Poznaliśmy już werdykty sędziów F1, którzy ocenili dziś starcia Lewisa Hamiltona z Georgem Russellem oraz Charlesa Leclerca z Oscarem Piastrim. Tylko siedmiokrotny mistrz świata został ukarany.

Początek rywalizacji na Spa-Francorchamps przyniósł kontakt dwóch Brytyjczyków, którzy 1,5 roku temu byli jeszcze kolegami w Mercedesie. Było to drobne i nieco przypadkowe starcie, na które wpływ miała i niska przyczepność na początku zmagań, i słaba bateria w bolidzie nr 63.

Russell na prostej Kemmel poniósł spore straty, a w sekcji Les Combes walczył z Hamiltonem. Zawodnik Ferrari delikatnie stracił przyczepność przedniej osi w środku prawego zakrętu, a jego tor jazdy trochę się poszerzał. Dodatkowo Lewis wykonał mocną korektę, a wszystko skończyło się kontaktem i wystrzeleniem George'a w żwir.

Sędziowie szybko stwierdzili, że za ten incydent nie należy się bazowe +10 sekund, a jedynie +5. To łagodniejsze potraktowanie Hamiltona, na co wpływ miało kilka czynników.

- Arbitrzy wzięli pod uwagę wiele okoliczności łagodzących. Hamilton miał świadomość obecności Russella i chciał zostawić mu przestrzeń oraz wyraźnie spróbował uniknąć kontaktu. Do kolizji doszło z uwagi na utratę przyczepności przedniej osi, a nie agresywny czy celowy ruch. Dodatkowo stało się to na pierwszym okrążeniu, podczas którego była gorsza przyczepność, a stawka jechała blisko siebie. Chociaż Hamilton był w pełni odpowiedzialny za doprowadzenie do kontaktu, to sędziowie uznali karę doliczenia pięciu, a nie dziesięciu sekund, za właściwą.

Winowajca nie dostał żadnych punktów karnych. W tym sezonie przyznaje się je tylko za wyjątkowo głupie i nieodpowiedzialne zachowania, a zwykły wyścigowy kontakt nie spełnia takiej definicji. 

Cały czas czekamy za to na ocenę niebezpiecznej sytuacji w pit lane. Posiedzenie rozpoczęło się o godzinie 16:45.

Leclerc vs Piastri

Drugą analizowaną w trakcie wyścigu sprawą był kontakt Charlesa Leclerca i Oscara Piastriego na końcu prostej Kemmel. Monakijczyk dojeżdżał do lewej strony w strefie hamowania i delikatnie trącił rywala. Z bolidów posypały się części, a incydent nie wyglądał na łatwy w ocenie. Z jednej strony obaj uczestnicy po prostu trzymali się swojego toru jazdy, a z drugiej Leclerc postąpił przynajmniej trochę ostro.

Zdaniem sędziów nie zachował się jednak na tyle źle, aby go karać. Zdecydowało to, że ruch nie miał oznak celowości. Poza tym Piastri nie był wystarczająco z przodu, aby uzyskać tzw. prawo do przestrzeni i priorytet przy ocenie, a w uzasadnieniu napisano nawet, że nie miał szans ukończyć manewru.

- Arbitrzy stwierdzili, że Leclerc nie trącił Piastriego celowo poza krawędź toru. Leclerc podążał po linii wyścigowej, a następnie otworzył sobie wejście w zakręt nr 5, co poskutkowało kontaktem pomiędzy samochodami. Sędziowie postanowili więc nie podejmować żadnych działań.