Zdjęcie Coltona Herty: fot. Joe Skibinski / Penske Entertainment

Szef nowego zespołu F1, Cadillaca, zabrał głos w sprawie podejścia do znalezienia sobie kierowców. Poznaliśmy więc kryteria, jakimi Graeme Lowdon będzie kierował się przy wyborze potencjalnych kandydatów na sezon 2026.

Przedłużający się wątek dołączenia nowej ekipy do stawki F1 w ostatnich dniach doczekał się finalnego zatwierdzenia. W praktyce oznacza to, że od sezonu 2026 na polach startowych zobaczymy już nie 10, ale 11 zespołów. 

Sprawa ta była formalnością, a w ostatnich miesiącach słyszeliśmy praktycznie tylko o rozwoju nowej ekipy. Potwierdzono, że przynajmniej przez pierwsze dwa lata startów Cadillac korzystać będzie z jednostek napędowych i skrzyń biegów produkowanych przez Ferrari. Do zmiany dojdzie najwcześniej w 2028 roku - na ten okres planowane jest wdrożenie autorskiego silnika General Motors.  

Poza rekrutowaniem kolejnych pracowników głównym zadaniem zarządu zespołu wkrótce stanie się wybór kierowców. Choć w mediach już od dłuższego czasu przewija się kilka głośnych nazwisk, to dotychczas nie odbyły się żadne oficjalne rozmowy z żadnym z kandydatów. Miało to oczywiście związek z niejasnym statusem wniosku Amerykanów.

Pierwszej poważnej aktualizacji w tej sprawie doczekaliśmy się wczoraj, kiedy to szef nowej stajni stanął przed mediami i przez ponad godzinę odpowiadał na pytania. Graeme Lowdon zdradził m.in., że jego celem jest sprowadzenie wyłącznie doświadczonych, utalentowanych i zasłużonych zawodników. To o tyle istotne, że z góry zakładano, iż w Cadillacu naturalnie pojedzie jakiś Amerykanin, który musiałby być świeżą krwią w światku F1. 

- Naszych przyszłych kierowców zamierzamy wybrać na podstawie zasług - zadeklarował Lowdon. - Formuła 1 to nie jest plac zabaw, tylko szczyt światowych sportów motorowych. Pod względem czasu nie jesteśmy jednak w komfortowym położeniu, ponieważ nie było nas na giełdzie kierowców podczas ostatniego rozdania. W wyniku tego niektórzy kierowcy związali się nowymi umowami i nie będą dostępni przez pewien czas.

- Na szczęście jest jeszcze kilka dobrych opcji na stole, ale wcześniej nie mogliśmy zacząć żadnych rozmów, ponieważ blokowała nas kwestia potwierdzenia naszego zgłoszenia. Teraz ważne jest dla nas, aby odbyć rozmowy z potencjalnymi kandydatami. Mamy na radarze sporą grupę utalentowanych osób, której nie ma w obecnej stawce F1. Tak więc w najbliższym czasie będziemy dość zajęci prowadzeniem rozmów i z całą pewnością mój telefon będzie cały czas zajęty. Myślę, że na spokojnie znajdziemy pół tuzina, jeśli nie więcej zawodników, którzy mają dobre referencje i są gotowi, aby wejść lub powrócić do Formuły 1. 

W gronie możliwych faworytów wymienia się głównie takie postacie jak Valtteri Bottas i Sergio Perez, którzy jeszcze w 2024 roku ścigali się w F1. Na giełdzie nazwisk znajduję się także Zhou Guanyu, który w tym roku wylądował na rezerwie w Ferrari i może stać się opcją dla Cadillaca, biorąc pod uwagę techniczną współpracę obu tych podmiotów, trzyletnie doświadczenie oraz znajomości z Lowdonem - ten pracował ostatnio jako menedżer Chińczyka.

- Jest trochę za wcześnie, aby wdawać się w szczegóły, ponieważ dopiero teraz jesteśmy w stanie prowadzić znaczące rozmowy - tłumaczył Brytyjczyk. - Naszym celem jest posiadanie kierowców, którzy mogą znacząco przyczynić się do ogólnego rozwoju naszego programu wyścigowego. 

Lowdon został nawet bezpośrednio zapytany, czy rozważa opcję pełnoetatowego zatrudnienia Zhou w ramach współpracy ze stajnią z Maranello.

- Nie widzę w tym żadnego szczególnego problemu - odparł. - Naprawdę nie przewiduję żadnych przeciwwskazań na tym froncie. Tak jak mówiłem wcześniej, wybór naszych zawodników będzie zależał od ich zasług. Uważam, że Zhou wykonał wyjątkowo dobrą robotę w trudnych warunkach i jest to dla mnie bardzo ważna informacja na przyszłość. Mam tu na myśli to, że gorsze wyniki niekoniecznie muszą świadczyć o braku umiejętności. Wiem coś na ten temat, ponieważ miałem kiedyś okazje oglądać takie historie z pierwszego rzędu. 

- Istnieją odpowiednie mechanizmy kontroli i równowagi, więc z naszej strony nie będzie żadnego faworyzowania w kierunku Zhou lub w stronę jakiekolwiek innego zawodnika, z którym możemy wejść we współprace. Jak zaznaczałem wcześniej, naszym priorytetem przy obsadzie foteli będzie rozwój projektu. Kluczowym czynnikiem będą możliwości danej osoby. W tym gronie jest kilku zawodników i Zhou także tam jest. Teraz, gdy możemy się już w pełni zaangażować w ten proces, będziemy oceniać, jaka para kierowców okaże się dla nas najlepsza.

Co z Coltonem Hertą?

Naturalnie nie mogło zabraknąć pytań o samych Amerykanów, szczególnie że ściągnięcie kogoś z USA byłoby idealnym zagraniem marketingowym. Lowdon dał tej koncepcji zielone światło, jednocześnie zaznaczając kolejny raz, że wszystko w tym przypadku zależeć będzie od jakości danego kandydata.

- Oczywistym pytaniem jest tutaj to, czy będziemy mieć do dyspozycji amerykańskich zawodników. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy nie sięgnąć po kogoś z USA, jeżeli spełniałby on nasze kryteria ws. odpowiednich umiejętności. Z całą pewnością jest to coś, co kibice chcieliby zobaczyć. Nie widzę żadnych przeciwwskazań, które blokowałyby taką koncepcję.

- Muszę za to ponownie zaznaczyć, że naszym celem jest pozyskanie osób, które są do tego odpowiednie. To jest nasz priorytet. W tym miejscu muszę doprecyzować jedną rzecz - nie mam na myśli tego, że jak ktoś jest Amerykaninem, to nie może być dobrym kierowcą Formuły 1. 

- Jeśli chodzi o postać Coltona Herty, to nie ma on obecnie wymaganej liczby punktów do superlicencji. Jeśli to nie zmieni się w najbliższym czasie, będzie to sporą przeszkodą. Nie możemy wybrać takiego kierowcy, który nie ma tych punktów. Tak już działa to w tym środowisku i musimy wziąć to pod uwagę. 

- Czy jego brak sukcesów lub niedostatek punktów zakresie superlicencji wpływa jakkolwiek na to, czy umie prowadzić samochód wyścigowy? Oczywiście, że nie. Jest niesamowicie utalentowany. To żadna szokująca informacja, iż Colton znajduje się na naszym radarze i jest wśród innych opcji. 

- Nie tylko on ma taką sytuację. Nie jest pierwszym i nie będzie ostatnim kierowcą, u którego pojawi się ta niepewność, związana z brakującymi punktami, ale musimy to po prostu zaakceptować. Takie są przepisy i należy to uszanować.