Aston Martin to drugi zespół F1, który poniesie straty czasowe na samym starcie testów przed sezonem 2026. Tym razem jednak, inaczej niż w przypadku Williamsa, dojdzie do próby pojawienia się w Hiszpanii.
Potwierdziło się to, o czym plotkowano od dłuższego czasu, w zasadzie od końcówki minionych mistrzostw. To wtedy Marcin Budkowski wyjawił, że Astona Martina może zabraknąć na tzw. shakedownie nowych konstrukcji.
W ostatnich dniach pogłoski tylko nabierały na sile. Mówiono, że w ekipie Lawrence'a Strolla są pewne opóźnienia, a model AMR26 najprawdopodobniej naprawdę nie będzie obecny na starcie jazd. To oczywiście pokazał dzisiejszy poranek.
Najnowsze doniesienia ciągle sięgały dalszych opóźnień. Przy pięciodniowych testach można sobie pozwolić na wyjazd w środę i przy braku dużych problemów zaliczyć normalny program, ale mowa była o opuszczeniu dwóch dni, a potem nawet trzeciego.
To właśnie tę ostatnią rzecz przekazał dziś dział prasowy Astona. Nowy samochód Fernando Alonso oraz Lance'a Strolla ujrzymy najwcześniej dopiero w czwartek. Istotne jest tu słowo „najwcześniej”, gdyż zespół sprytnie napisał, że jest to tylko zamiar, a nie pełnoprawny plan.
- AMR26 będzie w Barcelonie, aby wykonać shakedown, w dalszej fazie tego tygodnia. Naszym zamiarem jest jazda w czwartek i w piątek - czytamy w komunikacie.
Stajnia z Silverstone dołącza w ten sposób do Williamsa, który wcale nie uda się w podróż do Hiszpanii. Tutaj sytuacja wygląda przynajmniej trochę optymistyczniej, bo testy nie zostały całkowicie skreślone.
Z drugiej strony nie do końca wiadomo, co stoi za takim stanem rzeczy, a w mediach przewijały się różne informacje. Wspominano m.in. o problemach ze złożeniem bolidu, wagą czy późnych zmianach, na jakie miał naciskać Adrian Newey. Budkowski na etapie GP Kataru wskazywał na opóźnienia Hondy, a naciski Neweya uznawał za „oficjalną wersję”.

