NASCAR: Wspomnienia z 2020

(NASCAR, Getty Images)

NASCAR: Wspomnienia z 2020

Rok 2020 wszystkim kojarzyć się będzie głównie z wybuchem pandemii. Ograniczenia dotknęły wszystkich nas, ale także świat wyścigów samochodowych. Mimo przeciwności losu włodarzom NASCAR udało się doprowadzić do skutku planowane 36 rund, a sezon 2020 był jednym z najbardziej nietypowych sezonów w historii wyścigów. Jak zwykle działo się dużo, więc postanowiłem zebrać kilka wydarzeń, niekoniecznie ściśle związanych z walką o mistrzostwo, momentów z tego szalonego roku, które warto sobie przypomnieć, wspominając 2020 w kontekście wyścigów NASCAR.

Prezydencka limuzyna na torze

Tradycyjnie pierwszym punktowanym wyścigiem sezonu NASCAR jest Daytona 500. Jako że inauguracja odbywa się już w połowie lutego, sezon rozpoczął się normalnie. Odbył się wyścig pokazowy, wyścigi kwalifikacyjne, a w dzień głównego wydarzenia trybuny były pełne kibiców.

Rolę Grand Marshalla (gościa, który wydaje komendę do odpalenia silników) przyjął ówczesny prezydent USA - Donald Trump. Zaraz po wydaniu komendy kolumna prezydencka przewodziła stawce na okrążeniach rozgrzewkowych, oferując nam niecodzienny widok prezydenckiej limuzyny w naturalnym środowisku samochodów wyścigowych.

Groźny wypadek w Daytonie

Mniej przyjemnym obrazem z tego wyścigu jest wypadek na finiszu. Podobnie jak kraksa Grosjeana z Bahrajnu, incydent z udziałem Ryana Newmana na Daytonie zaliczyć można do bardzo niebezpiecznych z bardzo szczęśliwym skutkiem. 

Na ostatnich metrach wyścigu Ryan Newman zaciekle bronił prowadzenia przed atakującym Ryanem Blaney. W wyniku kontaktu między zawodnikowi samochód Newmana oderwał się od ziemi, po czym spadł z powrotem na tor. Leżący na boku Ford (a raczej to co z niego zostało) został trafiony w dach przez jadący z pełną prędkością samochód ze środka stawki.

Mimo, że wypadek wyglądał makabrycznie, a lekarze potwierdzili, że kierowca doznał urazu głowy, Ryan został wypisany ze szpitala 42 godziny później. 

Nagroda “za głowę” Kyle’a Buscha

Interesująca sytuacja wytworzyła się przy okazji udziału Kyle’a Buscha w trzecioligowych wyścigach. Kyle prowadzi swój zespół w serii Gander Truck Series - Kyle Busch Motorsports. Zespół daje możliwość startu młodym zawodnikom, jednak Busch często sam startuje swoim autem.

Jako, że Kyle jest już dwukrotnym mistrzem serii pucharowej, z pojedynków z juniorami praktycznie zawsze wychodzi zwycięsko. Żeby zapobiegać takim praktykom, NASCAR ograniczyło możliwość startu dla etatowych kierowców wyższych lig do pięciu wyścigów w sezonie, więc Busch wykorzystuje co roku wszystkie. Zwycięstwo w tegorocznym wyścigu w Tekasie było więc siódmym z rzędu dla Kyle’a.

Żartobliwy wpis na Twitterze zamieścił Kyle Larson, sugerując, że jego kolega po fachu startuje w łatwym środowisku, aby bez wysiłku zgarniać zwycięstwa. Jak można się było spodziewać, wywołało to burzę w mediach społecznościowych, która nie ucichła nawet gdy Larson wyjaśnił, że wpis zamieścił jedynie dla żartu i wcale nie miał zamiaru umniejszać sukcesom starszego kolegi.

Sytuacja nabrała tempa, gdy stając w obronie Buscha, Kevin Harvick ogłosił, że zapłaci $50 000 pełnoetatowemu kierowcy serii pucharowej, który da rade pokonac Kyle’a Buscha w wyścigu Truck Series w sezonie 2020. Temat od razu podchwycił sponsor tytularny serii - Gander RV & Outdoors, który postanowił dorzucić kolejne $50 000. Tym sposobem wyznaczona została nagroda $100 000 “za głowę” Kyle’a Buscha.

Chęć zgarnięcia nagrody wyrazili Kyle Larson oraz Chase Elliott. Mimo, że Busch otwarcie stwierdził, że obawia się jedynie Larsona na torze w Homestead, to właśnie Elliott zdołał zwyciężyć w Charlotte, przerywając passę dwukrotnego mistrza. Niezadowolony Busch pospiesznie opuścił tor, a Elliott tymczasem wykonał ukłon do kibiców, w stylu charakterystycznym dla pokonanego kolegi, czym wywołał kolejną burzę w mediach społecznościowych.

