Kierowcy Ferrari deklarują, że zażegnali konflikt, który doprowadził do ostrego starcia na otwarcie GP Włoch 2026. Na początku wyścigu F1 na Monzy Charles Leclerc mocno potraktował Lewisa Hamiltona w pierwszej szykanie, a następnie włoskie media zaczęły donosić o wewnętrznej wojnie o władzę.

Walka Monakijczyka z Brytyjczykiem była najważniejszym tematem po rywalizacji w Świątyni Prędkości. Wypchnięcie Hamiltona na żwir zostało potraktowane jako bardzo nieładne zagranie wobec kolegi, a następne dni ujawniły, co naprawdę mogło stać za takim ruchem.

Prym wiódł to włoski AutoRacer, wedle którego zawodnicy toczą obecnie batalię o status numeru 1. To dlatego Leclerc nie chciał dać się łatwo objechać, a Hamilton miał zaś surowo oceniać pracę ekipy, biorąc na celownik nawet Freda Vasseura. Włosi przedstawiali to tak, jakby Vasseur nie chciał priorytetyzować Hamiltona, choć to on lepiej wszedł w nową erę i jest wyżej, a zamiast tego wolał traktować kierowców równo. Jednocześnie jednak Francuz ma mieć nad głową własnego szefa, Johna Elkanna, który to stoi po stronie swojego wielkiego transferu, czyli Lewisa. 

W czwartek przed rundą w Madrycie kierowcy Scuderii stanęli przed dziennikarzami i spróbowali pokazać, że wszystko jest w porządku. Obaj zwracali uwagę na dobre kontakty i osiągnięcie porozumienia, upraszczając to do jednego starcia na torze. Bardziej w pierś bił się Leclerc, jako że to on wymierzył ten najbardziej oczywisty cios.

- To jasne, że nigdy nie chcemy, aby jeden z naszych samochodów kończył na trawie. Rozmawiałem z Lewisem. Oczywiście wiem, że przesadziłem w zakręcie nr 2. Powiedziałem to Lewisowi. Wiemy, co powinniśmy robić, aby tego uniknąć, ale nie będę wchodził w szczegóły tego, co tam padło. Mogę zdradzić tyle, że na pewno nie wpłynęło to na nasze dobre kontakty, które mamy. To nie będzie mieć wpływu na nic więcej. Dla mnie ten aspekt jest najważniejszy - mówił Leclerc.

- Poza tym, oczywiście, jeździmy dla Ferrari, a jeżeli jest jakiś wyścig, w trakcie którego nie chcesz, aby dochodziło do takich sytuacji, to jest nim Monza. Gdy ma to miejsce u nas w domu, to powstaje ogromny bałagan. Patrząc na wyścig z zewnątrz, były pewne tarcia pomiędzy innymi kolegami, a rozmawiało się tylko o nas. Nie uważam, że tak być powinno, choć to nie oznacza, że byliśmy perfekcyjni. Ja nie byłem w zakręcie nr 2 i szczerze podszedłem do rozmowy z Lewisem po wszystkim. 

Później Monakijczyk dwukrotnie, a raz z własnej inicjatywy, odniósł się do tego, jak medialnie postrzegane jest spięcie kierowców Ferrari. Pozwolił sobie przy tym na pokazanie palcem na brytyjskie media.

- Nie chcę za bardzo o tym mówić, bo wiem, że nie macie złych intencji, ale w Wielkiej Brytanii to wszystko brzmi tak, jakbyśmy ciągle walczyli z Lewisem. To nieprawda. Najważniejsze, że wyjaśniliśmy to i porozmawialiśmy. Wiem, jak czuł się Lewis, bo mi o tym powiedział. Obaj zgadzamy się z naszymi spostrzeżeniami po rozmowie na chłodno. Tak bywa. To pewnie nie jest ostatni raz i w wyścigach to się zdarza, szczególnie gdy często startuje się obok siebie. Ale nie chcemy, aby to się powtórzyło. 

