Carlos Sainz wytłumaczył, jak doszło do zaskakującej kraksy z Alexem Albonem podczas wczorajszego wyścigu F1 w Holandii. Dwa Williamsy zderzyły się w sytuacji, w której po prostu nie powinno być żadnego kontaktu.
Sainz nie może zaliczyć ostatnich wyścigów do udanych. Podczas zmagań na Hungaroringu Hiszpan przeszkodził walczącemu o zwycięstwo Oscarowi Piastriemu, doprowadzając do kolizji, a na Zandvoort ponownie nie wykazał się należytą rozwagą. Tym razem poszkodowanym okazał się jego zespołowy partner.
Kierowcy Williamsa nie liczyli się w walce o punkty, lecz ich starcie doprowadziło do wycofania się Albona z wyścigu oraz nałożenia 10 sekund kary na Sainza. Krytykowany w ostatnim czasie za swoje wypowiedzi zawodnik tym razem przyznał się do winy, choć przedstawił też powody popełnienia błędu.
- Tak, kara była jak najbardziej sprawiedliwa. Trochę mnie to jednak zaskoczyło. Kiedy próbowałem się bronić, jechałem na mocno zużytych twardych oponach i bardzo męczyłem się zarówno z samochodem, jak i z tempem wyścigowym. Hamowałem po wewnętrznej do pierwszego zakrętu, a na tej części toru znajduje się spora nierówność. Im bardziej zjeżdża się do wewnętrznej, tym jest ona większa. Deska pod podłogą uderzyła w nią, przez co przednie koła na moment oderwały się od nawierzchni. Kiedy tylko nacisnąłem hamulec, natychmiast zblokowałem koła.
- Niestety w konsekwencji uderzyłem w Alexa, a to był najgorszy możliwy finał szczególnie że nie walczyliśmy tam o jakieś szczególnie ważne pozycje. Szczerze mówiąc, kompletnie mnie to zaskoczyło. Mogę go tylko przeprosić, bo naprawdę nie chciałem, żeby tak się to skończyło.
Albon nie miał większych pretensji do kolegi i przyznał, że znacznie bardziej irytuje go przebieg całego wyścigu. Jego zdaniem Williams miał bowiem szansę wywalczyć tego dnia zdecydowanie więcej.
- To nie był incydent na miarę Verstappena i Ricciardo w Baku. Myślę, że było to zdecydowanie mniej poważne, więc takie rzeczy po prostu się zdarzają.
- Na tym etapie wyścigu miałem prawdopodobnie lepsze opony od niego. Odpowiedzialność za ten incydent spoczywa po jego stronie. Widziałem, że zblokował koła, więc od razu próbowałem utrzymać prostą linię jazdy, ale mimo tego doszło między nami do kontaktu. Moja podłoga została dość poważnie uszkodzona, dlatego musieliśmy zjechać do boksu.
- Tak naprawdę bardziej frustruje mnie przebieg całego wyścigu, ponieważ uważam, że byliśmy w dobrym położeniu. Przez większość dystansu jechaliśmy przed Fernando. Być może nie mieliśmy tempa, aby bezpośrednio z nim rywalizować, ale wydaje mi się, że zjechaliśmy zbyt wcześnie.
Do zajścia odniósł się również James Vowles, który zrzucił część winy na zespół. Najistotniejszą informacją, jaka płynie z wypowiedzi Brytyjczyka, jest fakt, że na poprawę tempa Williamsa trzeba będzie jeszcze poczekać.
- Gdy doszło do kontaktu między naszymi samochodami, to my postawiliśmy Carlosa w trudnej sytuacji, ponieważ jechał na bardzo zużytych oponach. Dla nas nie ma znaczenia, czy walczymy o czternaste miejsce, czy o punkty. Chcemy podchodzić do rywalizacji z takim samym poziomem determinacji i zaangażowania.
- Brakuje nam tempa. Musimy jak najszybciej i jak najskuteczniej poprawić osiągi samochodu, ale na efekty będziemy musieli poczekać jeszcze kilka wyścigów.

