Od oddania mistrzostwa świata, przez bycie przybranym synem Enzo Ferrariego, po śmierć czyhającą na każdym kroku. Biografia Petera Collinsa to wyjątkowa historia o poświęceniu, miłości i tragedii. Z powodu braku czempionatu jest to kierowca nieco zapomniany, ale w historii Formuły 1 zawsze będzie wśród wybitnych tego sportu.

Peter Collins urodził się 6 listopada 1931 roku w Kidderminster w hrabstwie Worcestershire. Jest to obecnie liczące nieco ponad 55 tysięcy mieszkańców miasteczko nieopodal Birmingham, słynące z tego, że wychowywał się tam wokalista Led Zeppelin, Robert Plant. Jednak na długo zanim ten śpiewał o "schodach do nieba", młody Peter bacznie przypatrywał się komuś innemu, swojemu ojcu, od którego czerpał wiedzę.

Rzeczony tata, Pat Collins, był osobą niezwykle pracowitą. Dla lokalnej społeczności był znanym dilerem samochodów (głównie marki Ford), prowadził świetnie prosperującą działalność spedycyjną, a wolne chwile spędzał w warsztacie. Pat doskonale znał się na mechanice i konsekwentnie wiedzę tę wtłaczał nastoletniemu synowi, który szybko złapał motoryzacyjnego bakcyla.

Młody Peter nie należał do grzecznych chłopców. W wieku 16 lat został wydalony ze szkoły, gdy podczas wagarowania został przyłapany na jeździe Dodgem po miejscowych parkach i placach. Następnie mógł już w pełni skupić się na pomocy w warsztacie i startach w amatorskich wyścigach.

W 1948 roku, na 17. urodziny, otrzymał od rodziców swój pierwszy samochód wyścigowy - nowego Coopera 500 MK IIs. Zachwycony początkowo prezentem Peter spędzał tygodnie i miesiące na żyłowaniu Coopera na pobliskim lotnisku.

File:1949 Cooper 500 Mk III (5957306936).jpg

Cooper 500 MK III z 1949 roku

Maszyna okazała się jednak podatna na awarie, więc widząc ogromne zaangażowanie i pasję syna, tata zainwestował w nowocześniejszego Coopera MK 500 III, w którym Peter wystartował w poważanym wielkanocno-poniedziałkowym wyścigu w Goodwood. Chwilę później na stałe dołączył do Formuły 3 500c.

Była to względnie nowa seria - zadebiutowała w 1946 roku. Bolidy były wyposażone w silniki motocyklowe o pojemności 500 cm3, co było nowością i spowolnieniem względem wcześniejszych, przedwojennych koncepcji. Pomysł okazał się jednak dużym sukcesem i zainaugurowana w 1950 roku Formuła 3 zaczerpnęła inspirację właśnie z tej brytyjskiej serii, w której pierwsze kroki, oprócz Collinsa, stawiali także m.in. Stirling Moss, Ken Tyrrell, Stuart Lewis-Evans, a nawet Bernie Ecclestone.

Droga do Formuły 1

Jeżdżący pierw dla Coopera, następnie dla JBS, Collins notował bardzo dobre wyniki w Formule 3 500c. Dodatkowo wygrał 100-milowy wyścig na Silverstone oraz dodał do swojego dorobku podia na zawodach w Goodwood i Brighton, w międzyczasie zaliczając pierwsze występy w Europie. Kariera Petera szybko nabrała rozpędu, lecz równocześnie z sukcesami przyszły pierwsze trudne chwile.

Startując na Starym Kontynencie w 1951 roku, Peter doznał wewnętrznej tragedii. W trakcie zawodów w Luksemburgu w wypadku z jego udziałem życie stracił bliski przyjaciel, Alf Bottoms, projektant bolidu JBS w czasach Formuły 3. Jeszcze w ciągu tego sezonu na zawodach w Castle Combe zginął kolejny przyjaciel, Curly Dryden. 

