Max Verstappen był o włos od pokonania George'a Russella i wyrwania zwycięstwa na ostatniej prostej dzisiejszego wyścigu F1 w Baku. Brytyjczyk prowadził przez całe zawody, a na koniec miał problem z turbo, przez który stracił trochę mocy. Podium GP Azerbejdżanu 2026 uzupełnił powracający po kontuzji Isack Hadjar, a wpadkę dnia na swoje konto zapisał Franco Colapinto.

 

Oceny kierowców są już OTWARTE.

 

Ten wyścig trochę się rozkręcał. Przez około 30 kółek było po prostu okrutnie nudno i nie działo się praktycznie nic, a jedyne emocje zapewniała redbullowa niepewność co do pozycji zawodników. Russell spokojnie prowadził przed Piastrim, a Czerwone Byki siedziały McLarenowi na ogonie, jako że dysponowały znakomitym tempem. Wtedy jednak osiągi pośredniej mieszanki Verstappena spadły, a na pitwall zabrakło zdecydowania, aby dać szansę Hadjarowi na softach.

Gdy po 30 kółkach rozbił się Albon, wydawało się, że dostaniemy najbardziej nieistotną neutralizację od dawna. Kierowcy spokojnie zmienili opony, a jedynie Hulkenberg zaryzykował czekaniem na czerwoną flagę, która nie nadeszła. Dopiero restart przyniósł jakieś grzmoty.

Najpierw Verstappen ograł Piastriego po wznowieniu i postawił się w położeniu, które dawało mu malutką szansę na podgryzanie Russella. Za nimi duży błąd popełnił Colapinto, który przestrzelił hamowanie i odpalił tzw. torpedę do zakrętu nr 1, czym wyeliminował Gasly'ego oraz Norrisa. Ta sytuacja przemieszała nieco stawkę i wywołała kolejny SC, po którym zaś z czołowych pozycji wyleciał Piastri. Australijczyk również zblokował koła, podobnie jak jego kolega we wcześniejszej fazie, lecz zrobił to w tak niefortunnym momencie, że wyleciał z punktów. 

Verstappen nie miał tempa, aby zaatakować Russella. Wyglądało to tak, jakby brakowało mu 2-3 dziesiątych na prostej. Szansa przyszła na sam koniec, gdy w zakręcie nr 15 rozbił się Bottas. Kierowcy minęli go tylko przy żółtych flagach i musieli zwolnić, a to namieszało w jednostce Mercedesa, która nagle straciła sporo mocy. To sprawiło, że Max mógł mocno zbliżyć się do George'a na ostatnich metrach, ale ostatecznie zabrakło mu niespełna dwóch dziesiątych.

Top 3 spokojnie uzupełnił Hadjar, który po prostu zaliczył imponujący powrót po kontuzji, a szczególnie dobrze prezentował się w pierwszej fazie zmagań. P4 zgarnął Leclerc, którego Ferrari nie miało dziś tempa przede wszystkim na prostych odcinkach i w zasadzie osiągnęło tak swój sufit, korzystając na problemach rywali.

Tych natomiast nie było aż tyle, aby Antonelli przebił się wyżej. Lider mistrzostw dojechał na P5 i nie powtórzył pogoni z Monzy, jako że wyprzedzanie nie było tu tak łatwe. Jego rezultat i tak jest niezły, a neutralizacje były dla niego korzystne, pomagając w pokonaniu szóstego Hamiltona.

Lindblad za to miał ciekawy występ. Najpierw wdał się w starcie z Lawsonem po restarcie i obrócił go w zakręcie nr 1, a w połączeniu z błędem Colapinto w ten sposób z jego drogi uciekły cztery auta. Potem, rzutem na taśmę, debiutant ograł Ocona przed linią mety. Brytyjczyk na kilka kółek przed finiszem jechał na P9, również za drugim Haasem, a na mecie był na P7.

Losy ostatniego punkciku także rozstrzygnęły się w samej końcówce. Przypadł on Sainzowi, który zdołał wyprzedzić Hulkenberga. 

Na mecie zabrakło jeszcze Alonso i Strolla, jak zwykle ze względu na awarie. 

Ładowanie danych