Zaledwie kilka dni po kompromitacji w Malezji Formuła 1 doświadczyła dwóch kolejnych problemów w przeprowadzeniu rywalizacji. Jeden z nich dotyczył pomiaru czasu, a drugi był ludzkim błędem kontroli wyścigu, który niestety miał wpływ na wyniki kwalifikacji do GP Singapuru 2026.
Obie rzeczy wydarzyły się w trakcie pierwszej części piątkowej czasówki. Po zakończeniu SQ1 realizator nieprawidłowo wyświetlił, którzy kierowcy pożegnali się z dalszą walką. Powodem był źle funkcjonujący pomiar czasu, który początkowo nie wyłapał wszystkich okrążeń.
FIA jeszcze pomiędzy segmentami wydała króciutki komunikat w tej sprawie, aczkolwiek zrobiła to tylko jako organ zarządzający. Za obszar timingu odpowiada bowiem FOM.
- Start SQ2 będzie opóźniony ze względu na problem z systemem pomiaru czasu, który nie zarejestrował niektórych okrążeń. W tej chwili sytuacja jest już opanowana, a obecne czasy wydają się być poprawne. Sprawdzamy jeszcze, czy możemy już kontynuować sesję.
Na szczęście nie była to tak poważna usterka, aby wywołać większe zamieszanie i sportowo wpłynąć na klasyfikację. Niestety tego samego nie da się powiedzieć o drugiej kwestii, która jest już sporą wtopą.
Kontrola wyścigu w pierwszym segmencie popełniła osobny błąd. Początkowo sugerowano, że tryb Overtake Mode nie był dostępny dla wszystkich, a niektóre ekipy mogły na tym stracić. Okazało się, że po prostu nie włączono go w odpowiednim momencie, a potem aktywowano na chwilę i znów wyłączono.
Idealne wykorzystanie energii jest kluczowe w bolidach obecnej generacji, a kierowcy naturalnie znajdują się w różnych miejscach toru i różnie korzystają z baterii. Włączenie trybu na chwilę wystarczyło więc, aby niektórzy faktycznie ponieśli w ten sposób straty, jako że przejazdy nie odbyły się w miarodajnych i równych warunkach.
FIA szybko przyznała się do tej pomyłki, ale to jeszcze nie koniec. Jak słyszymy, w Singapurze trwa właśnie gorączkowe składanie wyjaśnień, a ponadto pojawiło się widmo protestu.
- Podczas pierwszej części kwalifikacji do sprintu w kontroli wyścigu doszło do błędu ludzkiego, który nie był związany z problemem z pomiarem czasu, ale również wystąpił w SQ1. Wspomniany błąd sprawił, że po okresie czerwonej flagi tryb wyprzedzania nie był dostępny. Kiedy stało się jasne, że po wznowieniu rywalizacji tryb ten nie był aktywny, został on włączony na 27 sekund, a następnie ponownie wyłączony. FIA przyznaje, że ten niefortunny błąd ludzki miał wpływ na postawę niektórych samochodów z uwagi na zależność od momentu ich wyjazdu oraz pozycji na torze. Druga i trzecia część kwalifikacji do sprintu nie ucierpiały już na tym.

