Był sobie kiedyś pewien ambitny i przedsiębiorczy Serb, Zoran. Podejrzanie wielkie kwoty na koncie i jeszcze większe ambicje pozwoliły mu spełnić jego największe marzenie - utworzyć własny zespół wyścigowy. W tej bajce nie było jednak smoków, a smutni - lecz rozsądni - panowie z FIA. 

Celem, który przyświecał temu marzycielowi, było zaznaczenie swojej ojczyzny, Serbii, na mapie świata Formuły 1. Zoran Stefanović to założyciel Stefan Grand Prix – serbskiego zespołu, który niestety (lub “stety”) nigdy nie zaistniał w “królowej motorsportu”. Przynajmniej nie na torze.

Historia wielu zakończonych niepowodzeniem prób Serba, kóre miały na celu wprowadzić stajnię do F1, zyskała już miano legendy. Ekipa aspirująca do podbicia Formuły 1 wzbudzała tyle pytań i kontrowersji, że krążyły o niej nawet plotki, jakoby miała być "pralnią brudnych pieniędzy".

ZŁE DOBREGO ZŁEGO POCZĄTKI

Barwna i niezwykła przygoda Zorana Stefanovicia i jego śmiałego projektu ma swój początek już w latach 90. XX wieku. Nieznany jeszcze wówczas nikomu w świecie wyścigów Serb, prezes korporacji AMCO, ogłosił wtedy plany utworzenia pierwszego w historii jugosłowiańskiego zespołu Formuły 1. Donosił o tym m.in. brytyjski magazyn Autosport. Docelowo ekipa miała pojawić się w stawce począwszy od sezonu 1997. 

Zoran Stefanović, założyciel zespołu Stefan Grand Prix

Pomysłodawca całego przedsięwzięcia deklarował nawet, że kontaktował się z “grubymi rybami” padoku. Postaciami, które mogłyby wspomóc swoim doświadczeniem raczkującą stajnię i zasilić jej szeregi. Jedną z nich miał być George Ryton, inżynier ze stażem w Ferrari i były dyrektor techniczny zespołu Forti. Stefanović utrzymywał ponadto, że był bliski skompletowania całości kwoty, która pozwalała mu na dołączenie swojego w pełni gotowego zespołu do stawki.

Serba czekało nawet spotkanie z samym Bernie’m Ecclestonem, który zarządzał wówczas Formułą 1. Do rozmowy miało dojść na Silverstone przy okazji wyścigu o Grand Prix Wielkiej Brytanii 1996. Ostatecznie jednak nie wynikło z tego nic, gdyż Brytyjczyk nie wziął aspiracji założyciela Stefan Grand Prix na poważnie. Podobnie sprawę potraktowała FIA, która oficjalnie odrzuciła aplikację stajni. 

Pan Zoran wraz ze swym niezmąconym planem podbicia Formuły 1 przypomniał o swoim istnieniu już kilka miesięcy później. Ambitny Serb zadeklarował wówczas, że miał zamiar odkupić bolidy zespołu MasterCard Lola z sezonu 1997.

Brytyjska ekipa pojawiła się w stawce na zaledwie jeden wyścig tamtej kampanii, gdyż konstrukcja okazała się wielkim niewypałem. Kierowcy pojazdu stracili ponad 10 sekund do zwycięzcy czasówki i projekt zamknięto jeszcze przed początkiem drugiej rundy.

Ricardo Rosset w bolidzie Lola T97/30 podczas niesławnej

Ricardo Rosset w bolidzie Lola T97/30 podczas niesławnej "przejażdżki" w kwalifikacjach do GP Australii '97

Stefanović wraz z zespołem inżynierów zamierzali przerobić bolidy Lola T97/30 w taki sposób, aby odpowiadały regulacjom na nadchodzący sezon i były... nieco szybsze od oryginału. Ostatecznie plany spaliły na panewce, ponieważ FIA ponownie odesłała marzyciela “z kwitkiem”.

Wydawało się, że drugie niepowodzenie ostatecznie zamknie nigdy nierozpoczęty na dobrą sprawę epizod jugosłowiańskiego zespołu w Formule 1. 

GUESS WHO'S BACK

Tak się jednak nie stało, gdyż rezolutny Serb nie dawał za wygraną. Potrzebował jednak dwunastu lat, aby podjąć decyzję o ponownym ubieganiu się o wakat w “królowej motorsportu”.

W 2009 roku władze Formuły 1 ogłosiły nabór do stawki, który miał na celu rozszerzenie liczby zespołów z 10 do 13. Stefanović korzystając z idealnej okazji, podjął się więc kolejnej, najbliższej powodzeniu próby włączenia się do Mistrzostw Świata wraz ze swoim zespołem.  