- Znów muszę być ostrożny, bo nie chcę minimalizować tego, jak to się rozegrało. Wspominałem, że nie do przyjęcia jest, aby Lewis kończył w żwirze, natomiast proporcje [w mediach] bardzo się różnią. Dwa inne zespoły miały pewne starcia. Nie śledziłem całego wyścigu, ale o dwóch innych zespołach nie mówiło się aż tyle. Proporcje są inne, gdy jeździsz w Ferrari, szczególnie na Monzy, lecz nie mówię tego, by umniejszać tej sytuacji. Ona nie powinna się powtórzyć. 

Lewis Hamilton również próbował gasić medialny pożar i mówił, że problem został rozwiązany oraz zażegnany. 

- Świetne jest to, że nikt nie ucieka od dyskusji. Usiedliśmy twarzą w twarz i porozmawialiśmy o tym. Byliśmy otwarci i szczerzy. Zamknęliśmy temat i możemy iść dalej. To pokazuje jego dojrzałość, a moim zdaniem jest też zdrowe. Taką relację zbudowaliśmy przez ten czas.

- Oczywiście, że zdarzą się frustrujące momenty i zapewne będzie więcej takich chwil, gdy znajdziemy się blisko. W końcu mamy zbliżone tempo. Obaj chcemy wygrywać i chcemy dobrze dla zespołu. To pozytywna sprawa.

Brytyjczyk wyjawił, że spróbował wyjaśnić sobie pewne rzeczy także z Fredem Vasseurem, choć akurat nie dotyczyło to samej bezpośredniej walki.

- Rozmowy były naprawdę pozytywne. Pogadałem z Fredem w poniedziałek i oczyściliśmy atmosferę, podyskutowaliśmy. Naturalnie będziemy mieć inne opinie, ale ostatecznie znaleźliśmy wyjście. To pozytywna strona tego, gdzie jesteśmy po 15 miesiącach, czy ile ich tam było. Mamy naprawdę dobrą wewnętrzną komunikację. To samo dotyczy mnie i Charlesa. 

- Nie poruszaliśmy [zasad walki]. Ja po prostu staram się skupiać na tym, aby mieć lepszy weekend. Na pewno na jakimś etapie porozmawiamy, jak możemy być lepsi, ale nie mieliśmy dużo czasu. Niewiele da się zmienić w dwa dni. 

Leclerc gotowy do jazdy

Poza wątkiem Hamiltona bardzo istotne było, czy Leclerc jest w pełni zdrowy. Kraksa na Monzy była ogromna, a po niej pojawiły się różne spekulacje nt. samego występu zawodnika w Madrycie. Ten twierdzi jednak, że wszystko jest w porządku.

- Zbadałem dość dużo rzeczy. To było mocne uderzenie, pewnie też tak wyglądało, no i tak się czułem. Czasem coś wygląda źle, a po wyjściu z bolidu jest okej. Cóż, zaraz po wyjściu nie było, lecz to tylko kwestia szoku po uderzeniu. Wykonałem wiele badań i miałem sporą kurację w pierwszych dniach. Głównie chodziło o kark, bo wydawał się dość spięty, tylko to chyba normalne. Jest okej. Wszystkie testy wyszły prawidłowo. Nie powiem, co zrobiłem, bo każde badanie karku jest dla mnie zbyt trudne w tej medycznej terminologii, ale trochę tego było. 

- Nie, nie [obawiałem się absencji]. Czułem spięty kark i trochę bólu w poniedziałek, lecz jeżeli chodzi o wzrok, to było bardzo krótkie. Jedno oko przez chwilę nie działało zbyt dobrze, a po paru sekundach było okej. Nie obawiałem się za bardzo. Wiedziałem, że to był duży wypadek, a takie kraksy nie są łatwe dla ciała. Za to nawet nieźle po tym spałem.