Lando Norris po wygranych kwalifikacjach F1 do wyścigu w Holandii wskazał główny mankament tegorocznego bolidu McLarena. Charakterystyka toru Zandvoort znacząco uwidacznia słaby punkt jego samochodu, który nie radzi sobie zbyt dobrze z pokonywaniem wolnych zakrętów.  

Urzędujący mistrz świata kontynuuje swoją dobrą serię, którą zapoczątkował na Węgrzech. Tym razem, podobnie jak na Hungaroringu, również ustawi się do niedzielnej rywalizacji na pierwszym polu startowym.  

Brytyjczyk podczas dzisiejszych aktywności medialnych zwrócił uwagę na fakt, że mimo takiego wyniku jest to dla niego bardzo trudny weekend. Dzieje się tak za sprawą specyfiki lokalnego obiektu, która nie współgra z MCL40. 

- W Budapeszcie wiedzieliśmy, że jesteśmy bardzo dobrzy w szybkich zakrętach i zarazem całkiem słabi w wolnych, ale i tak udało nam się tam wygrać. Tutaj jest o wiele więcej bardzo wolnych zakrętów, a co za tym idzie, mamy więcej problemów. Nie jest to dla nas żadne zaskoczenie. Dokładnie tego się tutaj spodziewaliśmy.  

Stajnia z Woking na Węgrzech wprowadziła kilka istotnych zmian w samochodzie, a na ten weekend postanowiono wdrożyć do użytku kolejne usprawnienia. To jednak nie wyeliminowało najsłabszej strony.

- Ulepszenia zadziałały tak, jak powinny, więc jestem bardzo zadowolony. Udało nam się dokonać pewnego postępu, natomiast w niektórych sekcjach nie jesteśmy wystarczająco szybcy. Przez cały weekend mamy problemy z pokonywaniem zakrętów z niską prędkością i wydaje mi się, że to największa słabość naszego samochodu na ten moment. Gdybyśmy mieli dziś rywalizować w Monako, to czuję, że mój wynik byłby tak samo zły jak w czerwcu.

- Uważam, że poczyniliśmy wyraźne postępy, zwłaszcza w obszarach o średniej i dużej prędkości, dlatego jesteśmy tu szybcy. Z tego też powodu byliśmy tak konkurencyjni na Węgrzech. Oczywiście na Hungaroringu nie byliśmy najszybsi w każdym miejscu. W tych wolniejszych sekcjach wciąż byliśmy gorsi od Ferrari i niewiele gorsi od Mercedesa.

W sobotę trudności McLarena dało się wyłapać przede wszystkim w procesyjnym sprincie. To tam Norris był jednym z niewielu zawodników, jacy dali się złapać jakiemuś rywalowi. W walce na jednym okrążeniu wyglądało to dużo lepiej.

Dopytany o to, czy jego zespół dokonał po sprincie jakichś ważnych zmian, 26-latek odpowiedział: - Nie zmieniliśmy zbyt dużo. Szczerze mówiąc, nie było wielu rzeczy, które mogliśmy poprawić. Ważne jest dla nas to, że ponownie udało się wykorzystać potencjał tego samochodu. Próbowaliśmy wprowadzić pewne modyfikacje, które miały nam pomóc z naszymi mankamentami. Wydaje się, że miało to swoje pozytywne odbicie na stoperze, aczkolwiek zachowanie auta w wolnych zakrętach się znacząco nie poprawiło. Nasze największe straty cały czas dotyczyły tych samych zakrętów co dziś rano. 

- Nowe opony i mała ilość paliwa zdają się maskować sporo naszych problemów. Kwalifikacje w moim wykonaniu były solidne. Połączyłem w całość kilka odpowiednich elementów. Wycisnąłem z kluczowego okrążenia zdecydowanie więcej niż w piątek. Nadal nie było to idealne okrążenie, ale jestem zadowolony z mojej jazdy. Kiedy mam odpowiednie wyczucie zachowania auta, to wówczas mogę jechać na takim poziomie i walczyć o pole position.

Pytany, czy w związku z tym, że po rozczarowującym sprincie nie dało się zdziałać cudów, ma obawy względem tempa wyścigowego, Norris stwierdził, że tak.

- No jasne. Te rzeczy nie zostały zmienione, a nasz bolid ciągle jest taki sam. Na pewno jest najlepszy w szybkich sekcjach, tu nie mam wątpliwości... ewentualnie to ja mam największe jaja! Tu jest bardzo mocny, ale w wolnych zakrętach mamy zbyt wiele problemów, aby czuć się pewnie. Na pewno zrobiliśmy jakiś progres, natomiast jutro będzie raczej trudniej.