Do organu FIA zajmującego się analizą kandydatur spłynęło 15 wniosków. W lipcu 2009 roku komisja ogłosiła, że zespołami, które otrzymały prawo dołączenia do pozostałej 10, są Campos Meta (ostatecznie Hispania Racing Team), Manor (późniejszy Virgin Racing) oraz Team USF1.

Aplikacja zespołu Stefan GP została odrzucona. Stefanović mógł jednak pocieszać się faktem, że jego ekipę umieszczono na liście rezerwowej. A ponieważ nadzieja jest “matką głupich”, Serb wierzył w niepowodzenie któregoś z rywali i kontynuował przygotowania do włączenia się do Formuły 1. 

Bolid zespołu Vrigin Racing podczas testów na Jerez w 2010 roku

Bolid zespołu Vrigin Racing podczas testów na Jerez w 2010 roku

Próbując zwiększyć swoje szanse, niedługo po ogłoszeniu wyników “konkursu” złożył on apelację przeciw FIA do Komisji Europejskiej. Według przedsiębiorcy organizacja miała wymuszać na nowych zespołach używanie silników powracającej do F1 firmy Cosworth.

Identyczne zarzuty wobec Międzynarodowej Federacji Motorsportu miała ekipa N.Technology, która podobnie jak Stefan GP nie otrzymała miejsca w stawce. Ostatecznie obydwa zespoły zrezygnowały z walki w sądzie, a KE orzekła, że proces wyboru kandydatów odbył się zgodnie z prawem.  

TOYOTA PRZEBRANA ZA SERBSKĄ WYŚCIGÓWKĘ

Sezon 2009 został zapamiętany m.in. ze względu na opuszczających Formułę 1 producentów fabrycznych. Pożegnania dużych zespołów miały dać odrzuconym ekipom kolejne szanse na pojawienie się w stawce. W sierpniu swoje odejście z mistrzostw ogłosiło BMW Sauber, dla którego ścigał się wtedy Robert Kubica. Wolne miejsce przypadło wówczas Lotusowi.

Śladem niemieckiego producenta podążyła niespodziewanie japońska Toyota, której zarząd w listopadzie również zdecydował się pożegnać z coraz bardziej nieopłacalną F1. Stefan GP ponownie "padł na deski", gdyż wakat otrzymał Sauber (niewspółpracujący już z BMW).

Porażka wydawała się oczywista i prawdopodobnie wielu aspirujących miłośników wyścigów zaprzestałoby dalszych prób zawojowania Formuły 1. Zoran Stefanović nadal wierzył jednak w swój osobisty el plan... 

Toyota TF109 z 2009 roku

Toyota TF109 z 2009 roku

Aby nadać projektowi profesjonalizmu i faktycznie stać się poważnym kandydatem do wślizgnięcia się w stawkę, Serb podjął współpracę z kończącym działalność zespołem Toyoty. Koncern chciał w ten sposób uniknąć kary za złamanie podpisanego wcześniej porozumienia Concorde.

Przedsiębiorca odkupił od Japończyków projekt ich bolidu TF110, którym mieli oni walczyć w przyszłych mistrzostwach. Ci oddelegowali nawet do pomocy Stefanoviciowi zespół inżynierów, który miał pomóc aspirującej ekipie w zrozumieniu konstrukcji i dostosowaniu jej do zbliżającego się sezonu.

W międzyczasie FIA odrzuciła koncepcję rozszerzenia stawki do 14 zespołów, której autorem był... sami wiecie kto. Pan Zoran miał też podobno oferować Camposowi Mecie i Teamowi USF1 odkupienie ich miejsca w stawce. 

Zoran Stefanović w siedzibie Toyoty

Założyciel Stefan GP deklarował też publicznie, że jego zespół pomimo braku zezwolenia stawi się na starcie sezonu w Bahrajnie. Do mediów zaczęły również docierać informacje o nawiązaniu przez ekipę współpracy z byłym inżynierem McLarena, Mike’iem Coughlanem, który był główną postacią afery szpiegowskiej z sezonu 2007.

Rozpoczęto także rekrutację pracowników do siedziby zespołu w Belgradzie oraz ogłoszono plany umożliwienia testów młodym kierowcom, jeśli stajnia ostatecznie nie otrzymałaby pozwolenia na start.  

W taki scenariusz, jak wynika z deklaracji Stefanovicia, jednak nie wierzono. Jego zapowiedzi przybierały coraz śmielszy ton, a do opinii publicznej docierały kolejne wzbudzające uwagę informacje.

Skład kierowców mieli utworzyć Kazuki Nakajima (powiązany z Toyotą kierowca opuszczający zespół Williamsa) oraz były mistrz świata Formuły 1, Jacques Villeneuve. Z posadą zawodnika rezerwowego łączono rywalizującego wówczas w serii GP2 Pastora Maldonado.  

