Przedziwny wyścig F1 w Monako jeszcze się nie skończył, przynajmniej jeśli chodzi o wyniki. Alpine walczy o podium Pierre'a Gasly'ego, które zostało utracone na skutek kar za przekroczenie prędkości w pit lane. Problem polega na tym, że najprawdopodobniej był to dziwny sposób pomiaru prędkości przy... ścinaniu białych linii. Stajnia z Enstone złożyła wniosek o udzielenie prawa do rewizji incydentu i chce odzyskać trofeum za P3.

60.1, 60.1, 60.1, 60.1, 60.1 i 60.4 km/h. O tyle Hamilton, Russell, Colapinto, Piastri i Gasly (dwukrotnie) łamali dziś prędkość w alei serwisowej Circuit de Monaco. Wartości te są tak małe, że po prostu budzą podejrzenia. W polskiej transmisji Bartosz Budnik i Mikołaj Sokół żartowali, że być może FIA źle skalibrowała aparaturę. Wygląda jednak na to, że faktycznie stało się tam coś nietypowego.

Peter Bayer z Racing Bulls powiedział na antenie Eleven Sports, że w wyścigu należało bardzo uważać na białe linie, aby pojechanie małym „skrótem” nie zostało wzięte za zbyt szybką jazdę.

- Główny problem polegał na tym, że wjeżdżające i wyjeżdżające samochody nie trzymały się białych linii zbyt precyzyjnie, a z jakiegoś powodu dyrekcja wykrywała to jako naruszenie i raportowała do sędziów. Kierowcy jechali skrótem i to mogło zostać wyłapane. Jeśli odwiniesz sobie powtórkę, to usłyszysz, że 200 razy mówiliśmy naszym kierowcom, aby tylko uważali na te linie - powiedział Austriak.

Bayer najprawdopodobniej nie ma na myśli linii wjazdu i wyjazdu, lecz te, które oddzielają stanowiska serwisowe od pasa szybkiego ruchu. I na początku, i na końcu alei faktycznie można je lekko przyciąć, co robili niektórzy zawodnicy. Być może wtedy aparatura gubiła się lub była ustawiona tak, aby powstrzymać ekipy od takiego działania.

Jak słyszymy, co zresztą padło też w studiu Eleven, zespoły F1 miały być ostrzeżone przed skracaniem drogi właśnie z tego powodu. To dlatego, jak mówił Bayer, kierowcy Racing Bulls byli informowani, aby nawet ich nie dotykać. Liam Lawson, który zmienił koła normalnych okolicznościach, faktycznie pojechał szeroko, a komunikat otrzymał i w trzecim sektorze, i w samej alei.

Aktualizacja: Coraz więcej wskazuje, że wszystko rozbijało się o odcinkowy pomiar prędkości na pasie szybkiego ruchu. Przejechanie białych linii sprawiało, że sztywno określony odcinek pokonywało się w ciut krótszym czasie, choć z tą samą prędkością. System widział więc, że ktoś przemieścił się z punktu A do punktu B szybciej i dlatego uznawał, że prędkość była wyższa.

Alpine walczy o podium

Dzisiejsze zamieszanie wzbudza obecnie spore kontrowersje, z czym powalczyć zamierza Alpine. Ukaranie Pierre'a Gasly'ego pozbawiło zespołu podium, a kierowca mówił na antenie Sky, że na pewno włączył ogranicznik z wyprzedzeniem.

- Nie mam słów. Za dużo emocji, po prostu nie mogę tego przetrawić. To nie brzmi jak uczciwe rozstrzygnięcie. Sprawdziliśmy ze trzy razy z zespołem, czy dobrze ustawiliśmy ograniczenie. W obu przypadkach wcisnąłem przycisk dużo wcześniej, przed linią. Wiem, że nie zrobiłem nic złego, na 200% - tłumaczył rozgoryczony Francuz.

Odwrócenie kary czasowej w wyścigu F1 to bardzo trudne zadanie, ale jeżeli ta została doliczona po finiszu, to pomocne może być prawo do rewizji. Alpine złożyło taki wniosek i będzie ubiegać się o ponowne sprawdzenie incydentu. Aby sędziowie w ogóle pochylili się nad wykroczeniami Gasly'ego, najpierw zaś muszą otrzymać nowy, niedostępny w trakcie pierwotnej analizy i istotny w tej sprawie dowód.

Jeszcze przed złożeniem petycji przez Alpine poprosiliśmy FIA o komentarz, aczkolwiek nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Federacja zwykle wstrzymuje się od udzielania takich informacji, gdy w tle toczy się jakieś dochodzenie.