Wkrótce - na polecenie zachwyconych postępami Collinsa Rega Parnella (kierowcy Formuły 1) oraz pani Kay Petre (przedwojennej gwiazdy najstarszego toru świata w Brooklands) - szef długodystansowego zespołu Astona Martina zorganizował dla Petera dzień testowy na Silverstone. Młodzieniec zaprezentował się oszałamiająco. Natychmiast dostał angaż w brytyjskiej ekipie. Przekonał również George'a Abecassisa, etatowego zawodnika Astona oraz właściciela zespołu HW Motors, konstruktora Formuły 2.

Dawne przepisy zezwalały na wystawianie maszyn Formuły 2 w wyścigach Formuły 1, toteż angaż w HWM pozwolił zadebiutować Anglikowi w królowej motorsportu już w wieku 21 lat, w 1952 roku. Będąc zgłoszonym do sześciu mistrzowskich rund, czterokrotnie ruszył do wyścigu, w tym zajął bardzo dobre szóste miejsce podczas Grand Prix Francji na torze Rouen-les-Essarts.

Francja wyjątkowo dobrze pasowała Collinsowi. W jednej z niemistrzowskich rund sezonu 1952 stanął nawet na podium. W Sables-d'Olonne znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie. Ominął karambol spowodowany awarią Harry'ego Schella i ukończył wyścig na drugiej lokacie. Jeszcze w tym roku odniósł prestiżowe zwycięstwo podczas 9-godzinnego wyścigu w Goodwood oraz zadebiutował w 24h Le Mans. 

Praca u podstaw

Z czasem konstrukcja HWM okazała się bardzo rozczarowująca. Zespół miewał problemy finansowe, samochody były podatne na usterki, a jednostka napędowa Alty odstawała na tle rywali. W 1953 roku Collins tylko raz ukończył niemistrzowską rundę na podium. Było to trzecie miejsce w Eifelrennen. W mistrzostwach, najlepszym rezultatem Brytyjczyka było ósme miejsce na torze w Zandvoort.

Przedłużony pobyt w HWM nie okazał się czasem straconym, bowiem podróżując między kolejnymi torami, Peter miał okazję bliżej poznać swoich zespołowych pobratymców, w tym Stirlinga Mossa.

Kolejne dwa lata to seria wielu sukcesów. Co prawda nie obfitowały one w starty w Formule 1, jednak Collins nabrał bezcennego doświadczenia, wygrywając wiele brytyjskich wyścigów niższych klas oraz osiągając coraz lepsze wyniki w zawodach długodystansowych.

W 1954 roku stanął na podium 1000-kilometrowego wyścigu w Buenos Aires, a rok później zajął drugie miejsce podczas 24h Le Mans (wynik ten powtórzył w 1956 roku). Przez ten czas startował dla wielu konstruktorów, m.in. dla Vanwalla, BRM i Maserati.

Stirling Moss (right) and Peter Collins, the winners of the 39th Targa Florio in Sicily, 1955.

Peter Collins i Stirling Moss po zwycięstwie w Targa Florio 1955

Także w 1955 roku Stirling Moss załatwił swojemu przyjacielowi jednorazowy start w barwach Mercedesa-Benza w prestiżowym włoskim klasyku Targa Florio.

Moss w parze z Collinsem od początku dyktowali tempo, gdy na cztery okrążenia przed końcem (jedno liczyło ponad 40 minut!) ten pierwszy zjechał do alei serwisowej z rozbitym bolidem. Mechanicy w pocie czoła naprawili wszystko, co się dało, a Collins ruszający z trzeciego miejsca szybko przedostał się na szczyt tabeli. Brytyjczycy wygrali blisko 10-godzinne zawody, zostawiając w tyle inny duet Mercedesa - Juana Manuela Fangio i Karla Klinga.

Forza Ferrari!

