Max Verstappen po zakończeniu wyścigu F1 w Wielkiej Brytanii udzielił kilku gorzkich wypowiedzi o swojej ekipie, która ponownie go zawiodła. W tle przewijają się kolejne spekulacje na temat przyszłości i głośnej klauzuli zawartej w jego kontrakcie. Holendrzy donoszą nawet, że Verstappen może po prostu mieć dość Red Bulla, bo czuje się niesłuchany.

Zaledwie kilka dni temu głównym wątkiem wokół Czerwonych Byków było świetne działanie nowego pakietu w Austrii. Teraz Holender ma za sobą bardzo trudny weekend, pełen narzekania na bolid, a do tego zakończony drugą kraksą w ciągu ośmiu dni.

Znany holenderski dziennikarz, Erik van Haren, szybko przekazał, że powodem dzisiejszego wypadku znów miało być tylne skrzydło, które podobnie jak w Austrii nie domknęło się odpowiednio szybko. Tym samym zawodnik stracił sporo docisku w szybkim zakręcie i wypadł z toru. Te doniesienia potwierdził również sam kierowca.

To właśnie niedzielna rywalizacja przelała czarę goryczy. Max wydawał się grzmieć na swój zespół wyjątkowo mocno, wprost podkreślając niebezpieczną sytuację. Tak samo wyglądało to przy dziennikarzach prasowych.

- To była identyczna akcja jak w Austrii - powiedział Verstappen. - Powiedzmy, że była to nieco inna usterka, ale efekt jest ten sam. Ponownie podczas wchodzenia w zakręt tylne skrzydło nie domknęło się w pełni. Wskutek tego traci się sporo siły docisku i po prostu ląduje się poza torem. 

- Takie sytuacje są niezwykle niebezpieczne, bo można naprawdę wyrządzić sobie krzywdę, a mnie spotkało to już dwukrotnie. Miałem szczęście w Austrii i miałem szczęście tutaj, lecz mam już tego serdecznie dość. 

- Nawet gdybym ukończył na podium, to okej, tylko byłoby to kompletnie niezasłużone podium. Na twardych oponach byliśmy bardzo wolni. Nie wiem, jak utrzymałem George'a i Lewisa za sobą tak długo. Przez cały weekend miałem fatalny balans, a w porównaniu do drugiego auta brakowało mi prędkości na prostych. W wyścigu było tak samo, co zresztą przewidywałem.

- Musiałbym bardzo mocno praktykować techniki zen, abym był teraz optymistą. No przepraszam, ale tak to wygląda. Potrzebuję paru dni, aby się zresetować. 

Bardzo mocne słowa padły też w rozmowie z holenderskim Viaplay. Gdy zapytano go, czy to już czas na poważną rozmowę z szefostwem, odparł: - Szczerze mówiąc, przez jakiś czas nie chcę mieć z tym nic wspólnego. 

Red Bull zignorował sugestie Maxa 

Zdenerwowanie Verstappena najprawdopodobniej nie bierze się tylko z tego, jak zakończył się wyścig. Po sobotniej czasówce czterokrotny mistrz świata czuł się w aucie tak słabo, że zaproponował naruszenie zasad parku zamkniętego i wykorzystanie opcji na darmową wymianę silnika. Finalnie nic takiego się nie stało, a zapytany dziś przez Viaplay, dlaczego do tego nie doszło, odparł: - Nie wiem, musisz zapytać zespół. 

- Wolałbym zacząć wyścig z alei serwisowej. Wyścig był dokładnie taki, jak się spodziewałem. Nawet mówiłem w garażu, że w niedzielę będzie tak samo jak w kwalifiakcjach. I faktycznie tak było - tłumaczył.

Prawdopodobnie jednak niezadowolenie ze zignorowania sugestii sięga jeszcze głębiej. Erik van Haren zdradził dziś również, że Verstappen zaczął czuć się niesłuchany przez własny zespół. Fakt, że akurat ten dziennikarz przytacza to w takim momencie, na pewno nie jest bez znaczenia. 

- Verstappen czuje się niesłuchany przez swój zespół, w tym swoich inżynierów. Przykładowo w maju, po rozczarowujących kwalifikacjach w Kanadzie, narzekał na to, że wielkie umysły w Red Bullu nie posłuchały go w kwestii wyboru ustawień w RB22. Chociaż Holender naciskał teraz na zmianę silnika i konfiguracji, szefostwo zespołu trzymało się twardo swojego zdania - czytamy w De Telegraaf.

Gdyby tego było mało, to samo źródło wspomina jeszcze o delikatnym odsuwaniu Gianpiero Lambiase od pewnych rzeczy, co ma związek z jego nadchodzącym transferem do McLarena, oraz tarciach związanych z niepewną przyszłością Maxa.

Co z przyszłością Verstappena?

Od dawna jasne jest, że Max ma w kontrakcie jakąś klauzulę wyjścia, która umożliwia mu wcześniejsze opuszczenie Red Bulla w przypadku spełnienia kilku warunków. Przyjmuje się, że warunkiem do jej aktywowania jest bycie poza czołową dwójką mistrzostw świata. Termin nie jest stuprocentowo pewny, ale mówi się o okolicach wakacji, czyli najprawdopodobniej GP Węgier.

Przeszkodą Maxa może być za to brak ciekawych opcji na stole. Mimo plotek o rozmowach McLaren zapiera się rękami i nogami, że jest zadowolony ze swojego składu, a ponadto obaj jego kierowcy mają kontrakty, których ważność wykracza poza 2026 rok. Mercedes natomiast nie wydaje się prowadzić aż tak aktywnych działań wokół Verstappena, a Russell w Austrii wydawał się bardzo pewny pozostania. Ferrari zaś wygląda na zabetonowane.

Dużo lepiej może wyglądać 2028 rok, aczkolwiek w tym wypadku Max musiałby albo pomęczyć się w Red Bullu, albo zrobić roczną przerwę, oczywiście jeśli całkowicie straci wiarę w swój obecny zespół i nie będzie widział szans na odbudowę w 2027 roku. Problem w tym, iż Verstappen deklarował już, że jeżeli odejdzie, to na dobre.