Jacques Villeneuve

Jacques Villeneuve

FIRMA "KRZAK" I... WSPARCIE RZĄDU

W świecie Formuły 1 projekt Stefanovicia wzbudzał wielkie kontrowersje i pozostawiał wiele pytań bez odpowiedzi. Wątpliwości budziła kwestia finansów Serba. Wiele osób zastanawiało, skąd biorą się pieniądze na takie posunięcia. Oliwy do ognia dolewał fakt, że przedsiębiorca zapowiadał również plany zbudowania pod Belgradem toru wyścigowego, który mógłby za kilka lat gościć zawody na najwyższym poziomie.  

Stefanović utrzymywał, że w finansowanie projektu zaangażowany jest rząd Serbii. Miał potwierdzić to ówczesny premier bałkańskiego kraju, Mirko Cvetković, w rozmowie z Bernie’m Ecclestonem.

Kolejnym źródłem łożącym pieniądze na zespół miała być spółka AMCO, należąca do twórcy Stefan GP. Kreowana przez niego na jednego z największych graczy serbskiego rynku marka była w rzeczywistości podejrzaną firmą. Jak się później okazało, miała ona oficjalnie zatrudniać jednego pracownika – Zorana Stefanovicia, a jej przychody w 2009 roku przekraczały ledwie 3000 euro rocznie. 

W lutym 2010 roku miało dojść do dwóch niezwykle istotnych dla zespołu wydarzeń - oficjalnego i premierowego odpalenia bolidu, a także testu konstrukcji na portugalskim torze Portimão. Jazdy niedaleko Algarve ostatecznie odwołano, gdyż ówczesny dostawca opon dla F1 - Bridgestone - odmówił użyczenia ogumienia ekipie.

Pierwszy z przewidzianych celów udało się jednak zrealizować - 19 lutego doszło do uruchomienia pomalowanej na czerwono maszyny.

Bolid Stefan Grand Prix S-01

- Dzisiejszego ranka, 19 lutego 2010 roku, miał miejsce kolejny krok milowy w historii Stefan Grand Prix. O godzinie 8:00, nasz pierwszy samochód – Stefan 01 – został uruchomiony po raz pierwszy. Auto zadziałało bez zarzutu, nie było żadnych problemów, więc jesteśmy gotowi na jazdę po torze, ale czekamy jeszcze na oponyskomentował swój sukces Zoran Stefanović.

Serb dodał również, że na początku miesiąca wysłał do Bahrajnu i Kuala Lumpur kontenery ze sprzętem na pierwszy i trzeci wyścig sezonu. 

"HALO! FIA? MÓWICIE, ŻE POTRZEBUJECIE ZESPOŁU?"

Na 9 dni przed pierwszym treningiem mistrzostw FIA ogłosiła, że dołączony do stawki nowy zespół Team USF1 nie zostanie ostatecznie dopuszczony do startu. Amerykańska ekipa nie przygotowała bolidu na czas i upadła. W związku z zaistniałą sytuacją, a także położeniem, w jakim znajdował się na tamtą chwilę Stefan GP, Zoran Stefanović nie widział innej możliwości niż automatyczne dołączenie jego ekipy do stawki.

Tak się jednak nie stało, gdyż FIA oficjalnie ogłosiła zwężenie liczby zespołów do 12. Decyzję tłumaczono brakiem czasu, który był potrzebny Serbowi do przygotowania wszystkiego na pierwszy weekend. Stefanović i jego ambicje upadły... Po raz trzeci. 

O Stefan Grand Prix nadal było jednak głośno, gdyż jego właściciel ponownie złożył do FIA aplikację o dołączenie zespołu do mistrzostw na sezon 2011. W międzyczasie zakończył on współpracę z Toyotą. Ostatecznie ta próba również zakończyła się fiaskiem, gdyż organ zarządzający Formułą 1 zrezygnował z pomysłu kolejnego poszerzenia stawki. 

Bolid Haasa z 2016 roku

Bolid Haasa z 2016 roku

W późniejszych latach w mediach pojawiały się pogłoski o ponownych próbach dołączenia przez Stefanovicia do F1. Miało to mieć miejsce w 2014 roku, lecz ostatecznie przywilej startu począwszy od 2016 roku udzielono Haasowi.

Z kolei w 2017 roku zaczęło być głośno o chińskim projekcie China F1 Team, który miał zasilić szeregi stawki od sezonu 2019. To wzbudziło marzenia Stefanovicia po raz kolejny i ostatni... Przynajmniej na razie. 

Perypetie ambitnego Serba przeszły już do historii Formuły 1 i są przypominane m.in. przy okazji pojawiających się raz po raz plotek o możliwym dołączeniu do mistrzostw nowych zespołów. Te najnowsze dotyczą oczywiście rodziny Andrettich. Są to jednak zupełnie inni ludzie, a podobnego cyrku jak tego z udziałem zespołu Stefan Grand Prix i niespełnionymi marzeniami szalonego człowieka z Serbii pewnie nie zobaczymy już nigdy.