Lewis Hamilton nie został ukarany za potrącenie mechanika w dzisiejszym wyścigu F1 w Belgii, ale Ferrari dostało grzywnę w częściowym zawieszeniu. 

Scuderia zaliczyła dziś niemałą wpadkę w alei serwisowej toru Spa-Francorchamps. Siedmiokrotny mistrz świata miał odsłużyć dodatkowe 5 sekund za stuknięcie George'a Russella, a następnie dostać nowe opony oraz korektę ustawień przedniego skrzydła. Włosi pomylili się przed ostatnim etapem tej operacji i za szybko wyświetlili zielone światło.

Hamilton ruszył i w ten sposób potrącił mechanika, który miał zamiar zająć się jego skrzydłem. Na szczęście Brytyjczyk był uważny i szybko zatrzymał pojazd, ale ta sprawa naturalnie musiała trafić przed oblicze sędziów. 

Za niebezpieczny wyjazd ze stanowiska serwisowego wytyczne przewidują kary czasowe, choć tym razem komisja podeszła do tego inaczej. Ferrari dostało grzywnę w wysokości 30 tysięcy euro, przy czym 10 tysięcy zawieszono na okres 12 miesięcy. Dodatkowo zespół musi w ciągu dwóch tygodni przedstawić FIA szczegółowy raport z tego zajścia.

- Zdaniem sędziów kierowca nie był winny w żadnym stopniu, a ponadto od razu zorientował się, co zaszło, dzięki czemu natychmiastowo zatrzymał bolid, dopóki mechanik nie został odsunięty. Incydent nie dał mu żadnej przewagi sportowej, a zamiast tego spowodował sportowe straty poprzez opóźnienie przy wyjeździe z pit stopu. W takich okolicznościach nie należała się kara sportowa, lecz wysoka kara finansowa dla zespołu, który popełnił proceduralne błędy i naraził mechaników na niebezpieczeństwo. 

- Sędziowie wzięli pod uwagę nietypowe nałożenie się paru czynników, które odegrały rolę w wywołaniu zamieszania w zespole. Były to takie okoliczności, jakich zazwyczaj ekipa nie brałaby pod uwagę. Z tego powodu arbitrzy postanowili zawiesić część grzywny, aczkolwiek pod warunkiem przeprowadzenia analizy procedur i wysłania raportu do FIA, w którym znajdą się działania zapobiegawcze.