Wspaniała jazda Petera Collinsa w sycylijskim klasyku zwróciła uwagę legendarnego Enzo Ferrariego. W tamtym momencie Ferrari było na najlepszej drodze do powrotu na szczyt. Dotychczasowy hegemon, Mercedes-Benz, odszedł z Formuły 1 po okropnej tragedii w Le Mans z 1955 roku, kiedy życie straciło ponad 80 osób. Enzo Ferrari wykorzystał odejście Niemców i sprowadził 3-krotnego mistrza świata, Juana Manuela Fangio.

Argentyńczyka miała wspierać dwójka ambitnych Włochów - Eugenio Castellotti i Luigi Musso, a także hiszpański playboy, Fon de Portago. Został jeszcze wakat, po tym, jak Mike Hawthorn wrócił do Wielkiej Brytanii, by wspierać matkę po śmierci ojca w wypadku drogowym. Miejsce Hawthorna zastąpił jego późniejszy najlepszy przyjaciel - Peter Collins.

Ferrari nie pozostawiło żadnych wątpliwości w sezonie 1956. Na 8 wyścigów czerwoni mogli poszczycić się aż sześcioma pole position i pięcioma zwycięstwami. Collins znakomicie odnalazł się w nowym środowisku i - przede wszystkim - u boku Juana Manuela Fangio dojrzał do walki o najwyższe cele.

Pod koniec kwietnia zdobył drugie miejsce w Mille Maglia, a dwa tygodnie później, dzieląc bolid właśnie z El Maestro w Grand Prix Monako, świętował pierwsze podium w mistrzostwach Formuły 1. Następnie królowa motorsportu udała się do Indianapolis, gdzie lista startowa z reguły nie liczyła żadnego zawodnika startującego na Starym Kontynencie. Gdy jednak Formuła 1 wróciła do Europy, Peter Collins był na absolutnym szczycie.

Podczas Grand Prix Belgii na torze Spa-Franchorchamps Anglik wygrał z przewagą blisko dwóch minut, za to w kolejnej rundzie w Reims (francuskiej świątyni prędkości, o której więcej tutaj) ponownie triumfował, tym razem po zaciętej walce z Eugenio Castellottim. Kierowcy Ferrari startowali we Francji w czarnych opaskach na cześć zmarłego dzień wcześniej syna Enzo Ferrariego, Alfredo, znanego głównie jako "Dino" Ferrari, który miał w przyszłości przejąć ekipę z rąk ojca.

Przybrany syn Enzo

Gdy Collins wylądował w Maranello, od razu zaprzyjaźnił się z rok młodszym Dino. Na początku roku lekarze zdiagnozowali u Włocha szybko rozwijającą się dystrofię mięśniową Duchenne'a, rzadką chorobę genetyczną charakteryzującą się nieodwracalnym zanikiem mięśni. Coraz słabszy Dino osiadł w Modenie, gdzie miał do dyspozycji najlepszą opiekę. Pomiędzy wyścigami Peter chętnie odwiedzał coraz słabszego przyjaciela. Wkrótce jednak zmarł, 30 czerwca 1956 roku w wieku 24 lat. 

Śmierć syna była ogromnym ciosem dla rodziny Ferrari. Od tamtej pory matka Dino, Laura, cierpiała na zaburzenia psychiczne, za to sam Enzo zdawał się wpadać w coraz to większy obłęd. Wyrwę po utracie potomka miał zastąpić Peter Collins. Enzo zaczął traktować go jak własnego syna. Często chciał mu dyktować, jednak wtedy napotykał się na opór, czego Włoch nie akceptował i nie rozumiał, ale w odróżnieniu do innych pracowników, Collinsowi zawsze wybaczał.

Do końca życia wypowiadał się o Brytyjczyku z wyjątkowym szacunkiem. Na dwa lata przed śmiercią, w 1986 roku, w wywiadzie dla Autosportu nadal podkreślał klasę Brytyjczyka, porównując go z kultowym Tazio Nuvolarim i określając go jako "wspaniałego kierowcę i hojnego dżentelmena".

