FIA w trakcie miesięcznej przerwy od F1 przyjrzała się jednej z szarych stref obecnych przepisów i zdecydowała się zakazać sztuczki, która w kwalifikacjach była używana przez Mercedesa oraz Red Bulla.
Tegoroczne regulacje silnikowe wciąż budzą sporo wątpliwości w środowisku F1, a w kuluarach wkrótce mają odbyć się kolejne ważne rozmowy na temat potencjalnych zmian z myślą o Grand Prix Miami i nie tylko. Wcześniej organ zarządzający postanowił przyjrzeć się trikowi, który w tym roku był używany przez dwa zespoły.
W trakcie czasówek w jednostkach Mercedesa i Red Bulla dochodziło do sprytnego zagrania w celu zwiększenia prędkości w ostatniej fazie okrążenia. Zamiast tracić około 50 kW na sekundę, w pewnych momentach te bolidy mogły jechać z maksymalną mocą trochę dłużej. Sama redukcja mocy z MGU-K faktycznie następowała, ale już jednorazowo i całościowo, a nie stopniowo.
Było to częściowo legalne ominięcie obowiązkowego redukowania mocy na prostych odcinkach. Normalnie miało się to dziać etapowo, aby uniknąć m.in. nagłego spadku mocy, lecz niektórym udało się to obejść. Oparto się na furtce, która umożliwiała zrezygnowanie ze stopniowego spadku, jeżeli MGU-K zostałoby nagle wyłączone z powodów technicznych, np. nagłego zdarzenia, mogącego wymagać ratowania komponentów.
System dawał jednak dość oczywisty potencjał do nadużywania go w celu zyskania osiągów, aczkolwiek właśnie dlatego z góry zastosowano w nim prewencyjną blokadę MGU-K na 60 sekund po skorzystaniu z tego mechanizmu. To natomiast nie powstrzymało ekip przed stosowaniem sztuczki na sam koniec szybkich prób, bez późniejszego przejmowania się brakiem mocy na okrążeniu zjazdowym.
Sugeruje się, iż takie działanie mogło dawać zyski rzędu 50-100 kW na tle rywali, u których moc była zmniejszana w kilkuetapowym cyklu. Co istotne, korzyści nie wyceniano aż na dziesiąte części sekundy, lecz na mniejsze wartości, choć na niektórych torach mogło mieć to znaczenie przy walce o lepsze pozycje startowe. Sama skuteczność zależała zresztą od układu obiektu, szczególnie ostatniej sekcji.
FIA reaguje dopiero po chwili
Cały ten wątek ujrzał światło dzienne jeszcze w Australii, ale sprawa doczekała się sporego rozpędu podczas weekendu na torze Suzuka, gdzie na jaw wyszły negatywne skutki tego pogrywania z regułami. Mowa tu m.in. o tym, że tak wolna jazda w sesji, w której niektórzy naciskają na sto procent, byłaby niebezpieczna. Poza tym sam brak możliwości ponownego uruchomienia silnika elektrycznego mógłby skutkować zatrzymaniem bolidu i wpływać na sesje czy wyniki sportowe.
Częściowo zobrazowali to Kimi Antonelli i Max Verstappen, którzy z trudem pokonywali nitkę z powodu braku odpowiedniej mocy. W treningu podobne względy doprowadziły nawet do zatrzymania Alexa Albona. Nikt zaś nie nazywał tego wprost.
Sztuczka została ujawniona po wyścigu przez The Race, podobnie jak najnowsza informacja o zakazaniu jej przez FIA. Portal donosi, że Federacja po rundzie w Japonii przeprowadziła rozmowy z producentami, aby jasno określić, że mimo zgodności z regulaminem zagranie nie może powodować potencjalnych komplikacji czy narażać innych na niebezpieczeństwo.
Wspomniane źródło donosi także, że konkurencyjne ekipy, które jako pierwsze dostrzegły ten trik, rozważały pójście w tym samym kierunku. Ferrari rozpoczęło dialog z FIA i chciało wyjaśnienia sytuacji, gdyż z ich perspektywy to rozwiązanie budziło sporo wątpliwości m.in. z punktu widzenia bezpieczeństwa.
Interesujące jest to, że system nie był wykorzystywany ciągle. W Chinach układ toru mocno ograniczył skuteczność zagrywki, a na Suzuce, z uwagi na problemy w bolidzie Antonellego, Mercedes zdecydował się porzucić to rozwiązanie do końca weekendu. Taka decyzja miała być podyktowana marginalnymi zyskami na tle dość dużego ryzyka, jak chociażby wyżej wymienione zatrzymanie się samochodu.
Przed GP Miami Międzynarodowa Federacja Samochodowa podjęła więc dalsze kroki i wydała ostateczny zakaz.
- W zaktualizowanych dokumentach, które przesłano do zespołów, FIA zaznaczyła, że chociaż możliwość wyłączenia MGU-K pozostaje do dyspozycji zespołów, to wykorzystywanie mechanizmu w innym celu niż reakcji na prawdziwy problem nie będzie dłużej tolerowane - pisze The Race.

