Max Verstappen i Isack Hadjar nie uniknęli błędów we wczorajszym wyścigu F1 w Miami. Holender zdołał uratować swoją niedzielę i zgarnąć 5. miejsce, a jego kolega zapłacił wyższą cenę, kończąc rywalizację na bandzie.
Red Bull ma za sobą słodko-gorzki weekend na Florydzie. Z jednej strony poprawiony model RB22 daje nadzieję na to, że sezon 2026 nie został jeszcze stracony i możliwe będzie nawiązywanie walki z czołówką, ale z drugiej wynik ponownie jest daleki od ideału.
Odpowiedzialność za to ponoszą kierowcy, którzy nie popisali się na otwarcie rywalizacji. Jako pierwszy pomylił się Verstappen, obracając auto już w drugim zakręcie. Czterokrotnemu mistrzowi udało się jednak pojechać tak, aby nie musieć przepuszczać całego peletonu.
- Było dość chaotycznie. Straciłem tył na wejściu w zakręt nr 2. Spróbowałem zminimalizować utracony czas poprzez wykręcenie bączka. Myślałem, że się rozbiję, więc po prostu wcisnąłem gaz w podłogę i wyszło mi z tego 360 stopni. Jeżeli w F1 będzie mi szło słabo, to mogę zawsze przerzucić się na rajdy! - mówił Verstappen.
- Nie sądzę [że Leclerc się do tego przyczynił]. Po prostu naciskaliśmy na dojeździe do zakrętu, lecz straciłem kontrolę. Tył zaczął się ślizgać, a gdy to się dzieje przy dużym zapasie paliwa, to trudno złapać bolid.
- Po tym incydencie tempo na pośredniej mieszance nie było złe, ale jak tylko założyliśmy twarde opony, to zrobiło się trudniej. Łatwo mówić to po wyścigu, oczywiście, lecz ten drugi stint był trochę za długi.
Isack Hadjar, który już po kilku okrążeniach roztrzaskał swoje auto, był naturalnie w dużo gorszym nastroju. Francuz wziął winę na siebie i wskazywał na koncentrację, szczególnie że pierwsze uderzenie w bandę kompletnie go zaskoczyło.
- Przez cały weekend trzymałem auto pod kontrolą, ale cóż, popełniłem błąd. Na tych pierwszych okrążeniach czułem się świetnie, szczerze mówiąc. Bardzo łatwo wyprzedzałem. Wystartowałem z pit lane i w ciągu tych trzech kółek wręcz fruwałem. Tempo było bardzo dobre i wyczucie też było odpowiednie. To trudna sytuacja. Rozwalenie bolidu strasznie mnie wkurza, a jednocześnie to spore rozczarowanie, patrząc na to, jaki bolid miałem dziś do dyspozycji. I sam to spieprzyłem.
- Nawet nie pamiętam tego wypadku. To działo się szybko. Nagle poczułem mocne uderzenie, którego się nie spodziewałem. Wtedy bolid był już uszkodzony. Poleciałem na ścianę i nie mogłem się zatrzymać. To tylko pokazuje, że trzeba utrzymywać koncentrację. Ja jej nie miałem.
- Cieszy nas to, że auto ma lepsze osiągi. Wejście do Q3 to nie jest już taka męczarnia jak na początku. Musimy skupić się na pozytywach i czekać na Kanadę. W tej chwili natomiast nie mogę usiedzieć na miejscu i bardzo chciałbym jechać. Miałem dobry start, a teraz przede mną trzy tygodnie czekania.