Enzo Ferrari i Peter Collins

Do końca sezonu 1956 pozostały trzy wyścigi. Domowy wyścig na Silverstone, dzieląc samochód z Alfonso De Portago, Peter zakończył na drugim miejscu. Na Nordschleife musiał wycofać swój pojazd z powodu wycieku paliwa, a następnie, przejmując bolid ponownie od Hiszpana, rozbił się na 14. okrążeniu. 

Przed ostatnią rundą na torze Monza w wyniku regulaminu, który punktował tylko pięć najlepszych wyników danego kierowcy na przestrzeni sezonu, matematyczne szanse na tytuł mistrzowski miało trzech zawodników. Juan Manuel Fangio prowadził z 30 punktami, a po 22 "oczka" mieli Peter Collins i Jean Behra (Maserati). By cieszyć się z tytułu, obaj musieli liczyć na zwycięstwo oraz zdobycie najszybszego okrążenia wyścigu przy jednoczesnej zerowej zdobyczy Fangio.

Tuż po starcie na czele Grand Prix Włoch znaleźli się Musso i Castellotti, ale szybko zniszczyli opony na wysokich, pochylonych zakrętach owalu wpisanego w tor i musieli zjechać po nowe ogumienie. Podobny los napotkał Collinsa. Kluczowym wydarzeniem była jednak awaria Juana Manuela Fangio z 30. okrążenia.

Lider klasyfikacji generalnej był zmuszony wycofać swój samochód. Główny mechanik zespołu wywiesił czerwono-czarną flagę Ferrari. Miało to na celu sprowadzenie któregoś z innych kierowców do pit-lane. Padło na Luigiego Musso. Zespół podjął decyzję, by Musso oddał bolid Argentyńczykowi. Włoch wykrzyczał mechanikom, że nie zrobi tego, nie tutaj, nie przed własną publicznością.

To premiowało Collinsa, który notował doskonałe czasy i był na najlepszej drodze do wygrania wyścigu oraz mistrzostwa. Brytyjczyk został ostatnią nadzieją zespołu. Kiedy mechanicy zaobserwowali niebezpieczne zachowanie opon, natychmiast sprowadzili Collinsa do boksów na krótki przegląd.

W tym momencie Peter zauważył siedzącego w kącie Fangio i niespodziewanie wyskoczył z samochodu, po czym pospieszył mistrza. Fangio był w szoku, ale skorzystał z okazji. El Maestro pojechał fantastycznie, ustąpił jedynie Stirlingowi Mossowi i zajął drugie miejsce.

Klasyfikacja generalna po wyścigu wyglądała nastepująco:

1. Juan Manuel Fangio - 30
2. Stirling Moss - 27
3. Peter Collins - 25
4. Jean Behra - 22

- Jest dla mnie za wcześnie, żeby zostać mistrzem świata - jestem za młody. [...] Chcę cieszyć się życiem oraz ściganiem. Gdybym został mistrzem, musiałbym pełnić obowiązki z tym związane. Poza tym Fangio i tak zasłużył na tytuł - powiedział Collins po wyścigu do swojego przyjaciela i fotografa, Bernarda Cahiera, a dla Daily Mail dodał również: - Myślę, że Fangio jest najlepszym kierowcą na świecie.

Zdumiewająca postawa Collinsa spotkała się z mieszanym odzewem. Z jednej strony ceniony był szacunek wobec wielkiego mistrza i mentora, a z drugiej niektóre wyspiarskie media wytykały donkiszotowski gest i utratę szansy na pierwszego brytyjskiego mistrza w historii. Lata później pytanie o to, co zrobiłby w odwrotnym przypadku, Fangio odpowiedział: - Za nic w świecie nie wyciągnęliby mnie z samochodu.

