, uzupełnił Lewis-Evans (Vanwall).

W drugiej linii stanęli: zeszłoroczny zwycięzca - Jean Behra (BRM), Phil Hill (Ferrari) i Olivier Gendebien (Ferrari). Czołową ósemkę zamknęli Tony Brooks (Vanwall) i Jo Bonnier (BRM). Kolejni kierowcy tracili już za dużo, żeby odegrać kluczową rolę.

Stirling Moss popisał się znakomitym startem i błyskawicznie wysunął się na prowadzenie. Jego rywal spadł na trzecią lokatę. Między pretendentów wbił się Phil Hill, który do pierwszego zakrętu walczył o prowadzenie ramię w ramię. Moss nie miał sobie równych i systematycznie powiększał swoją przewagę.

Choć zespół przestrzegał przed nadmiernym eksploatowaniem awaryjnego silnika, kierowca Vanwalla zawieszał poprzeczkę coraz wyżej i poprawiał niezbędny dla niego najszybszy czas okrążenia. Rywale borykali się z problematycznymi hamulcami - gwałtowne dohamowania i bardzo wysoka temperatura stanowiły nie lada wyzwanie.

W tle toczyła się zacięta walka Brooksa z Hawthornem. Vanwall przyodział samochód Brooksa w lżejsze przednie opony i było to strzałem w dziesiątkę. Ich kierowca notował niezłe czasy, odrabiał straty i nawet wyprzedził lidera klasyfikacji generalnej. Kilka okrążeń później silnik Vanwalla nie wytrzymał, więc starania Brooksa poszły na marne.

Na nieco ponad 10 okrążeń do końca tablica wyników wyglądała następująco: pierwszy - Moss, drugi - Hill, trzeci - Hawthorn. Ferrari mając dwóch kierowców w czołówce, miało asa w rękawie. Hawthorn do mistrzostwa potrzebował drugiego miejsca, dlatego zespół zlecił Hillowi przepuszczenie kolegi. Amerykanin nie stawiał oporu i tym sposobem team orders zakończyły walkę o czempionat.

Moss pomimo zwycięstwa i najszybszego okrążenia musiał uznać wyższość kierowcy Ferrari. Pierwszy brytyjski mistrz świata został wyłoniony w najgorszym możliwym stylu. Gorycz rywali osłodził tytuł mistrza świata konstruktorów - Vanwall zrobił to jako pierwszy w historii Formuły 1.

W obliczu śmierci

Emocje opadły, ale walka nadal trwała - walka o życie. Na 42. okrążeniu doszło do strasznego wypadku Stuarta Lewisa-Evansa. Kierowca utracił panowanie nad bolidem Vanwalla w szybkim zakręcie i uderzył tyłem o twardy element, który rozerwał zbiornik paliwa. Uderzenie nie było tragiczne - Brytyjczyk zdołał wydostać się z płonącego wraku, lecz jego kombinezon całkowicie pochłonął ogień.

Pomoc przybyła za późno. Tony Vandervell, właściciel Vanwalla, natychmiast załatwił transport helikopterem do kliniki w Wielkiej Brytanii. Po ośmiu dniach lekarze ogłosili śmierć 26-letniego Stuarta. Oparzenia okazały się zbyt rozległe - pokryły ponad 75% ciała.

Tragedia zmieniła krajobraz Formuły 1. Vandervell wycofał swój mistrzowski projekt Vanwalla i już nigdy więcej nie brał udziału w wyścigach. Menadżer Lewisa-Evansa, niejaki Bernie Ecclestone, porzucił plany o stworzeniu własnego zespołu i wycofał się z Formuły 1 na dekadę.

Abstrahując na moment... co by było, gdyby Ecclestone poszedł w ślady Vandervella? Za to wracając do kwestii marokańskiej - tor Ain-Diab wkrótce przestał istnieć, ale w dalszym ciągu można przejechać się po drogach, które kiedyś go tworzyły.

Grand Prix Maroka było ostatnim wyścigiem Mike’a Hawthorna. Panujący mistrz i 3-krotny zwycięzca Grand Prix ogłosił wkrótce zakończenie kariery. Powody były różne - wypalenie po zdobyciu tytułu, postępująca choroba oraz obserwowanie z bliska tragicznych wypadków jego przyjaciół. Kilka miesięcy później sam zginął w wypadku samochodowym.

Stirling Moss startował w Formule 1 do 1961 roku. W bardzo bogatej karierze aż czterokrotnie zajmował 2. miejsce w klasyfikacji generalnej. Ten czwarty raz miał miejsce właśnie w Maroku, gdzie jednocześnie był najbliżej końcowego triumfu. Uniemożliwił mu to pragmatyzm Ferrari. Niechlubne team orders okazały się skuteczniejsze i Hawthorn został mistrzem.

Mossa okrzyknięto natomiast najlepszym kierowcą w historii, który nie zdobył tytułu. Lista mistrzów wyglądałaby jednak inaczej nawet mimo poleceń, gdyby na wcześniejszym etapie sezonu, w Portugalii, zmarły w 2020 roku zawodnik nie przyczynił się do cofnięcia kary późniejszego triumfatora.