Lewis Hamilton wreszcie wygrał wyścig F1 w barwach Ferrari i zrobił to w naprawdę pięknym stylu, wykorzystując tempo bolidu, strategię oraz wirtualną neutralizację. Pecha pod sam koniec miał Kimi Antonelli, który stracił P2 po awarii. Na podium ostatecznie znaleźli się George Russell i Lando Norris.

 

Oceny kierowców są już OTWARTE.

 

To był szalony wyścig w Barcelonie. Praca opon od początku weekendu zapowiadała, że właśnie dziś niezwykle istotna okaże się strategia, a prowadzący od startu Russell miał mieć przed sobą coś o wiele trudniejszego niż spacerek do mety.

Ferrari postawiło na miękkie opony u Hamiltona i w pierwszej fazie trzymało się między Mercedesami na mediumach. Siedmiokrotny mistrz obrał taktykę aż trzech postojów i najpierw zmusił Russella do obrony przed podcięciem, a potem, po kilkunastu kółkach i zamienieniu twardej mieszanki na pośrednią, mógł naciskać na konkurenta. 

George udał się do alei kilka kółek po Lewisie i miał przed sobą długi stint na hardach, podczas którego konieczne było niezajechanie ogumienia. Wszystko zaczynało układać się tak, jakby Scuderia faktycznie mogła ograć Mercedesa na torze tempem i strategią, próbując agresywnego podejścia i nadrobienia dystansu w samej końcówce, gdy drugi bolid musi balansować między oszczędzaniem a uciekaniem. 

Do sukcesu ciągle była daleka droga, lecz wtedy do gry wszedł Alonso, który zepsuł się i wywołał wirtualną neutralizację. Hamilton musiał co prawda odczekać praktycznie całe okrążenie, aby zdołać z niej skorzystać, a zrobił to w ostatnim momencie. Po sprawnej pracy mechaników wyjechał na świeżym komplecie twardych opon tuż przed Russellem i pognał do mety.

Jego młodszy rodak musiał zaś oglądać się za siebie. Jeszcze zanim niedziela uciekła stajni z Brackley, Kimi zgłaszał chęć pokonania bezpośredniego rywala i zaczął na niego naciskać. Panowie starli się nawet parokrotnie, raz w środkowej fazie, a raz w finałowej. Antonelli na którymś etapie delikatnie ułamał bok przedniego skrzydła, aczkolwiek przeskoczył Russella i miał przed sobą autostradę do 2. miejsca oraz niewielki dystans do pokonania. Dla jego bolidu było to jednak za wiele. Model W17 zepsuł się na 4 kółka przed końcem, darując George'owi kolejną porażkę z kolegą oraz podium Lando Norrisowi.

Urzędujący mistrz po cichu robił swoją robotę w tym wyścigu i zmierzał po P4, a zamiast tego mógł oblać się szampanem. Za nim na metę wpadł Verstappen, a następnie Piastri. Tych kierowców dzieliło już kilkanaście sekund.

Z Barcelony solidne oczka wywiozą też reprezentanci Alpine oraz Racing Bulls. Gasly i Colapinto zapunktowali na lokatach nr 7 i 8, choć nie bez kontrowersji. W trakcie zmagań nakazano im zamianę pozycji, czego Argentyńczyk nie przyjął zbyt dobrze. Lawson i Lindblad zamknęli top 10, a konkurencja musiała obejść się smakiem.

Oczywiście punktowana dziesiątka mogłaby wyglądać inaczej, gdyby nie usterki. Na mecie mieliśmy tylko 14 maszyn, a poza Antonellim późno zepsuli się jeszcze Bearman i Leclerc. 

Monakijczyk do ostatniej passy samych zmartwień dołożył dziś czystego pecha. Zanim auto odmówiło posłuszeństwa, zaliczył pit stop tuż przed VSC. Leclerc walczył dzielnie i starał się odrabiać straty, ale Katalonię opuści z niczym. 

Ładowanie danych