Nawet Enzo Ferrari był poruszony wydarzeniem, pomimo że Il Commendatore nie lubił się z Juanem Manuelem i jego zwycięstwo nie było mu do końca na rękę. Wielokrotny mistrz zarzucał zespołowi brak profesjonalizmu, bowiem wcześniej w Mercedesie każdy kierowca posiadał własną grupę mechaników, za to w Ferrari panował kompletny chaos. Oprócz tego wytykał zbyt dużą władzę Enzo, jego trudny charakter. Sam Fangio miał także niebawem odejść do największego rywala ekipy z Maranello - Maserati. 

Urodzony romantyk

Peter Collins był wyjątkowo atrakcyjny wśród kierowców Formuły 1. Młody, zdolny, niezwykle honorowy, otwarty i bardzo przystojny. Szczególnie wyróżniał się na tle innych brytyjskich kierowców. Stirling Moss był raczej surowy, a Mike Hawthorn może i był przystojnym blondynem, ale też często gburowatym. Nie dziwi więc zaskoczenie, jakiego doznali jego koledzy z toru, gdy dowiedzieli się o cichym ślubie Petera w lutym 1957 roku. Była to absolutnie szalona historia. 

Po styczniowym Grand Prix Argentyny kierowcy mieli dużo wolnego czasu. Wiele dobrych rzeczy w karierze Brytyjczyka zaczęło się od Stirlinga Mossa, nie inaczej było i tym razem. To właśnie Moss zadzwonił do Petera, by ten będąc w Miami spotkał się z pewną piękną, zabawną i zafascynowaną wyścigami dziewczyną. Była nią Louise King, z domu Cordier.

Louise pochodziła z zamożnej rodziny. Jej tata pracował na wysokich stanowiskach w ONZ, a ona sama była znaną aktorką, która, właśnie będąc na trasie teatralnej, wcielała się w legendarną rolę Marilyn Monroe ze Słomianego Wdowca. Swego czasu King nawet żartowała, że Tom Ewell (główny aktor tegoż filmu) podkochuje się w niej, bowiem na znanej fotografii, gdy całuje go Marilyn, Ewell spogląda ukradkiem na Louise.

Uczucie szybko dało się we znaki. Dwa dni po pierwszym spotkaniu Collins oświadczył się Louise tuż przy hotelowym basenie, by już po tygodniu ogłosili się mężem i żoną. O ile rodzice panny młodej byli zachwyceni przystojnym i utalentowanym Peterem, tak rodzice Brytyjczyka czuli rozczarowanie na myśl, że ich ukochany syn ożenił się z rozwódką, aktorką i, jakby tego było mało, Amerykanką.

Nie przeszkodziło to w pielęgnowaniu miłości. Państwo Collins zdecydowali się zamieszkać na morzu, toteż weszli w posiadanie dwóch jachtów, z czego jeden cumował w Darthmouth, a drugi w porcie Monte Carlo.

Miłosna idylla nie spodobała się Enzo Ferrariemu. Włoch uważał, że Peter powinien w całości poświęcić się Ferrari, a wszelkie oznaki miłości będą go rozpraszać i oddalać od sukcesów. Bał się, że kariera przybranego syna potoczy się w złą stronę lub - co gorsza - przedwcześnie się zakończy. Mimo obaw Il Commendatore był bardzo hojny i we władanie nowożeńców oddał rezydencję w Villa Rosa, niedaleko siedziby Ferrari. 

Danse macabre

Sezon 1957 był dla Ferrari wyjątkowo trudny. W miejsce Juana Manuela Fangio do zespołu powrócił Mike Hawthorn, co w sumie nie było takim kiepskim ruchem. Problemem była szybko starzejąca się ośmiocylindrowa jednostka napędowa DS50 2.5. Czerwoni byli regularnie objeżdżani przez Maserati i Vanwalla. W rezultacie Ferrari nie zdobyło żadnego pole position i nie wygrało ani jednego wyścigu mistrzowskiego.

Najbliżej pierwszego miejsca ekipa była w Grand Prix Niemiec. Wtedy też ponownie objawiło się oddanie Collinsa.

