Inter Europol zrobił to jeszcze raz! Po zwycięstwach w 2023 i 2025 roku, a także P2 w sezonie 2024, polski zespół zajął dwa pierwsze miejsca w swojej klasie na największej arenie wyścigów długodystansowych, w 24h Le Mans. Wśród Hypercarów najlepsza okazała się Toyota #7, a Robert Kubica i Ferrari nie liczyli się w walce o triumf.

Zwycięstwo, drugie miejsce, zwycięstwo i dublet. Tak prezentują się wyniki Inter Europolu z ostatnich czterech edycji 24-godzinnej rywalizacji na Circuit de la Sarthe. Tym razem wcale nie był to kolejny rok budowania marki Inter Europol Competition i oznaczania Polski na mapie wyścigów długodystansowych. To był rok totalnego pokazu siły Polaków.

Tegoroczny wyścig zapisze się zdecydowanie jako jeden z tych spokojniejszych, zwłaszcza dla obu załóg Inter Europolu. Zimna egzekucja, brak niespodzianek, pilnowanie strategii, niepopełnianie żadnych błędów. To był po prostu czysty profesjonalizm.

Ekipa #43 (Kuba Śmiechowski, Tom Dillmann, Nick Yelloly) po dobrych kwalifikacjach startowała z 4. pozycji w klasie, a siostrzany samochód #343 (Bijoy Garg, Reshad De Gerus, Nico Muller) wyruszył z 10. pozycji. Z każdą kolejną godziną oba auta pięły się coraz wyżej w klasyfikacji LMP2, aż w końcu, w kolejności #343 i #43, udało się im dołączyć do walki o podium. Wtedy jednak najlepszym tempem w LMP2 wydawała się dysponować Duqueine Team #30 z Doriane Pin, Richardem Verschoorem i Julienem Andlauerem na pokładzie. 

W tym wyścigu niepakowanie się w kłopoty i ograniczanie problemów mają absolutnie kluczowe znaczenie. Około godziny 12:40 okazało się, że Oreca z numerem 30 musiała wycofać się z rywalizacji przez awarię hamulców, a prototypy Inter Europolu wysforowały się na czoło stawki.

Neutralizacje zbiły czołówkę, aż wreszcie Dillmann zaatakował Mullera i na prowadzenie awansowała #43, jadąca z wyjątkowym malowaniem, przygotowanym specjalnie na tegoroczną edycję Le Mans. Polskie załogi mogły się ze sobą ścierać, choć oczywiście musiały mieć na uwadze dobro zespołu.

Nagle na horyzoncie pojawił się dublet, choć ten wcale nie był taki pewny. Na godzinę przed końcem wydawało się, że #26 Vector Sport będzie w stanie rozdzielić zielono-żółte auta, lecz finalnie to Piekarze wywalczyli miejsca 1-2. 

Powodów do zadowolenia nad Wisłą zabrakło za to w klasie Hypercar, gdzie samochody Ferrari zwyczajnie nie liczyły się w batalii o coś więcej. Zanosiło się na to zresztą od paru dni, a za powód wskazywano Balance of Performance, który uniemożliwił Ferrari jazdę takim tempem jak w ostatnich trzech latach.

Wyścig w głównej klasie wygrała Toyota #7 (Kamui Kobayashi, Mike Conway, Nyck de Vries) przed BMW WRT #20 oraz Toyotą #8, choć swoją szansę miał też Cadillac. Ferrari #51 ukończyło na P5, a załoga #83 z Kubicą w składzie uplasowała się na 7. pozycji.