Lando Norris czuje duży żal po przegraniu GP Hiszpanii 2026 na Madringu. W dzisiejszym wyścigu urzędujący mistrz świata F1 nie zrobił nic złego, a utracił zwycięstwo w pechowych okolicznościach. McLaren na dodatek posypał ranę solą i sam zaliczył słaby pit stop, a sam moment ściągnięcia kierowcy budzi nadal pewne zastrzeżenia.

Brytyjczyk był ewidentnie najszybszym kierowcą niedzielnej rywalizacji w Madrycie, lecz w niefortunny sposób stracił swoje prowadzenie. Po awarii Lance'a Strolla cała stawka, właśnie z wyjątkiem Norrisa, dostała szansę zmienienia opon pod VSC. Były to zwykle jedyne pit stopy tych zawodników, a na słabo zaprojektowanej nitce Lando nie miał szans na odrabianie strat w starciach koło w koło.

- To zależy, co masz na myśli przez to, że zwycięstwo uciekło - mówił Norris na konferencji. - Nie zrobiliśmy niczego, aby przegrać. Mieliśmy jedynie gigantycznego pecha. Tylko ja z całej stawki nie dostałem szansy na pit stop. To pechowe. I wiem, że zdarzało się wielokrotnie, sam pewnie na tym korzystałem, bo takie jest ściganie. Ale nie dotyczyło to walki o zwycięstwo.

- To frustrujące, szczególnie po takiej jeździe jak wczoraj i dziś na początku. Miałem takie tempo przez cały wyścig. Czuję, że zasłużyłem na więcej, lecz inni także pojechali dobrze i należy im pogratulować. 

McLaren mógł to przewidzieć?

Stajni z Woking po tym wyścigu można próbować zarzucać chyba przede wszystkim to, że wirtualna neutralizacja po zatrzymaniu Astona wydawała się bardzo prawdopodobna. W teorii więc zespół mógł zaryzykować i liczyć, że już na samym wjeździe kontrola wyścigu podejmie stosowną decyzję.

Norris nie był fanem takiego podejścia, gdy zapytano go, czy sam miał taką zagrywkę w głowie.

- A skąd miałem to wiedzieć? Najpierw i tak muszę porozmawiać z pitwall. Ja jedynie prowadzę i nie wiem tych rzeczy. Rozmawiam z zespołem i patrzę, co się dzieje. Ani to ich wina, ani moja. Tak po prostu. To pech.

- Musiałem zjechać na kolejnym kółku, bo to była jedyna szansa. Nadal traciliśmy czas, lecz przynajmniej minimalizowaliśmy go, jako że inni mieli zimne opony. Pośrednie niszczyły się tu, a twarde były fantastyczne. Mieliśmy pecha. Tempo było bardzo mocne i odrobiliśmy jakieś 13-14 sekund. Jest dużo pozytywów, a tylko jeden element to psuje. 

Co ciekawe, Andrea Stella potwierdził, że wpadnięcie do alei w ciemno mogłoby wypalić. Zaznaczał zaś, że łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić.

- Patrząc po fakcie, byłby to dobry pomysł. Nie wiem. Musimy ocenić, czy VSC był oczywisty. Problem jest tylko taki, że tutaj trzeba zachować wielką ostrożność. Strata wynosi 27 sekund. Jeżeli nie dostaniesz neutralizacji, to skutek jest bardzo bolesny. Mówimy o zjeździe na prowadzeniu, a tak możesz oddać zwycięstwo. Dobrą zasadą jest więc reagować na prawdziwe warunki na torze. Ale na pewno się temu przyjrzymy - opowiadał szef McLarena.

Włoch wskazał także, jak paradoksalny był cały ten zbieg okoliczności, którego uniknąć pozwoliłoby np. trochę słabsze tempo Norrisa. Przeciągnięcie pit stopu miało natomiast nie wydawać się skuteczne.

