Pierre Gasly odzyskał podium z GP Monako 2026, a Isack Hadjar będzie musiał oddać trofeum. W czwartek Alpine zdołało skutecznie wywalczyć rewizję incydentu u sędziów, a w piątek poznaliśmy nowy werdykt, którym jest cofnięcie błędnie nałożonych kar. Nie ma to jednak wpływu na innych kierowców F1, w tym George'a Russella.
Po zakończeniu rywalizacji w Monako stajnia z Enstone skorzystała z możliwości poproszenia o ponowne rozpatrzenie swojej sprawy, a nowe posiedzenie odbyło się w czwartek. Aby w ogóle arbitrzy mogli raz jeszcze pochylić się nad zajściem, należało przedstawić im nowy, niedostępny wcześniej i istotny dowód.
Alpine poważnie podeszło do próby odzyskania podium i broniło się aż czterema argumentami. Kluczowy okazał się ten ostatni.
1. Zespół zeznał, że w FIA oraz FOM (wyłączając sędziów) wiedziano o problemie z pętlami czasowymi w pit lane jeszcze przed wyścigiem.
2. Zespół potwierdził, że Gasly włączał ogranicznik z wyprzedzeniem i nie przekroczył prędkości.
3. Sam Gasly zeznał, że jechał ostrożnie i był ostrzegany przez inżynierów.
4. FOM, jako strona odpowiedzialna za pomiar, dostarczył dowody, wedle których wykorzystano niedokładny dystans, przez co prędkość bolidu została przeszacowana.
Przedstawiciele FIA i FOM nie zgodzili się z tym, iż mieli świadomość wystąpienia problemów. Sędziowie zaś podkreślili, że w trakcie zmagań wyrazili zaniepokojenie trzecim zgłoszeniem naruszenia limitu prędkości. Mieli nawet zapytać kontroli wyścigu, czy z systemem wszystko było w porządku. W odpowiedzi usłyszeli, że zostanie to sprawdzone u osób odpowiedzialnych za pomiar, po czym otrzymali informację o braku problemów.
To właśnie czwarty punkt wydawał się najmocniejszym argumentem i czymś, co może przekonać sędziów. Brzmiało to jak czysty błąd, do którego finalnie się przyznano. Dwie 5-sekundowe kary zostały więc odjęte, a Gasly wrócił na P3 w klasyfikacji wyścigu. Z podium spadł Isack Hadjar.
Opisując zmianę werdyktu, komisja wskazała, że wszystkie naruszenia miały miejsce na początku alei, w pierwszej z dziewięciu pętli czasowych. Wcześniejsze raporty nieco różniły się w tej sprawie. Niektóre media wskazywały, że chodziło o ścinanie linii na końcu alei, a inne, że i na wjeździe, i na wyjeździe.
Okazało się, że ze względu na inne ustawienie barier doszło do błędnego pomiaru minimalnej długości pierwszego sektora pomiaru w alei. W rzeczywistości było to nie 26,92 metra, a 26,15 metra. Gdyby w przypadku Gasly'ego zastosowano prawidłową wartość, średnia prędkość wyniosłaby nie 60,1 km/h oraz 60,4 km/h, ale 58,7 km/h i 58,8 km/h.
Co ciekawe, podczas posiedzeń do gry weszli też przedstawiciele Red Bulla i McLarena. Czerwone Byki stosowały kontrargument w postaci tego, że pomiarów dokonywano konsekwentnie przez cały weekend, trzymano się formalnej procedury, a zespoły dostosowały systemy do pomiarów, plus wiedziały o niedoskonałościach używanych metod. Urzędujący mistrzowie wskazali zaś, że tego typu ryzyko jest dobrze znane ekipom, kierowcy są wyszkoleni na wypadek takich sytuacji, a pomiar najkrótszego dystansu w pierwszej strefie określono później na zasadzie przypuszczenia.
Aktualizacja: Red Bull i McLaren wyraziły intencję złożenia apelacji ws. dzisiejszej decyzji sędziów. Taki zamiar należy wyrazić w ciągu godziny od publikacji werdyktu. Teraz zespoły mają 96 godzin na to, by faktycznie zdecydować się na ten krok.
Co z innymi kierowcami F1?
Sędziowie nie omijali wątku kontrowersji, jakie budzi przyznanie potencjalnie nieprawidłowych kar wielu kierowcom. Nie mogli jednak zrobić zupełnie niczego, więc wspomnieli po prostu, że niewiadomą pozostanie, czy te naruszenia były w ogóle prawdziwe.
Komisja pochyliła się tylko nad sprawą Gasly'ego, ponieważ nikt więcej nie ubiegał się prawo do rewizji. Inne ekipy były w dużo trudniejszej sytuacji, bo odbębniły swoje kary w trakcie wyścigu, co związało im ręce. Francuzowi doliczono natomiast czas, a akurat to dało się jeszcze cofnąć. Właśnie dlatego George Russell opowiadał w czwartek, jak to podczas czerwonej flagi próbował lobbować za tym, aby nie zsyłać go do pit lane, lecz doliczyć mu czas.
Niezależnie od werdyktu ten wątek i tak zamknąłby się na jednym kierowcy. Pozostałe zespoły nie mogłyby ubiegać się teraz o własną rewizję, bo okienko 96 godzin zamknęło się pod wieczór w czwartek, a okienko na protest trwa zaledwie 30 minut po wyścigu.
Ładowanie danych
