Kierowcy Ferrari krótko wytłumaczyli dziś, dlaczego słynne obrotowe skrzydło, tzw. Macarena, zostało zdjęte z bolidu SF-26 przed kwalifikacjami do sprintu w Chinach. Lewis Hamilton ocenił ponadto, że stajnia z Maranello jest na poziomie Mercedesa w zakrętach szanghajskiego toru.
W piątek Ferrari wywołało trochę szumu, przywracając swoją innowację do samochodu na pierwszy trening w Państwie Środka. Błyskawiczny obrót Hamiltona, gdy skrzydło ledwo się zamknęło, mógł popsuć nastroje, lecz do tej pory nie pojawiły się żadne głosy o tym, że doszło tam do jakiegoś większego problemu. Macarena została jednak schowana po godzinie przygotowań, a zamiast tego w aucie zamontowano starszą specyfikację.
Było to pewne zaskoczenie, choć zdaniem Motorsportu Ferrari jest zadowolone i z osiągów, i niezawodności. Za zmianą miała stać niechęć do podjęcia ryzyka, gdy w garażu są tylko dwa komponenty, szczególnie że zyski nie są tak duże, aby były tego warte. The Race wspomniało zaś, że Włosi chcą zebrać dodatkowe dane, zanim wystawią skrzydło do prawdziwej walki.
Według siedmiokrotnego mistrza powody nie są tak klarowne, lecz on sam nie oczekiwał ścigania się z fikuśnym rozwiązaniem jeszcze przez pewien czas.
- Nie wiem, dlaczego się z tego wycofaliśmy. Myślę, że przyspieszyliśmy przywiezienie tej części tutaj. Nie powinno być jej teraz w bolidzie jakoś do wyścigu numer 4 czy 5. Zespół zrobił super robotę, radząc sobie z tym szybciej - ocenił Brytyjczyk.
- Mieliśmy tylko dwie sztuki i być może to nieco przedwczesne zachowanie. Zdjęliśmy więc skrzydło, ale auto i tak było świetne. Postaramy się, aby element wrócił, gdy będzie w pełni gotowy.
Krócej o tzw. Macarenie wypowiedział się Charles Leclerc: - To skrzydło nie zmieniłoby układu sił. W wyścigu powinniśmy być za to lepsi niż w czasówce, ale Mercedes i tak będzie miał pewną przewagę.
Ferrari nie traci do Mercedesa w zakrętach?
Opisując konkurencyjność modelu SF-26 w Chinach, Hamilton docenił piątkowe działania ekipy i wspomniał, że straty pochodzą głównie z prostych odcinków toru. Co ciekawe, Ferrari miało spodziewać się takiego stanu rzeczy już jakiś czas temu.
- Zespół spisał się znakomicie. Inżynierowie wykonali dobrą robotę, zmieniając ustawienia. Trening był trudny przez ten obrót, choć samochód dawał pozytywne odczucia. Brakuje nam zwyczajnie prędkości na prostych. Tam tracimy mnóstwo czasu.
- Mamy sporo pracy do wykonania. Musimy naciskać w Maranello i poprawić jednostkę. Mieliśmy tego świadomość już w zeszłym roku, gdy myśleliśmy, że Mercedes zaczął pracę wcześniej niż my. Zrobili to zresztą również ostatnim razem i spisali się fantastycznie, a my musimy teraz nadrobić.
- Sam bolid jest za to świetny. Możemy walczyć z nimi w zakrętach, ale gdy brakuje ci mocy, to po prostu wynik jest, jaki jest.
Leclerc dodał za to, że model W17 ucieka Ferrari szczególnie na jednym okrążeniu: - Z jakiegoś powodu w kwalifikacjach jednostki Mercedesa odblokowują mnóstwo osiągów. My jeszcze tego nie robimy, lecz w wyścigach jesteśmy bliżej. Obyśmy byli w stanie zbliżyć się bardziej.