- Chciałbym przytoczyć, co powiedział Lando na okrążeniu zjazdowym. Stwierdził, że byliśmy zbyt szybcy, bo mieliśmy te kilka sekund przewagi nad pozycją, z której wygralibyśmy ten wyścig. To pewien paradoks, choć oczywiście i bardzo dobra wiadomość na kolejne rundy.

- Rozważaliśmy pozostanie na torze po VSC, ale braliśmy pod uwagę, że nasze pośrednie opony były trochę zużyte, a kierowcy z tyłu mieli jechać już na nowych. W takiej sytuacji nigdy nie zbudujesz przewagi do zjazdu nieco później. Musieliśmy zaakceptować, że należało to zrobić. Wyszło niesamowicie niefortunnie. Czasem mówimy o pechu, choć moim zdaniem używa się tego zbyt wiele razy. Ten przypadek to wręcz matematyczna definicja pecha. 

- Jest też kwestia naszego działania operacyjnego. Zostawiam to na koniec, bo i tak nie zrobiłoby to różnicy. Lando wyjechałby za Russellem, plus nie miałby szans na wyprzedzenie Verstappena i Antonellego. Przyjmujemy, że jest sporo pracy po stronie operacyjnej. To nie jest pierwszy raz, gdy zaliczamy wolny pit stop. Po prostu tutaj to nie zrobiłoby różnicy. 

Zmiany i rola FIA

Pytany, czy dyrektor wyścigu powinien wziąć pod uwagę szerszy kontekst i nie zostawiać tak jednego kierowcy, Stella odparł: - Zwykle w takich sytuacjach można to przeanalizować, ale to nie jest rola dyrektora. On powinien aplikować wytyczne i przepisy w trakcie wyścigu, którym zarządza.

- Gdy pojawia się taki incydent, dyrektor patrzy, kiedy należy rozpocząć procedurę i kiedy ją zakończyć. Nie uważam, że zerka na to, co dzieje się w wyścigu. To mocno odciągałoby jego uwagę. My nie będziemy komentować pracy kontroli wyścigu. Zrobili dobrą robotę, patrząc na to, co się działo. Być może F1 powinna spojrzeć na to szerzej, czy nie wprowadzić czegoś, co byłoby bardziej uczciwe. Ale to nie są zadania dyrektora.

- Sam nie mam pojęcia. Czy powinniśmy dawać wystarczająco czasu, aby każdy skorzystał z warunków na torze, z VSC np. przez jedno pełne okrążenie? Czy zostawiasz to i czasem masz szczęście, czasem nie. Nie jestem pewny. To dobry moment, aby o tym porozmawiać na komitecie sportowym. 

Norris bardziej wprost domagał się zmiany podejścia i przypomniał, że zawodnicy stanęliby po jego stronie.

- Różni kierowcy wspominali już wielokrotnie. Zawsze są plusy i minusy. To trudna decyzja, a ja sam dzięki temu zyskiwałem oraz traciłem. Patrząc na cały sezon, trudno powiedzieć, czy to dobre, czy złe, a pewnie i tak się wyrównuje. Teraz tylko boli bardziej, bo straciłem zwycięstwo. 

- Mówiliśmy wielokrotnie, że to powinno trwać przynajmniej jedno okrążenie, aby każdy dostał szansę. Można zablokować aleję i pozwalać tylko w przypadku przebitej opony czy innych takich. Jest kilka rzeczy, dzięki którym to może być i prostsze, i uczciwsze. Myślę, że wszyscy, jako grupa, chcielibyśmy tego, lecz to szersza sprawa, w której wiele zależy, czy pada, czy jest VSC, a ty przykładowo masz slicki...

- Uważam jednak, że każdy chce, aby to było uczciwe. Dziś to ja narzekam, a za tydzień mogę na tym zyskać i wygrać. Muszę wziąć to na klatę, ale mam nadzieję, że nie przydarzy się to nikomu innemu. Nie tak powinno się tracić zwycięstwa.