Charles Leclerc po zwycięstwie w Grand Prix Wielkiej Brytanii przyznał, że odnalazł sposób na lepsze zrozumienie swojego bolidu F1. Szef Ferrari, Fred Vasseur, podkreślił, że wcześniejsze słabsze wyniki Monakijczyka brały się z czegoś innego, niż można było zakładać.
Leclerc w końcu dał swoim kibicom powody do radości. Po trudnym początku sezonu i wyraźnej stracie do Lewisa Hamiltona wreszcie zaprezentował formę, jakiej od niego oczekiwano. 28-latek drugi weekend z rzędu ruszał do wyścigu z pierwszego rzędu, a następnie pewnie sięgnął po dziewiąte zwycięstwo w karierze, choć oczywiście miał też trochę szczęścia.
Wynik jest oczywiście znakomity, jednak jeszcze ważniejsze jest to, że młodszy z kierowców Ferrari wreszcie wyglądał pewnie za kierownicą swojego bolidu. To bardzo dobry sygnał dla Scuderii. Odmienna sytuacja dotyczy Hamiltona, który niemal od początku sezonu świetnie czuje się w SF-26. To na tej płaszczyźnie prezentował się dużo lepiej od swojego kolegi.
Leclerc parokrotnie podkreślił w trakcie weekendu, że chyba odkrył coś „filozoficznego”, co pozwoliło mu lepiej wykorzystać potencjał samochodu. Choć nie chciał zdradzać szczegółów, to wyjawił, że ma to specyficzny związek ze stylem jazdy. Nie mógł jednak ukryć swojego zadowolenia, a akurat tego nie oglądaliśmy od dłuższego czasu.
- Może i końcówka nie była wymarzona, ale wygrałem po paru szczególnie trudnych weekendach. Włożyliśmy mnóstwo pracy w to, abym odzyskał dobre czucie w bolidzie. Uważam, że w sobotę odkryłem coś pomiędzy sprintem a kwalifikacjami. Musiałem to potwierdzić dzisiaj i faktycznie wyczucie było odpowiednie. Bardzo się cieszę.
- Gdy mówię, że to były jakieś kwestie filozoficzne, to mam na myśli pewne detale, które dotyczą mojego stylu jazdy w konkretnej fazie pokonywania zakrętu. Nie chcę wchodzić w szczegóły. To po prostu kilka rzeczy, które zobaczyłem w piątek i pomyślałem, że może to właśnie one nie pasują do mojego stylu jazdy. Zmieniliśmy to pomiędzy sprintem i kwalifikacjami, a wyczucie stało się dużo lepsze. Jestem dumny z pracy, którą wykonaliśmy.
- Takie zmiany nie są oczywiste. To nie tak, że patrzysz na dane i mówisz: O Boże, musimy to zmienić. To połączenie intuicji oraz wyczucia. Poszliśmy w tym kierunku i okazało się, że to było bardzo skuteczne.
Nowa generacja i... efekt Hamiltona?
Zwycięzca wyścigu opowiedział też, co przyczyniło się do spadku formy. Ma to związek z rewolucją, która wpłynęła na prowadzenie maszyn.
- Wiedziałem, że nie stałem się słabym kierowcą z dnia na dzień. To była kwestia odnalezienia wyczucia w bolidzie. Te samochody są bardzo specyficzne i mocno różnią się w porównaniu z tym, jak ścigaliśmy się, odkąd w ogóle zaczęliśmy to robić. Dostosowanie się zajmuje trochę czasu. Byłem bardzo mocny w pierwszej części sezonu, ale potem zatraciłem to wyczucie. Zmieniliśmy kilka rzeczy w bolidzie, a powrót do formy zajął więcej, niż sobie tego życzyłem.
- Poza tym miewaliśmy problemy, które w trakcie paru niedziel kosztowały mnie sporo punktów. To nie była miła sytuacja, lecz cieszę się, że z niej wyszedłem w ten sposób. To tylko jeden wyścig i nie można dać się ponieść, bo wojna jeszcze trwa. Moja batalia z tym bolidem była dość mocna i nie mogę brać za pewnik, że już mam to za sobą. Będę pracował dalej, aby częściej mieć takie wyczucie.
Ciekawym przemyśleniem podzielił się również Hamilton, który już parokrotnie wskazywał, że symulacje Ferrari niekoniecznie są aż tak skuteczne. Lewis nie jest wielkim fanem wirtualnej jazdy, a na Silverstone wolał zaufać swojej intuicji.
- Pewność daje mi to, że przed tym weekendem symulacje pokazywały, jak to powinniśmy zacząć dobierać ustawienia w zupełnie inny sposób. Ja i moi inżynierowie postanowiliśmy pójść w kierunku, w którym poszlibyśmy normalnie. Charles zaczął tak, sugerowały symulacje, a potem poszedł w moim kierunku i to okazało się działać. Dobrze, że kierunek, na który naciskałem, jest skuteczny - mówił Brytyjczyk.
Vasseur: Leclerc nie był słaby
Fred Vasseur przyznał za to, że przez cały czas pozostawał optymistą w sprawie Leclerca. Jak podkreślił, problem nie leżał w osiągach, lecz w umiejętnym złożeniu wszystkich elementów w całość. Do tego potrzebna była odrobina szczęścia, której Monakijczykowi w ostatnim czasie wyraźnie brakowało.
- Gdyby tak na to spojrzeć, Charles był w pierwszym rzędzie w Spielbergu i ogólnie ciągle trzymał się w grze. Dane pokazywały jedną rzecz, ale dla niego trudne było to, że nie punktował i nie miał wyników. W Barcelonie miał problem z niezawodnością, a wczoraj słaby start. Nie składał tego wszystkiego, a inni punktowali. Wtedy można poczuć, że coś tracisz. Jeśli jednak chodzi o osiągi, mówiłem już, że byłem optymistą. Dane pokazywały, że szło mu dobrze, był konkurencyjny. Do tego inni zaliczyli dziś słaby dzień.
- Dzisiejszy wynik da mu największego kopa. Rozwijając bolid, musieliśmy ciągle dopasowywać ustawienia. Poza tym przeszliśmy zmiany w układzie hamulcowym i musieliśmy dopasować nieco chassis do tego. To nie była tylko kwestia osiągów.
- Charles odnalazł pewność siebie. Gdy poprawiamy ustawienia, to każdy krok nie wiąże się od razu z urywaniem czasu. Zdarza się, że taki krok zwyczajnie daje pewność, aby naciskać mocniej lub mieć lepszy rytm.