- Wskazałem mu, by jechał w pobliżu - pisał w swojej biografii Mike Hawthorn. - Pokazałem kciuka w dół, żeby wskazać nadchodzące tarapaty Fangio [...] Peter przytaknął, podniósł kciuk, wskazał na mnie jednym palcem, a następnie wskazał na siebie dwoma palcami. Chciał, żebym to ja wygrał. Sam był gotowy dojechać na drugim miejscu. Uważałem to za bardzo sportowy gest.

Choć Hawthorn i Collins dokładali wszelkich sił, ale nie byli w stanie dopaść Maserati Juana Manuela Fangio w drodze po ostatnie i prawdopodobnie najlepsze zwycięstwo w bogatej karierze.

Juan Manuel Fangio w pogoni za Peterem Collinsem podczas Grand Prix Niemiec 1957

Collins zakończył rywalizację w klasyfikacji generalnej jako trzeci kierowca Ferrari, za Hawthornem i Musso, dwukrotnie kończąc wyścig na trzecim miejscu. Wygrał za to niemistrzowskie rundy w Syrakuzie i Neapolu. To były najlepsze rezultaty Ferrari tamtego lata. 

Bardziej martwiła jednak klątwa, która zaczynała ciążyć nad ekipą. W marcu 1957 roku Enzo Ferrari ściągnął do Modeny Eugenio Castellottiego, by ten przetestował nowy bolid Ferrari. Przynajmniej w teorii taki był plan. W rzeczywistości obiekt w Modenie służył jako tor testowy dla Ferrari oraz Maserati. Rekord okrążenia od niedawna należał do Juana Manuela Fangio i Maserati. Prawdziwy plan więc był prosty - Castellotti miał za wszelką cenę poprawić wynik rywali.

Eugenio był znany ze swojego ekscentrycznego stylu bycia. Zawsze dbał o prezencję, często ubierał specjalnie szyte ciuchy od najlepszych projektantów. Chcąc zaspokoić ego szefa, Castellotti jechał na absolutnym limicie. Niestety pokonując szykanę, najechał z dużą prędkością na wysoką tarkę i został wyrzucony z bolidu, który roztrzaskiwał się przez kolejne 100 metrów. Włoch zmarł na miejscu w wyniku odniesionych obrażeń czaszki.

Dwa miesiące później zginął kolejny zawodnik Ferrari, Alfonso de Portago (którego biografia zasługuje na zupełnie osobny materiał). Do wypadku doszło podczas wyścigu Mille Maglia. Wybuch opony spowodował utratę panowania nad samochodem, a ten trafił w grupę ludzi. W wyniku zdarzenia zginął kierowca, pilot oraz dziesięciu widzów, w tym piątka dzieci. Była to ostatnia edycja Mille Maglia.

Jak zimna atmosfera panowała wówczas w obozie Enzo Ferrariego, przywołała Louise King w książce Chrisa Nixona "Mon Ami Mate". -  (...) wyglądało to tak, jakby wszyscy się tego spodziewali i chociaż Alfredo był bardzo lubiany, nikt nie mógł wyrazić swoich emocji. Tego wieczoru nasza grupa poszła do restauracji i przetańczyliśmy całą noc, choć wcale tego nie planowaliśmy. To była zwykła część wieczoru i dała nam poczucie ulgi po wyścigu.

Pod wodzą Enzo nie było miejsca na emocje. Liczył się tylko wynik i reputacja Ferrari. Ekipa musiała zwyczajnie pogodzić się ze śmiercią.

Wojna charakterów

W kolejnym sezonie Ferrari było ponownie oparte na trzech kierowcach: Peteru Collinsie, Mike'u Hawthornie i Luigim Musso. W dodatku nowy sześciocylindrowy silnik Dino wniósł spore poprawy osiągów. Ferrari znowu było groźne, a cała trójka odniosła serię zwycięstw na przełomie kwietnia i maja 1958, kiedy to triumfowali kolejno w Goodwood, Syrakuzie i Silverstone.

