Aston Martin szykuje się do znalezienia nowego szefa swojego zespołu F1. Funkcję tę od parunastu tygodni ma Adrian Newey, który miał szukać następcy m.in. w Andreasie Seidlu czy inżynierze wyścigowym Maxa Verstappena. Teraz głównym kandydatem do objęcia tego stanowiska został obecny i stosunkowo świeży szef Audi, Jonathan Wheatley. To legenda Red Bulla, która długo pracowała razem z Neweyem.
Informacja o przejściu Wheatleya z Audi do Astona nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzona przez ekipę. Od środy o możliwości takiego trzęsienia ziemi pisze PlanetF1, a w czwartek idące dalej plotki podały włoskie media, Motorsport oraz AutoRacer. Pierwszy z tych dwóch serwisów, który opisał to także po angielsku, nie zostawił żadnego bezpiecznika, natomiast drugi jasno zaznaczył, że oferta nie została sformalizowana. Tak mówią o tym również zagraniczni dziennikarze w prywatnych rozmowach. Nie ulega za to wątpliwości, że sprawa jest poważna i coś się ewidentnie dzieje, a Wheatley może dokonać zmiany barw.
Gdyby do tego doszło, Newey pozostałby w Astonie na stanowisku technicznym, ale po prostu zrzekł się posady szefa. Byłby to szokujący rozwój wydarzeń z uwagi na wiele czynników. Jeszcze w Australii Brytyjczyk miał mówić, że jest mu dobrze w Szwajcarii, a do tego dopiero od niedawna jest szefem nowego producenta w Formule 1, zajmując fantastyczną pozycję. Jego potencjalnie nowy pracodawca to coś niewyobrażalnie odwrotnego, totalny bałagan na kółkach i jeden wielki dołek.
Aston Martin szuka szefa
Ogólnie ta historia jest jedną z najdziwniejszych od dawna, a do tego bardzo wielowątkowych. Stajnia z Silverstone znajduje się w fatalnym położeniu i na fotelu szefa ma człowieka od technikaliów, który umieścił się tam rzekomo z braku laku. Już wczoraj PlanetF1 zdradziło jednak, że Aston miał aktywnie poszukiwać kandydata od listopada 2025 roku. Możliwe więc, że Newey naprawdę objął tak specyficzną rolę trochę przypadkowo, choć przez wiele tygodni wyglądało to na jedną z gorszych wymówek, jakie widział ten sport.
Ze środowych raportów wynika, że Newey i inny nowy nabytek, Enrico Cardile, dostrzegli potrzebę optymalizacji struktury. Rozważano m.in. powrót Martina Whitmarsha (dawnego szefa McLarena, do niedawna dyrektora generalnego Astona) czy ściągnięcie Gianpiero Lambiase z Red Bulla. Kontaktowano się również z Mattią Binotto, który podobnie jak inżynier Maxa Verstappena miał powiedzieć „nie”, czy Andreasem Seidlem.
Były szef McLarena, który po sezonie 2022 przedwcześnie zakończył pracę w Woking, aby udać się do Audi, w lipcu 2024 stracił posadę dyrektora generalnego u swoich rodaków na skutek wewnętrznych tarć. To wtedy Niemcy postawili na Binotto, a następnie skusili i tak szykującego się do odejścia z RBR Wheatleya. Ten początkowo liczył na zostanie szefem w przypadku wyrzucenia Christiana Hornera, ale nie doczekał tego momentu w Milton Keynes.
Seidl jeszcze wczoraj był opisywany jako główny i dostępny od ręki kandydat, lecz Auto Motor und Sport podał dziś, że Bawarczyk nie wyraża chęci tak szybkiego podjęcia się nowego wyzwania. O Wheatleyu pisano tak, jakby nie podjął decyzji, a najnowsze informacje sugerują, że ta mogła zapaść, przynosząc niespodziewane rozstrzygnięcie dla wszystkich stron, oczywiście o ile te pogłoski się potwierdzą.
Gdy duże media są pewne swego, tzw. oficjalka zwykle jest publikowana bardzo szybko. Tu natomiast nie brakuje głosów o tym, że poszukiwanie czy rozmowy trwają i nie wszystko jest takie pewne. PlanetF1 zachowuje ogromny spokój przy tej historii i nazywa ją rozdmuchaną, niemiecki AMuS cytuje głównie plotki, a najwięksi freelancerzy czy nawet The Race siedzą cicho.
Szybki odwrót Wheatleya?
Legenda Red Bulla podpisała umowę z Audi w sierpniu 2024 roku, a rozpoczęcie pracy przypadło na kwiecień 2025. Zaledwie po 11 miesiącach Wheatley mógłby więc porzucić Szwajcarię i projekt, który zaliczył zaskakująco dobry start nowej jednostki napędowej, mimo paru usterek. Co więcej, do tej pory nie pojawiały się żadne doniesienia o tarciach, problemach czy niezadowoleniu Jonathana. On sam na etapie GP Australii przyznał mediom, że jest mu dobrze w Szwajcarii, aczkolwiek w tle mówi się, że w grę mogły wejść kwestie prywatne.
Jeśli Wheatley faktycznie trafi do Astona, to zapewne będzie musiał odczekać kilka dobrych miesięcy po zerwaniu kontraktu, o ile nowa ekipa nie wykupi go w całości. Lawrence'a Strolla stać w końcu na wszystko, a jego zespół jest w ogromnych tarapatach. Wheatley może być zaś wart każdych pieniędzy jako człowiek-orkiestra i jeden z ojców sukcesów Red Bulla, który był odpowiedzialny za mnóstwo spraw. To właśnie on wielokrotnie ratował swoich kierowców u sędziów czy wyniósł pit stopy na nowy poziom. Progres Saubera oraz dobry start Audi naturalnie przypisywano więc ściągnięciu tak dobrych ludzi jak on i Binotto.
Teraz były szef Ferrari może zostać sam, co poprzednim razem nie skończyło się za dobrze. Z tego powodu dla Niemców będzie to także spory ból głowy. Jako świetny specjalista techniczny i silnikowy Binotto ma opinię kogoś, kto potrzebuje drugiej osoby do innych zadań, w tym kontaktów z mediami czy politycznych przepychanek.

