Po GP Singapuru 2026 Lando Norris poskarżył się na to, że tegoroczny bolid F1 McLarena jest teraz zbyt wolny i zbyt trudny w prowadzeniu. Do tej pory członkowie zespołu nie mówili o tej cesze samochodu w tak problematycznym tonie. Andrea Stella wytłumaczył, kiedy może nadejść rozwiązanie i czemu w ostatnim czasie to konkurencja, m.in. Red Bull, znalazła się z przodu.
Stajnia z Woking nie jest już w tak dobrej dyspozycji jak latem, gdy wygrała na Hungaroringu i Zandvoort, a następnie pechowo straciła zwycięstwo w Madrycie. Od paru rund zespół nie jest w stanie aż tak zagrażać czołówce, a głównym postrachem Mercedesa został Red Bull, zwycięzca ostatnich dwóch wyścigów.
McLaren po wprowadzeniu poprawek w Azerbejdżanie nie wygląda aż tak znakomicie, choć można było uważać, że bierze się to z charakterystyki torów. Singapur powinien zaś bardziej sprzyjać tej maszynie, a mimo tego osiągi nie były spektakularne. Uwagę na to po wyścigu zwrócił Norris, który rzucił krótko, że auto jest obecnie zbyt wolne i zbyt trudne w prowadzeniu.
Poproszony o rozwinięcie tego wątku, Brytyjczyk wypowiedział się znacznie fniej: - Bolid jest po prostu na limicie w każdym zakręcie. Trzeba być na granicy co do jednego procenta, trzeba wręcz zmuszać samochód do odpowiedniej jazdy. Nie można polegać na nim, aby sam to zrobił. Przód czy tył nie wykonują swojej pracy, a my musimy zmuszać do niej obie osie.
- Jedziemy w taki sposób, który wymaga ogromnej koncentracji i wielkich umiejętności. Jesteśmy w pełni skupieni, a to obciąża nas mentalnie, bo tak bardzo trzeba pracować w kokpicie. To robi się zbyt trudne. Powoli niemożliwe staje się składanie okrążeń w kwalifikacjach. To tylko pokazuje, jak świetną robotę robiliśmy, gdy zgarnialiśmy pole position. Dlatego to było dla nas tak bardzo zadowalające.
- Odkąd nie jesteśmy wystarczająco szybcy, staje się to zbyt trudne. Nie da się tu zdziałać niczego magicznego, bo zwyczajnie nie jesteśmy wystarczająco szybcy. Musimy zmuszać bolid do odpowiedniej pracy, a nie tego chcemy od samochodu.
Specyficzny bolid wpłynął na Piastriego
Istnienie takiej charakterystyki w MCL40 potwierdził Andrea Stella, zresztą już kolejny raz. W Azerbejdżanie Włoch opowiadał o niej w odniesieniu do formy Oscara Piastriego, wskazując na to, że to bardzo „czysty kierowca”, który nagle musiał stosować mocniejsze ruchy w specyficznej konstrukcji. Teraz opisał to ponownie i zaznaczył, że rozwiązanie nie przyjdzie szybko.
- To fakt, że samochód wymaga sporego wysiłku, aby urywać czas okrążenia. Potrzebna jest pewna intensywność w ruchach kierowcy, dużo większa niż rok temu. Poczucie się z tym komfortowo zajęło kierowcom sporo, ale to może złe słowo. Chodzi mi o zrozumienie tej sprawy - mówił Stella.
- To również jeden z powodów, przez które Oscar na pewnym etapie wyglądał tak, jakby stracił jakąkolwiek możliwość walki z Lando. Dyskutowaliśmy wtedy o tym, co się z nim działo, a ja zawsze mówiłem, że to kwestia techniczna. Oscar potrzebował zrozumieć, jak zmusić bolid do zrobienia pewnych rzeczy. Musiał też porzucić to, że szybka jazda nie zawsze musi być czysta. Znakiem rozpoznawczym Oscara w przeszłości było to, że gdy był konkurencyjny, to jechał bardzo czysto, miał bardzo dobre dane, a do tego był w tym i powtarzalny, i szybki.
- W tym bolidzie to nie zdarza się tak często, bo wymaga on sporej pracy ze strony kierowców. Nie spodziewam się, że kolejne poprawki zmienią tę cechę. Potrzebujemy czegoś bardziej fundamentalnego niż dodania docisku. Zajmujemy się tym w perspektywie długoterminowej, a najwcześniejszy termin to już model MCL41 na sezon 2027.
McLaren nie był pewny poprawek
Stella ogólnie podszedł do kwestii osiągów bolidu dużo spokojniej niż Norris, a przede wszystkim podkreślił, że letnie zwycięstwa nie brały się z wielkiej przewagi. Zamiast bić na alarm, wskazał, dlaczego ostatnie rundy były trudne.
- Baku i Malezję można potraktować osobno. Nie byliśmy tam mocni i mieliśmy wątpliwości co do pakietu z Baku, choć nie oczekiwaliśmy, że będzie to duży skok. Poprawiając oba bolidy jednocześnie, nie mogliśmy porównać, czy nie osłabiliśmy samochodu. Tu mogliśmy ocenić, że tak się nie stało. Singapur to bardziej typowy tor niż Malezja. Tam szorstkość asfaltu sprawiała, że dane robiły się bardzo dziwne. W Baku doszła do tego kwestia optymalizacji jednostki napędowej. Ponadto jest kilka rzeczy po stronie chassis, przez które traciliśmy na długich prostych, podobnie jak przez przełożenia skrzyni biegów.
- Cieszymy się z potwierdzenia, że nie dzieje się nic złego. Tutaj mogliśmy walczyć z Mercedesem. Wcześniej, gdy wygrywaliśmy, zgarnialiśmy pole position o tysięczne części sekundy, jak w Madrycie i na Węgrzech, a w sprincie na Zandvoort nie byliśmy zbyt mocni. To nie tak, że McLaren miał jakąś fazę bycia wyraźnie z przodu. Na Węgrzech i w Madrycie Lando był bardzo szybki przez pewien czas, lecz trzeba przyznać, że jazda na prowadzeniu pomaga. Widzieliśmy to dziś po Verstappenie, po zarządzaniu oponami w czystym powietrzu.
Zapowiadając własne usprawnienia, szef ekipy poruszył kilka ciekawych wątków jednocześnie, w tym kwestię przewagi Red Bulla czy coraz bardziej złożonego rozwoju aerodynamiki.
- Planujemy wdrożyć nowe elementy i zmniejszyć tę stratę. Chcemy, aby McLaren mógł walczyć o podia. Czy możliwe będzie wygrywanie? Zobaczymy w ostatnich trzech wyścigach, bo kolejne poprawki będą wprowadzane etapowo. To ważny moment, bo nie tylko walczymy w mistrzostwach, ale też chcemy sprawdzić kilka koncepcji przed kolejnym rokiem. Na tym poziomie dojrzałości aut zaczynasz dochodzić do granicy rozwoju aerodynamicznego, a wtedy niektóre części mogą zadziałać lub nie, jako że aerodynamika staje się coraz bardziej skomplikowana po de facto dwóch latach rozwoju.
- Verstappen i Red Bull po prostu wykorzystują swoje poprawki. Dlatego nazywam ten sezon ping-pongowym. Zespoły wdrażają usprawnienia, a nawet Mercedes musiał zrozumieć pewne kwestie. Wprowadzenie zmian oznacza jednak jakiś krok do przodu. Chociaż Red Bull trochę tu dominował, to mieli trzy dziesiąte przewagi nad nami. To nadal taki dystans, który jest w zasięgu jednego pakietu poprawek.