Na lidera zespołu wysunął się Hawthorn, kwalifikując się przy każdej możliwej okazji wyżej od Collinsa i choć tempo wyścigowe Petera było świetne, tak pech nie opuszczał go przez większość sezonu.

Gdy na horyzoncie pojawiła się potencjalna walka o mistrzostwo świata, do zespołu wkradła się rywalizacja. Przewaga wyspiarzy zaburzyła równowagę Ferrari. Luigi Musso czuł się przez nich tłamszony. Hawthorn i Collins pojawiali się wszędzie, byli nierozłączni. Często razem z żoną Petera, Louise, bawili się we własnym gronie. Kierowcy tak dobrze się dogadywali, że postanowili dzielić się nagrodami pieniężnymi.

Ludzie dziwili się, czemu Peter bratał się z Hawthornem. Mike cieszył się wątpliwą renomą w padoku. Często imprezował, podrywał liczne kobiety, był awanturniczy i chętnie prowokował. 

Relacje pomiędzy Enzo Ferrarim a jego ulubieńcem również zaczęły się komplikować. Kilka miesięcy wcześniej Peter z Louise opuścili posiadłość w Villa Rosa i zamieszkali na monakijskim jachcie Mipooka. Małżeństwo planowało osiedlić się gdzieś na stałe i założyć rodzinę.

Podczas wyścigu Le Mans Collins z Hawthornem dzielili nowy model Ferrari Testarossa. Znudzony jazdą Mike celowo nadwyrężał maszynę. Chciał szybko wrócić do Anglii i "zjeść w domu niedzielny lunch". Niedługo później Collins wycofał samochód z powodu przegrzania sprzęgła. Jak się okazało, mechanicy bez problemu byli w stanie wrócić autem do garażu. Wściekły Enzo chciał zemścić się na niewdzięcznych Brytyjczykach. Dlatego zwrócił się do Musso i zachęcał go do twardszej walki na torze.

Ówczesna narzeczona Musso, modelka Fiamma Breschi, w wywiadzie dla The Guardian tak przedstawiła tamte wydarzenia - Mieli układ. Ktokolwiek wygra, podzielą się pieniędzmi po równo. To było dwóch na jednego. Byli zjednoczeni przeciwko Luigiemu. Rozgoryczona Breschi dodała również, że Musso miał problemy finansowe. Zaczerpywał pożyczki, których nie był w stanie spłacić.

Był wyjątkowo zmotywowany, by wygrać zawody w Reims, gdzie pula nagród była najwyższa w całym wyścigowym kalendarzu. Jednak nonszalancja zabiła Musso. Włoch długo gonił prowadzącego Hawthorna, ale przeżarżował w pierwszym zakręcie i jego bolid straszliwie przekoziołkował. Zmarł kilka godzin później w szpitalu.

Gdy zapłakana narzeczona Włocha wróciła do hotelu zajętego przez zespół Ferrari, zobaczyła na tylnim placu pijących, śmiejących się i grających w piłkę Hawthorna z Collinsem. Nie widzała na ich na twarzy ani krzty zawahania. Dla Fiammy był to akt niewybaczalny. Czuła odrazę. Wyzbył ją dopiero tragiczny los, być może nawet karma, która niechybnie czekała na Anglików.

Emocjonalny roller coaster

Po drodze na Grand Prix Wielkiej Brytanii Enzo Ferrari odesłał Collinsa do zespołu Formuły 2. Hawthorn wstawił się w obronie przyjaciela i próbował przekonać szefa, żeby ten podarował Peterowi kolejną szansę. Osamotniony Hawthorn mógł nie podołać walce o mistrzostwo świata. Prośby zostały wysłuchane i na Silverstone ujrzano najlepszą wersję Petera Collinsa.

