Charles Leclerc po rozbiciu się w wyścigu F1 w Monako miał spore pretensje do producenta swoich hamulców i udzielił paru ostrych komentarzy. Jego słowa zdenerwowały firmę Brembo, która wydała już swoje oświadczenie. Włoskie media ujawniły za to, że Lewis Hamilton skutecznie wymusił skorzystanie z części innego producenta, co wkrótce zamierza zrobić sam Leclerc.

Monakijczyk ma za sobą kolejną koszmarną niedzielę na swojej ziemi. Pod koniec rywalizacji wylądował w barierze ostatniego zakrętu po utracie sterowności w SF-26 przy bardzo spacerowym tempie. Jak wynikało z natychmiastowego komunikatu radiowego i późniejszych wypowiedzi, winne w tym przypadku miało być zachowanie układu hamulcowego.  

Co istotne, taki problem po stronie tego samochodu nie jest nowością, gdyż pierwsze poważne głosy krytyki w tej sprawie pojawiły się w Montrealu i były kontynuowane w Monako, choć poza komunikatami radiowymi kierowca zachowywał względny spokój. Po wypadku był jednak tak wściekły, że osiągnęło to nowy poziom.

- Zawsze byłem bardzo szczery. Niezależnie od tego, ile błędów zrobię, to nie chcę sięgać po wymówki. Dlatego zawsze przed kamerami podchodzę do tego tak bezpośrednio. Ale dziś tego nie zrobię. Po prostu z tymi hamulcami z przodu coś było nie tak. Zahamowały o wiele mocniej, niż myślałem, a tylne w ogóle nie spowalniały bolidu. Nie miałem niczego. I właśnie z tym mamy problem od dwóch wyścigów - mówił dla Sky.

- W chłodnym Montrealu nierówna praca hamulców i bardziej wrażliwe opony sprawiły, że był to jakiś koszmar. Uwierzcie mi, uważam teraz na słowa, tylko dziś nie mam już żadnych słów. Wyglądałem jak idiota. I to jeszcze pół biedy, gdy wyglądasz jak idiota z powodu swojego błędu. W porządku, ale teraz to było na granicy niebezpieczeństwa.

Gęsta atmosfera panowała też na spotkaniu z mediami piszącymi: - Nie działały trzy z czterech hamulców. Problem wziął się z powodu neutralizacji. Jak tylko samochód bezpieczeństwa wyjechał, trzy z czterech hamulców przestały pracować. Nie mogłem ich rozgrzać i po prostu nic nie działało. Spróbowałem zrobić wiele, aby jakoś temu pomóc. Jedynym rozwiązaniem było odpuszczenie hamowania w ostatnim zakręcie, ale inaczej i tak rozbiłbym się w zakręcie nr 1. Nie ma szans, że pokonałbym okrążenie.

Na komentarze zawodnika bardzo szybko zareagowała firma Brembo i wydała komunikat. Jak na oficjalne oświadczenie, wydaje się to stanowczą odpowiedzią na tę sytuację.

- Grupa Brembo jest głęboko zaskoczona komentarzami Charlesa Leclerca po GP Monako. Partnerstwo między Brembo a Ferrari trwa od ponad 50 lat i obejmuje również inne marki Grupy, takie jak sprzęgła AP Racing i amortyzatory Ohlins, co potwierdza solidność i szeroki zakres współpracy obu zainteresowanych stron. 

- Firma nie zna obecnie przyczyny problemów, z którymi borykał się Charles Leclerc, dlatego też uważa, że jest za wcześnie na dokonywanie precyzyjnych ocen technicznych przed analizą dostępnych danych. W takich przypadkach konieczne jest przeanalizowanie telemetrii wspólnie z inżynierami zespołu, aby precyzyjnie określić przyczynę zdarzenia. 

- Brembo jest dziś punktem odniesienia w Formule 1 i znajduje swoje miejsce w każdym bolidzie dzięki swoim technologiom hamulcowym. Przez lata zespoły F1 wybierały rozwiązania Brembo, doceniając ich niezawodność, innowacyjność oraz światowej klasy osiągi. Firma będzie kontynuować inwestowanie w innowację, niezawodność i osiągi, podobnie jak współpracę ze Scuderią Ferrari oraz innymi zespołami F1.

Hamilton wymusił zmianę hamulców

Kilka godzin po wyścigu AutoRacer opublikował bardzo ciekawy artykuł, w którym ujawniono, na czym polega różnica w hamulcach używanych przez Leclerca i Hamiltona. Jak się okazuje, siedmiokrotny mistrz świata od kwalifikacji w Japonii powrócił do preferowanego przez siebie rozwiązania z przeszłości.

Chodzi o jazdę z zaciskami Brembo w połączeniu z tarczami hamulcowymi marki Carbon Industries. Jest to dobrze znany Brytyjczykowi producent, gdyż to z jego usług korzystał za czasów jazdy w Mercedesie. Wraz z przejściem do Ferrari musiał przyzwyczaić się do korzystania z innej charakterystyki tarcz, co zresztą było podnoszone parokrotnie w zeszłym roku.

Hamilton za kulisami miał jednak ciągle naciskać na zmianę i po cichu przekonał ekipę do wdrożenia modyfikacji. Jeśli więc Monakijczyk ma na myśli właśnie ten element, to zapewne podczas GP Barcelony-Katalonii sprawdzi system, który działa u jego kolegi.