Mimo odejścia Jonathana Wheatleya Audi nie będzie mieć nowego szefa zespołu F1. Po GP Japonii 2026 Mattia Binotto powiedział, że to on utrzyma podwójny stołek, lecz rozgląda się teraz za zatrudnieniem osoby, która będzie mogła nadzorować pracę ekipy w trakcie weekendów wyścigowych, szczególnie podczas jego nieobecności.
Kilka dni temu przez światek F1 przeszła prawdziwa burza w postaci rozstania niemiecko-szwajcarskiej stajni ze swoim szefem. Jonathan Wheatley był hitowym transferem z Red Bulla, a nie przepracował w Hinwil nawet roku. Co ważne, to właśnie on miał odciążać Mattię Binotto w tych sprawach, w których Włoch nie sprawdził się w Ferrari.
Wydawało się więc naturalne, że Audi będzie rozglądało się za nowym szefem. Tak zresztą przedstawiła to sama F1.com w piątkowym wywiadzie z Binotto.
- Patrząc na to, jakie były jego mocne strony i czym się zajmował, musimy wypełnić tę lukę. Sam nie mogę dokładać sobie obowiązków. Moim głównym zadaniem jest praca w fabryce, gdzie musimy wykonać transformację zespołu, rozwinąć samochód i silnik. Dlatego będę potrzebował kogoś do wspierania zespołu podczas weekendów. Rozważamy nasze opcje. Zorganizujemy się i jestem pewny, że już wkrótce pojawi się ogłoszenie - mówił 56-latek.
W niedzielę po wyścigu Binotto, który od parunastu miesięcy i tak jest głównodowodzącym całego projektu, przedstawił ten wątek w dokładniejszy sposób. Okazuje się, że osoba, której szuka, ma zastąpić Jonathana Wheatleya w działaniach na torze, ale nie na samym stanowisku szefa zespołu Audi w Formule 1.
- Jeśli chodzi o przyszłość, to myślę, że nie będziemy szukać nowego szefa. Utrzymam to stanowisko, ale będę potrzebował kogoś do wspierania mnie na torze, bo nie zawsze będę mógł tam być. Muszę się skupiać na fabryce, gdzie jest najwięcej rzeczy do przetransformowania. Powiedziałbym wręcz, że nie tyle do samego rozwijania, a właśnie transformowania. Z tego powodu wsparcie w trakcie weekendów jest mi na pewno potrzebne - tłumaczył dziś Binotto.
Zespół F1 to nie tylko jedna osoba
Co ciekawe, niektóre komentarze Binotto wydawały się nieco gorzkie i uszczypliwe. Parokrotnie zwrócił on uwagę na to, że nie chodzi tu o konkretnych ludzi, tylko o kolektyw, a dodatkowo zahaczał o obszary specyficzne dla Wheatleya. W królowej motorsportu taka postawa w komunikacji nie jest traktowana jako coś wybitnie przyjaznego.
- Zespół pozostał bardzo skoncentrowany w ten weekend. Operacyjnie spisaliśmy się tu bardzo dobrze i możemy być zadowoleni. Pokazaliśmy, że w zespole nie chodzi o pojedynczą osobę. Liczy się cała ekipa i to ona jest najważniejsza.
- Nie obawiam się przyszłości z powodu pewnych osób. Patrząc na postawę całego zespołu, to była ona świetna. Mieliśmy znakomite pit stopy w ten weekend, a na pit wall także poradziliśmy sobie dobrze z zarządzaniem wyścigiem.
- Nie było wielkich zmian [po odejściu Wheatleya]. Patrząc z zewnątrz, operacyjnie struktura zespołu jest nadal zorganizowana. To nie pojedyncze osoby robią różnicę. Ja i tak nie mogę stać się kimś innym, a zespół musi dawać sobie radę.