Startując z szóstej pozycji, błyskawicznie wysunął się na prowadzenie i stale powiększał przewagę. Ostatecznie dojechał do mety ponad 20 sekund przed Hawthornem. Kolejny kierowca stracił aż minutę do zwycięzcy. Brytyjczycy świętowali. Ich bohaterowie znokautowali rywali. Collins z Hawthornem otoczeni fotoreporterami pili alkoholizowane napoje i pozdrawiali zgromadzonych fanów. Celebracji nie było końca.

3 sierpnia 1958 roku na torze Nürburgring Nordschleife odbyła się ósma runda sezonu. Stirling Moss prowadził od początku wyścigu, lecz usterka wyeliminowała go z gry już na trzecim okrążeniu. Hawthorn z Collinsem przesunęli się na przód stawki. Zza pleców odgrażał się Tony Brooks w Vanwallu, który powoli wyprzedził najpierw pierwszego, potem drugiego.

Peter próbował utrzymać tempo Brooksa, ale nie utrzymał się na Pflanzgarten. Koło Ferrari utknęło w rowie, co wystrzeliło bolid w powietrze. Collins został wyrzucony z siedziska i uderzył głową w drzewo. Obrażenia były zbyt duże i po przetransportowaniu Brytyjczyka do szpitala w Bonn lekarze ogłosili zgon kierowcy.

Odcinek Pflanzgarten na torze Nordschleife

Wypadek z najbliższej odległości widział Mike Hawthorn. On sam cudem uniknął incydentu kilka minut później. Po wyścigu udzielił wywiadu dla telewizji, w którym z trudem przyszło mu opowiadanie o wydarzeniu. Był niezwykle wstrząśnięty sytuacją.

Mike jeszcze na koniec sezonu, w Grand Prix Maroka, był świadkiem tragicznego wypadku Stuarta Lewisa-Evansa i po zdobyciu kontrowersyjnego mistrzostwa świata, dręczony następującymi tragediami i postępującą chorobą nerek, wycofał się ze ścigania. Niedługo po tym, 22 stycznia 1959 roku, sam zginął w wypadku drogowym.

- Peter i Mike byli z pewnością świetnymi kumplami, ale tak naprawdę tylko kiedy podróżowali i ścigali się razem w Ferrari. Za granicą trzymali się bardzo blisko - wspominała po latach Louise King dla Goodwood Road & Racing i opowiadała również o różnicach pomiędzy dwójką.

- Peter był bardzo kosmopolityczny i z niesamowitą łatwością przystosowywał się do zagranicznego sposobu bycia i jedzenia. Szybko opanowywał inne języki [...] Mike często narzekał na obcokrajowców, inne kultury, języki obce [...] Nie czuł się komfortowo. Nie lubił życia bez angielskich pubów.

Louise wskazywała również na ulotność relacji. - A potem, kiedy wszyscy byliśmy w Anglii, Mike i Peter prawie się ze sobą nie kontaktowali, nie mówiąc już o spędzaniu ze sobą więcej czasu. Obaj mieli innych przyjaciół, z którymi mogli się spotkać...

- Z pogodnym uśmiechem i machnięciem ręki udał się w nieznaną krainę - głosi epitafium na nagrobku Petera przy Kościele Mariackim w Stone. Zginąwszy w wieku zaledwie 26 lat, doświadczył bardzo bogatej kariery.

Peter Collins to przykład poświęcenia i lojalności. Przez bliskich został zapamiętany jako wspaniały człowiek. Louise King zmarła w sierpniu 2021 roku. Choć kilkukrotnie była mężatką, do końca życia wspominała cudowne 18 miesięcy spędzone z Peterem i określiła go "prawdziwą miłością". 

Mroczna aura utrzymywała się nad Ferrari do 1961 roku, gdy Wolfgang von Trips zginął podczas Grand Prix Włoch. Poza Fangio wszyscy kierowcy stanowiący trzon zespołu w latach 1956-1958 zginęli w wypadkach samochodowych w przeciągu zaledwie kilku lat.