Po wyścigu F1 w Chinach pojawiło się kilka informacji o tym, że FIA może mieć pewne podejrzenia co do pit stopów Ferrari, które w sezonie 2025 są zaskakująco szybkie. Przed GP Japonii okazało się, że Scuderia musiała przejść dodatkową kontrolę, którą zaliczyła.

Od paru lat po każdej rundzie mistrzostw świata FIA wybiera jakiś samochód z top 10 wyścigu do bardziej szczegółowej kontroli technicznej. Informacje o niej dostajemy dopiero przy okazji kolejnego Grand Prix, kiedy w specjalnym dokumencie ujawniane jest, kto i co było kontrolowane.

Po GP Chin pod lupę Federacji trafiło wyposażenie, które służy do wykonywania pit stopów. Co ciekawe, przyjrzano się samochodom nr 16 i 44, a więc obu bolidom Ferrari. 

W czasie dodatkowej inspekcji nie znaleziono żadnych nieprawidłowości. Zastanawiać może jedynie fakt, że wybór bolidów jak zwykle określono mianem losowego. O ile z reguły nie wzbudza to żadnych podejrzeń, o tyle plotki sprzed dwóch tygodni sugerują, że mogło być to celowe działanie. 

Świadczą o tym przede wszystkim wypowiedzi Bernie Collins ze Sky, która w przeszłości odpowiadała za strategię w Astonie Martinie. Collins była najprawdopodobniej pierwszą osobą, która przy okazji dzielenia się swoim nietypowym spostrzeżeniem zaczęła mówić o pit stopach Ferrari.

- Zauważyłam jedną rzecz i nie do końca ją rozumiem - mówiła w Chinach. - Na drodze spod podium do padoku stał bolid Ferrari, ustawiony jak do pit stopów. Obok stali mechanicy, zupełnie tak, jak gdyby na oczach faceta z FIA sprawdzali swoje wyposażenie. Nie wiem, czy musieli pokazać, że system jest regulaminowy, czy może jest tam jakiś znak zapytania. Oczywiście jeszcze niczego nie usłyszeliśmy, więc nie wiem, czy coś z tego będzie. Jednakże nigdy nie widziałam, aby po wyścigu samochód był ustawiony w pozycji do wykonywania pit stopów, a wokół znajdowały się i cztery pistolety, i czterech mechaników. Moim zdaniem sprawdzali, czy po włączeniu pistoletu światło zapala się w odpowiednim momencie. 

Fakt odbycia dodatkowej kontroli potwierdza, że obserwacje Collins były słuszne, bowiem jakieś podejrzenia naprawdę istniały. Być może wzięły się z tego, iż stajnia z Maranello zgotowała swoim kibicom nie tylko same negatywne niespodzianki, ale też jakąś pozytywną. Jest nią miano tego zespołu, który obecnie może pochwalić się najszybszymi pit stopami w Formule 1. Włosi mieli najlepsze zmiany i w Australii, i w Chinach. Imponujący jest tu szczególnie postój z Szanghaju, który potrwał tylko 2,05 sekundy. 

Wydaje się, że to właśnie tak dobra postawa w tym obszarze przykuła uwagę kontrolerów, choć sama FIA nie potwierdziła niczego takiego (poza faktem dokonania zaawansowanej kontroli). Zamiast tego pojawiły się doniesienia portalu The Race, który informował w czwartek, że Federacja zrobiła kolejny krok w walce z potencjalnie niebezpieczną automatyzacją pit stopów. 

Obecnie kilka etapów zmiany kół wymaga manualnego przesłania sygnału, który potwierdza zakończenie danego zadania. Choć wszystko dzieje się błyskawicznie, to nie jest automatyczne i nie może polegać na antycypacji wykonania czynności. Wymaga to jeszcze lepszej synchronizacji i perfekcji w ruchach mechaników. Nie jest zresztą tajemnicą, że im więcej pojedynczych działań musi zaliczyć ekipa w trakcie zmiany kół, tym cały proces staje się minimalnie wolniejszy. Możliwe więc, że Ferrari po prostu trafiło pod lupę ze względu na swój progres. 

Ponieważ i w sprzęcie, i podczas analiz próbnych pit stopów z GP Chin, i również tych właściwych z samego wyścigu nie znaleziono niczego problematycznego, to sprawa jest w tej chwili zamknięta.