Po sobotnich kwalifikacjach F1 do Grand Prix Austrii Red Bull potwierdził przyczynę wypadku Maxa Verstappena w finałowym segmencie czasówki. Jak się okazuje, źródłem problemu było zachowanie tylnego skrzydła, które w odpowiednim momencie nie zadziałało tak, jak powinno.
Sesja kwalifikacyjna na domowym torze Czerwonych Byków nie przebiegła bez zakłóceń, a sprawcą dużego zamieszania został Max Verstappen. Holender podczas finałowej próby w Q3 stracił panowanie nad tyłem samochodu w ostatniej fazie okrążenia, co następnie doprowadziło do wypadnięcia z toru i uszkodzenia auta.
Pierwotnie ta sytuacja wyglądała na błąd kierowcy, który zbyt mocno naciskał i dopuścił się dość kosztownego błędu. Z czasem okazało się jednak, że przyczyna jest zupełnie inna i ma podłoże techniczne. Problemu dopatrzono się w tylnym skrzydle, które nie zamknęło się w odpowiedni sposób. Red Bull co prawda nie napisał tego wprost, lecz jasne jest, co chce przekazać.
- Max miał świetny pierwszy przejazd w Q3, a podczas drugiego był bardzo szybki, dopóki nie utracił kontroli w T9. Dynamika tego incydentu była dość nietypowa. Tylne skrzydło straciło osiągi aerodynamiczne i nie dało Maxowi szansy na uratowanie się. Jako zespół bierzemy za to pełną odpowiedzialność i chcemy go przeprosić - powiedział Laurent Mekies, szef ekipy.
Swoim komentarzem podzielił się też sam kierowca: - Już w zakręcie numer 6 miałem bardzo dziwny uślizg na wejściu, a to w zasadzie najszybszy łuk. Następnie wpadłem w zakręt numer 9 i jak tylko skręciłem, to od razu wiedziałem, że jest po mnie.
- Miałem wrażenie, jakby zabrakło mi docisku lub doszło do nadsterowności. Nawet nie zmieniłem niczego w aucie. Pewne rzeczy robi się na granicy, próbujesz naciskać trochę mocniej, ale nie w głupi sposób. A tu od razu po rozpoczęciu skręcania bolid po prostu mi uciekł.
- Normalnie można złapać uślizg i nadsterowność, ale ten incydent był taki, że zwyczajnie nie dało się odzyskać kontroli.
Gdy tylko ta informacja została podana publicznie, F1 wrzuciła na swoje media społecznościowe filmik z wypadku, ukazując nową perspektywę i wspomniany przez zespół element. Na krótkim materiale trudno dopatrzyć się bardzo wyraźnego otwarcia, co może wskazywać, że usterka była teoretycznie niewielka, ale niestety dość opłakana w skutkach dla samego zawodnika.
Ciekawym komentarzem w odniesieniu do tego nagrania podzielił się Patryk Sokołowski na portalu X. Były pracownik Ferrari i McLarena ujawnił interesujące szczegóły pracy takich elementów.
- Jeśli z powodu spadku ciśnienia w układzie pneumatycznym zamknięcie skrzydła trwa powyżej 0,3 sekundy, np. 0,5 sekundy, to sprawia, że skrzydło, podłoga i dyfuzor mają znacznie wydłużony czas odzyskiwania docisku aero. Zwykle powyżej 0,3 sekundy uznaje się, że jest to niebezpieczne dla balansu aero.
Na ten moment nie wiadomo jeszcze, czy bolid RB22 prowadzony przez Maxa doczeka się wystawienia do wyścigu w najnowszej specyfikacji. Jak wiadomo, Red Bull przywiózł do Austrii spory pakiet poprawek, aczkolwiek tajemniczą kwestią jest liczba zapasowych części. Tuż po incydencie obecni na miejscu dziennikarze sfotografowali, jak mechanicy ekipy przewożą do garażu zapasowe podwozie.

