Lewis Hamilton docenił swojego nowego inżyniera wyścigowego, Carlo Santiego, porównując go do Petera Bonningtona. Po problemach w poprzednim sezonie F1 Ferrari wprowadziło zmianę w najbliższym otoczeniu mistrza, a ten zareagował bardzo pozytywnie.

Pierwszy rok Brytyjczyka w barwach Scuderii był daleki od ideału pod wieloma względami. Poza osiągami bolidu i formą sportową zawodziły nawet takie rzeczy jak współpraca z inżynierem wyścigowym. Choć Hamilton zwykle bardzo dyplomatycznie wypowiadał się na ten temat, to niektóre z komunikatów radiowych wyrażały więcej niż tysiąc słów.

Przed nowym sezonem Fred Vasseur postanowił więc zareagować i odsunąć Riccardo Adamiego od swojego kierowcy. Do jego roli przypisano Carlo Santiego, który w przeszłości pracował z Kimim Raikkonenem. Do tej pory komunikowano, że był to ruch tylko tymczasowy, lecz wczoraj Sky informowało, iż na razie kolejne zmiany nie są planowane. Być może wynika to z zadowolenia samego zawodnika.

- Kontakty kierowcy z inżynierem są bardzo, bardzo ważne. W zeszłym roku z Riccardo Adamim mieliśmy bardzo dobre relacje. To świetny człowiek. Pracowało nam się relatywnie dobrze - opowiadał Hamilton.

- Dostosowanie się do potrzeb kierowcy wymaga za to czasu. Gdy przekazujesz swoje odczucia, to liczy się rozumienie balansu i wszystkich elementów, które wpływają na twoje problemy. Gdy je opisujesz, to czasem dzielisz zakręt nawet na pięć stref. Kierowca z inżynierem czasem się dogada, a czasem nie. Z Bono kliknęliśmy niemalże od razu. On miał też dobre relacje z Michaelem Schumacherem.

- Czuję, że Carlo jest jak mój włoski Bono. Powiedziałem to zresztą samemu Bono. Carlo jest nieco OG [original gangsta]. To stary wyga. Zachowuje duży spokój, zresztą słyszycie to przez radio. Jesteśmy w stanie wchodzić w szczegóły.

Opowiadając o swojej lepszej dyspozycji, Hamilton zwrócił też uwagę na dopasowanie otoczenia i rozumienie zespołu po przepracowaniu minionego sezonu.

- Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z pracy, którą wykonuje się za kulisami. Oczywiście w przeszłości byli kierowcy, jak Kimi, którzy dołączyli, wsiedli do auta i to działało. U mnie jednak musiało zmienić się wszystko i trzeba było ułożyć te puzzle, ale poświęciłem się temu, chociaż było trudno, szczególnie na początku zeszłego roku. Nawet bardzo.

- Pomagał mi natomiast Fred, np. w kwestii inżynierów. Ta ekipa jest ułożona milion razy lepiej niż w zeszłym roku. Zaczynam widzieć owoce podczas jazdy. W sezonie 2025 testowaliśmy i jeździliśmy w symulatorze, a ja prosiłem o pewne rzeczy. Teraz mamy je w bolidzie, np. zawieszenie. Dobrze widzieć, że wszyscy płyniemy w tym samym kierunku. Nadal żeglujemy i daleka droga przed nami, ale myślę, że zmierzamy w dobrą stronę.