George Russell z najlepszym czasem otworzył pierwszy weekend sprinterski sezonu F1 2026, potwierdzając tym samym świetną formę Mercedesa. Wcześnie wycofać się Arvin Lindblad, wyeliminowany przez awarię bolidu po przejechaniu zaledwie 6 okrążeń. Na torze działo się sporo, a zawodnicy nie uniknęli paru przygód. Do Ferrari powróciło za to słynne obrotowe skrzydło, tzw. Macarena.
FP1 w pigułce:
- sesja odbyła się w chłodnych warunkach,
- kontakt Hamiltona i Norrisa,
- awaria w samochodzie Lindblada,
- Sainz stracił połowę sesji przez problemy,
- sporo uślizgów i zblokowanych kół,
- powrót obrotowego skrzydła Ferrari,
- Russell z najlepszym czasem.
Jedyna sesja treningowa przed Grand Prix Chin rozpoczęła się w wyjątkowo chłodnych jak na F1 okolicznościach. Pomimo słonecznej aury temperatura powietrza wynosiła zaledwie 12 stopni, a nawierzchnia toru rozgrzana była do zaledwie 11 stopni.
Pierwszym wyborem opon dla większości stawki była mieszanka pośrednia. Od tej reguły wyłamali się jedynie obaj kierowcy Astona, którzy zaczęli swoje przygotowania od przejazdów na oponach oznaczonych czerwonym paskiem.
Niedogrzane opony szybko dały o sobie znać. Najpierw efektownym bączkiem popisał się Franco Colapinto, a po chwili na poboczu toru znalazł się Lewis Hamilton, którym rzuciło przed zakrętem nr 6. Siedmiokrotny mistrz miał założone obrotowe skrzydło, które domykało się w momencie utraty kontroli, ale sam zawodnik zgłosił zblokowanie hamulców.
Nie była to zresztą pierwsza przygoda Brytyjczyka, który parę chwil wcześniej wdał się w ryzykowny pojedynek z Lando Norrisem w zakręcie 16. Ta sytuacja została odnotowana przez arbitrów, aczkolwiek ci nie podjęli żadnych działań.
Z uwagi na liczne pozostałości włókna węglowego, które znalazły się na torze, kontrola wyścigu po zaledwie 10 minutach sesji ogłosiła wirtualną neutralizację, umożliwiającą porządkowym uprzątnięcie niebezpiecznych odłamków. Przygód nadal było jednak niemało, a kolejnym kierowcom zdarzało się blokować koła czy walczyć z uślizgami.
Wkrótce po VSC na torze znów pojawiła się żółta flaga. Tym razem jej sprawcą okazał się Arvin Lindblad, w którego samochodzie doszło do awarii. Debiutant zatrzymał się w okolicy nawrotu i został wyeliminowany z dalszego udziału w sesji, ponosząc ogromne straty przed weekendem w tak skompresowanym formacie.
Po szarpanym początku trening uspokoił się, a kierowcy stopniowo budowali pewność siebie i oswajali się z warunkami panującymi na torze. Na półmetku sesji autorem najlepszego okrążenia był George Russell (1:34.169), za którym znajdowali się Leclerc (+0.240) i Antonelli (+0.625). Stawkę zamykali natomiast Hulkenberg (1:39.307) i Bottas (1:39.689).
Na samym dole długo był Sainz, który jako jedyny w stawce nie przejechał żadnego okrążenia pomiarowego. Jak przekazał Williams, w samochodzie Hiszpana pojawił się bliżej nieokreślony problem z danymi, natomiast został on finalnie rozwiązany.
Wraz z upływem czasu mocno zmieniły się warunki na torze. Po 40 minutach jazd temperatura nawierzchni wzrosła dwukrotnie i sięgała już 24 stopni, co z całą pewnością nie ułatwiło zespołom zbierania miarodajnych danych.
Problemy nie opuszczały za to Franco Colapinto. Na kwadrans przed końcem sesji silnik w jego Alpine wyłączył się podczas zjazdu do alei serwisowej. Argentyńczyk początkowo zablokował szybki pas w pit lane, ale po krótkiej chwili udało mu się ponownie uruchomić auto i dojechać do swojego garażu.
Na koniec doszło jeszcze do dwóch groźnych przygód. Charles Leclerc po szybkim kółku wpadł w żwir w ostatnim zakręcie, ale zdołał opanować swoją maszynę. Z kolei Ollie Bearman stracił kontrolę na wyjściu z pierwszego ślimaka, mając Lance'a Strolla w małej odległości od siebie, nieco z tyłu, na zewnętrznej. Haas na szczęście obrócił się specyficznie i nie zgarnął Astona, lecz mogło tu dojść do przedziwnej kolizji.
Ostatecznie najszybsze okrążenie padło łupem George’a Russella (1:32.741). Znakomitą dyspozycję Mercedesa potwierdził również drugi czas Kimiego Antonellego (1:32.861), a czołową trójkę uzupełnił Lando Norris (1:33.296).
Ładowanie danych
