Kimi Antonelli wygrał trzeci wyścig z rzędu w tym sezonie F1! W GP Miami 2026 działo się sporo, choć nie ze względu na pogodę. Młodemu Włochowi w walce z drugim Lando Norrisem pomogła strategia, ale prawdziwy chaos miał miejsce za tą dwójką. Charles Leclerc, który bił się o P3, obrócił się pod koniec i spadł na P6. Wyniki nie są jeszcze pewne, bo wiele spraw trafiło do sędziów. Decyzje mogą zająć trochę czasu.
Oceny kierowców są już OTWARTE.
Mimo braku burzy dziś dostaliśmy solidną porcję grzmotów na torze, a nawet małą walkę o zwycięstwo. Wszystko zaczęło się standardowo, od słabego startu Antonellego. Jak z procy wystrzelił Leclerc i na krótkim dystansie mógł objąć prowadzenie, ale musiał postawić się Verstappenowi. Przed wejściem w zakręt nr 2 Max obrócił się jednak z własnej winy i miał sporo szczęścia, że zaliczył pełny obrót, tracąc tylko kilka miejsc.
Leclerc prowadził przez kilkanaście kółek, ale ogólnie nie miał na tyle tempa, aby rywalizować o 1. pozycję. Po kilku chwilach stało się jasne, że faworytem do wygrania wyścigu będzie albo Norris, albo Antonelli, którzy po uporaniu się z Monakijczykiem jechali z przodu.
Pit stopy nadeszły w momencie, gdy nie było jasne, czy spadnie deszcz i jak duży będzie (spadł, ale bardzo delikatny). Mercedes postanowił podciąć McLarena i zrobił to skutecznie. Mimo zjazdu tylko okrążenie później urzędujący mistrz nie był już w stanie ponownie zaatakować młodego zawodnika. Antonelli parokrotnie narzekał na swoje auto, w tym biegi i tył bolidu, a momentami Norris wydawał się urywać kilka dziesiątych. Finalnie jednak nie miał odpowiedzi i był trochę rozczarowany tym, w jaki sposób oddał prowadzenie.
Trzecie miejsce mogło być w rękach Leclerca, jadącego zresztą niezłe zawody. Kierowca Ferrari ścierał się z Russellem i Verstappenem, a na przedostatnim kółku P3 odebrał mu Piastri. Ferrari kilka zakrętów później obróciło się i uderzyło w bandę, choć miało sporo szczęścia, że nie rozbiło się kompletnie. Następnie Leclerc wolno toczył się do mety i dał się złapać nie tylko Russellowi, ale i Verstappenowi.
Ta dwójka również nie nudziła się dziś na Florydzie, zaliczając nawet mały kontakt. Verstappen może być natomiast rozczarowany przede wszystkim swoim błędem, przez co zamiast próbować bić się z czołówką, musiał odrabiać straty. Zrobił to sprytnie i skutecznie, zakładając hardy po paru kółkach, lecz skutkowało to tym, że na koniec miał o wiele gorsze tempo.
Jako siódmy ukończył Hamilton, którego wyścig był już spokojniejszy, aczkolwiek nie w stu procentach. Ferrari ucierpiało na początku po kontakcie z Colapinto i nawet jeśli nie była to groźna sytuacja, to Lewis już do końca dysponował słabszą maszyną oraz ograniczonym potencjałem.
Mimo tej sytuacji jednym z cichych bohaterów tej rundy okazał się właśnie Argentyńczyk, który do świetnego piątku i soboty dorzucił P8, czyli najlepszy rezultat z tzw. reszty. Alpine było wyraźnie szybsze od obu Williamsów, które to zajęły dwie ostatnie punktowane pozycje.
Francuzi mogą więc żałować pechowego odpadnięcia Gasly'ego, którego trącił Lawson. Nowozelandczyk miał problemy z autem i dosłownie „wysadził” rywala z toru w spektakularnym stylu, gdy po kontakcie kół Alpine zostało podbite i wylądowało na bandzie. Zmagań poza tą dwójką nie ukończył także Hadjar po rozbiciu się w szykanie z własnej winy. We wczesnej fazie zepsuł się jeszcze Hulkenberg.
Dalsza część stawki nie przyniosła wielu hitowych wyników, choć warto wspomnieć, że Perez kręcił się w okolicach 13. miejsca i toczył pojedynek z Alonso. Ten padł łupem Hiszpana, najlepszego w gronie totalnych outsiderów. Najsłabiej w tym gronie spisał się Bottas, który był ukarany przejazdem przez aleję po dużym przekroczeniu prędkości w pit lane.
Klasyfikacja wyścigu zostanie teraz zweryfikowana przez arbitrów. Ci mają mnóstwo pracy, musząc pochylić się nad łamaniem limitów toru i jazdą niesprawnym autem przez Leclerca, kolizjami z udziałem Verstappena, Russella, Gasly'ego oraz Lawsona, a do tego żółtymi flagami Albona.
Ładowanie danych