Zwycięstwo debiutującego Custera

Po odejściu Kurta Buscha z zespołu Stewart-Haas szansę na debiut dostał Cole Custer, który bardzo dobrze prezentował się w drugiej lidze, również za kierownicą Forda zespołu Stewart-Haas. Początek sezonu w wykonaniu debiutanta nie był zachwycający - Cole wyraźnie odstawał od kolegów z zespołu.

Gdy cyrk NASCAR zawitał do Kentucky, zgodnie z oczekiwaniami faworytami szybko stali się Kevin Harvick i Martin Truex Jr. Rywale walczyli ze sobą przez cały wyścig, a do ostatniego restartu, na dwa okrążenia przed końcem, ustawili się w pierwszej linii. Zajęci pojedynkiem między sobą stworzyli idealne warunki do ataku dla młodszych kolegów z tyłu. Najpierw zaatakował Blaney, co spotkało się z błyskawiczną reakcją walczących liderów, jednocześnie otwierając drzwi dla Cole Custera, który objechał wszystkich po zewnętrznej. Piękny sposób na wygraną w debiutanckim sezonie, prawda?

Drogowa Daytona

Walcząc z ograniczeniami związanymi z pandemią, NASCAR zmuszone było zrezygnować z wyścigów na torach Watkins Glen oraz Sonoma. Nie chcąc pozostawiać jesiennego Charlotte Roval jako jedynej rundy na torze drogowym, do kalendarzy trzech topowych lig dołączył tor Daytona w konfiguracji drogowej. Nie jest to nowa nitka, od wielu lat na tej właśnie konfiguracji odbywa się wyścig Daytona 24h.

Dla ekip NASCAR, które bardzo dobrze znają Daytonę, była jednak zupełną nowością. Zespoły nie posiadały żadnych notatek, ściąg ani doświadczeń, na bazie których mogli przygotować samochody. Na domiar złego brak treningów i kwalifikacji spowodował, że nie było możliwości zebrania tych danych, więc kierowcy podeszli do startu, znając tor z gier komputerowych, z autami ustawionymi “na oko”. Chcąc uniknąć karambolu w pierwszym zakręcie, zawodnicy z czołówki uzgodnili między sobą, w którym miejscu toru zaczną hamować. Czy mogło być jeszcze trudniej? Mogło. I było.

Do sporej już liczby zmartwień ekipom wyścigowym matka natura postanowiła dorzucić jeszcze jedno - zmienne warunki. Tak jak zawodnicy z serii pucharowej mieli do dyspozycji suchy tor, tak ich młodsi koledzy zmagali się ze mokrym i przesuchającym torem. Mimo, iż zwycięstwa odnieśli zawodnicy, którzy z reguły błyszczą na drogowcach, wszystkie trzy wyścigi w ten weekend dostarczyły ogromnych emocji.

Sukces tej rundy zagwarantował nie tylko stałe miejsce dla Daytona Road Course w kalendarzu, ale także zachęcił NASCAR do zwiększenia liczby torów drogowych do siedmiu już od sezonu 2021.

Po mistrzostwo rzutem na taśmę

Sezon 2020 został zdominowany przez Kevina Harvicka ze Stewart-Haas Racing. Jedynym zawodnikiem, który potrafił nadążyć za nim był Denny Hamlin z Joe Gibbs Racing. Zawodnicy podzielili między siebie 16 z 36 rund. Nikt nie miał wątpliwości, że pojedynek właśnie tych kierowców będziemy oglądać w trakcie finałowego wyścigu w Phoenix. Nie zanosiło się na to, by tytuł mógł powędrować w inne ręce.

Tymczasem Chase Elliott jechał całkiem przyzwoity sezon. Od czasu do czasu włączył się do walki o zwycięstwa, zwyciężył trzy razy. Zawodnicy obawiali się Elliotta na torach drogowych, gdzie triumfował cztery razy z rzędu, jednak nikt nie traktował syna mistrza z 1988 roku jak poważnego rywala w walce o tytuł. Miało to się zmienić już w przedostatniej rundzie na torze w Martinsville.

Chase przyjechał do Martinsville, będąc daleko poza strefą awansu. Jedyną możliwością na awans było zwycięstwo i na tym właśnie skupili się panowie z Hendrick Motorsport. Chase Elliott zaprezentował się lepiej niż jakikolwiek inny kierowca, a ekipa mechaników lepiej niż jakakolwiek inna ekipa. Nie obyło się bez błędów, jednak każdy był błyskawicznie niwelowany i nawet po chwilowej utracie kontroli nad wyścigiem numer 9 wracał na prowadzenie. Wygrywając Martinsville, Chase zagwarantował sobie udział w finale, by tydzień później zdobyć tytuł, który już dawno większość przyznała komuś innemu.

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.
Załóż konto lub Zaloguj się