Max Verstappen zdradził, dlaczego w drugiej połowie dzisiejszego wyścigu F1 w Austrii miał gorsze tempo, niż sugerowała pierwsza faza rywalizacji. Czterokrotny mistrz świata postawił twarde warunki George'owi Russellowi, lecz nie zdołał go pokonać. 

Runda w Spielbergu mogła przynieść dziś pierwsze zwycięstwo Czerwonych Byków w nowej erze królowej motorsportu. W Austrii model RB22 doczekał się dużych i ważnych poprawek, a do tego zespół skrupulatnie planował strategię już od piątku.

Oszczędzenie nowych zestawów twardszych mieszanek na upalny wyścig było prawidłowym posunięciem, a Verstappen dysponował ogólnie bardzo dobrym tempem i po prostu był w grze o triumf. Być może odniósłby go, gdyby nie timing ostatniego postoju. Przeciągnięcie drugiego przejazdu kosztowało Maxa więcej, niż zdołał potem odrobić.

- Teraz łatwo na to patrzeć. Myślę, że miałem przewagę po stronie degradacji, ale wiedziałem, że ostatni stint będzie długi. Wydawało mi się, że gdy przeciągnęliśmy środkowy stint, to straciłem zbyt wiele, porównując z tym, co zyskałem na nowych oponach - ocenił kierowca.

Verstappen głównej przyczyny nieodniesienia zwycięstwa upatruje jednak gdzieś indziej, w niesprecyzowanym problemie z drugiej części zmagań, który utrudniał jazdę m.in. po nierównych fragmentach.

- Najbardziej zadowalające jest to, że pierwszy raz czułem, iż naprawdę mogłem walczyć o wygraną. W pierwszej połowie wyścigu byliśmy bardziej konkurencyjni, bo z jakiegoś powodu w drugiej zrobiło się trudno. Coś zaczęło dawać dziwne odczucia w tylnej sekcji bolidu, przez co na wybojach, tarkach oraz w strefach trakcji miałem spore problemy.

- Pierwsza połowa była świetna. Odrabiałem straty nawet po walkach, jak z Lewisem. To było fajne starcie. Co prawda straciliśmy na tym trochę czasu, choć i tak byliśmy w stanie go odrabiać. I nagle, w środku drugiego stintu, coś stało się z tylną osią, a ja straciłem tempo. Tak już pozostało do końca. Szkoda, ale bycie tak blisko zwycięstwa pokazuje, jak świetną pracę wykonał zespół. Nasi ludzie pracowali bardzo ciężko, abyśmy mieli ten pakiet poprawek, a tutaj czułem się naprawdę konkurencyjny i mogłem mocniej naciskać. To bardzo pozytywna strona tego weekendu.

- Dzięki poprawkom miałem po prostu więcej przyczepności. Samochód był szybszy w zakrętach. Jak mówiłem, w drugiej połowie nie była to już topowa forma, plus moje hamulce nie działały tak jak przez wcześniejszą część weekendu. Z tym jakoś trzeba sobie poradzić i nauczyć się, jak jechać, choć nie jest idealnie. Przeanalizujemy to, ale i tak zrobiliśmy ogromny krok.

Mówiąc o kolejnych rundach, Verstappen nie był pewny, czy Red Bull utrzyma tak dobrą dyspozycję. Wynika to głównie ze specyfiki nowych regulacji i tego, jak inaczej postrzega się charakterystykę torów, a szczególnie odzyskiwanie energii elektrycznej.

- Zobaczymy, jak to wypadnie z wyścigu na wyścig. Silverstone to tor, który kocham, lecz zrobiłem kilka kółek w symulatorze i zwyczajnie zacząłem się śmiać. Miałem wrażenie, jakby to był kompletnie inny obiekt. Bateria ledwo wystarcza na jedno okrążenie, ciągle jedziemy pełnym gazem. Będzie zupełnie inaczej. Tu są długie proste i strefy hamowania, więc można naładować baterię. Tam są długie proste i szybkie zakręty, więc nie da się zrobić ładowania, a na następnej prostej nie masz energii do wykorzystania. Będzie trudno.

Laurent Mekies nie odbył dziś sesji z tzw. mediami piszącymi po wyścigu, ponieważ musiał szybciej opuścić Red Bull Ring. Zespół przekazał za to krótką wypowiedź, w której szef podkreślił, jak niewiele zabrakło do szczęścia.

- Mieliśmy bardzo, bardzo mocny wyścig, niewątpliwie najmocniejszy w tym sezonie. Trudno ocenić, ile brakowało do wygranej. Nie udało się i zabrakło nam naprawdę malutko, pewnie nawet nie dziesiątych części sekundy, a setnych.

- Kimi prawdopodobnie był dziś najszybszy z tej trójki, a Max ciut szybszy od George'a. Natomiast pozycje startowe też mają znaczenie i tak to się potoczyło. To była dobra walka - podsumował Francuz.