Laurent Mekies skomentował decyzję z początku dzisiejszego wyścigu F1 w Hiszpanii, gdy Max Verstappen na polecenie zespołu musiał i Kimiego Antonellego, i Lewisa Hamiltona. Francuz przyznał, że Red Bull znalazł się w trudnym położeniu, a ewentualna kara mogłaby mocno skomplikować dalszy przebieg zmagań.
Max Verstappen w ostatnim czasie coraz lepiej dogaduje się ze swoim samochodem, co potwierdzają regularne wizyty na podium. Zmagania w Madrycie były kolejnym bardzo udanym weekendem dla Red Bulla, a przed startem można było odnieść wrażenie, że dzięki wyborowi miękkiej mieszanki Holender rzuci rękawicę rywalom znajdującym się przed nim.
Sytuację skomplikował atomowy start Lewisa Hamiltona, który zmusił czterokrotnego mistrza świata do ścięcia zakrętu. 28-latek musiał ratować się wyjechaniem na pobocze, ale w ten sposób nieprzepisowo objechał Brytyjczyka. Chwilę później wyprzedził też Kimiego Antonellego.
Wkrótce jednak otrzymał polecenie przepuszczenia kierowcy Ferrari, na czym skorzystał również lider mistrzostw. Verstappen był naturalnie wściekły i kompletnie nie rozumiał decyzji zespołu, choć ostatecznie się do niej zastosował. Choć wydawało się, że bez zwolnienia na kilka sekund byłby dużo bliżej zwycięstwa, to sam Max widzi to inaczej. Jego zdaniem, jeśli nie opuściłby toru, wyścig mógłby zakończyć już w pierwszych zakrętach.
- Gdybym na starcie został na torze, doszłoby do kontaktu i uszkodzeń, więc wtedy zwycięstwo również nie wchodziłoby w grę. To naprawdę takie proste - mówił Verstappen.
- W pierwszym zakręcie pojechałem swoim torem, ale Lewis zaatakował dwóch kierowców przede mną i mocno dobił podłogą o tarkę. Przez to wyskoczył z powrotem na tor i właśnie dlatego musiałem wyjechać poza jego granice.
- Jeżeli zostałbym tam, na pewno doszłoby do kontaktu. Wtedy mój wyścig mógłby się potencjalnie skończyć już w drugim zakręcie. Dlatego, biorąc pod uwagę to, gdzie ostatecznie się znaleźliśmy, jestem zadowolony z tego wyniku.
Inaczej do całej sytuacji odniósł się Laurent Mekies, który przyznał, że w tamtym momencie najważniejsze było podjęcie decyzji dającej szansę na osiągnięcie jak najlepszego rezultatu, mimo niezadowolenia kierowcy.
- Jeśli chodzi o pytanie, czy mogliśmy wygrać ten wyścig, to nie. Nie sądzę, żeby było to możliwe. Po pierwsze dlatego, że oni byli szybsi. Po drugie, choć w tamtym momencie była to bolesna i trudna decyzja, uważam, że ludzie na pit wall wykonali bardzo dobrą pracę. Przeanalizowali sytuację tak chłodno, jak tylko mogli, i szybko podjęli zdecydowaną decyzję.
- Bardzo trudno byłoby uznać, że mogliśmy uniknąć kary, choć oczywiście znalezienie się w takiej sytuacji jest frustrujące. Naprawdę trudno byłoby tego uniknąć. A kiedy już dostajesz karę pięciu albo dziesięciu sekund, może ona wpłynąć na twój wyścig na wiele różnych sposobów. Z pewnością nie stawia cię to w lepszej sytuacji niż P2.
Mekies trochę wcześniej, przed kamerami F1TV, podkreślił jeszcze, że spodziewał się ostrego komunikatu Verstappena, a ponadto wiedział, że interwencja sędziów będzie oznaczała większe konsekwencje.
- Oczywiście nie oczekiwaliśmy w tamtym momencie, że Max będzie nam przesyłał podziękowania przez radio, ale uznaliśmy, że lepiej ponieść konsekwencje od razu i później spróbować odrobić straty, co Max, jak zawsze, zrobił znakomicie. To lepsze od czekania i ryzykowania poważniejszą karą, która mogłaby nas później kosztować jeszcze więcej.
- Decyzją sędziów nigdy nie jest nakaz oddania pozycji. W takim przypadku po prostu dostalibyśmy karę pięciu albo dziesięciu sekund. To zależy od ich uznania.

