Po GP Austrii 2026 Toto Wolff przyznał, że tempo, w jakim Ferrari poprawia swój bolid F1, jest zaskakujące. Szef Mercedesa czuje jednak, że nie potrwa to długo, ponieważ w pewnym momencie stajnia z Maranello napotka przeszkodę w postaci limitu budżetowego, za to Andrea Stella podkreśla, jak ważne jest niezostawanie w tyle na tym gruncie.

Ostatnie tygodnie w wykonaniu Scuderii wyglądają naprawdę obiecująco, szczególnie ze względu na działające usprawnienia. W padoku włoski projekt od początku sezonu budzi uznanie, a niedawno dobitnie potwierdził to Norris, który przyznał, że z lepszym silnikiem model SF-26 mógłby zdominować stawkę.

Gdy więc w Hiszpanii udało się przełamać dominację Mercedesa, a do Austrii przywieziono nową wersję silnika spalinowego, to po Ferrari oczekiwano wiele. I choć na Red Bull Ringu układ sił był inny, a uwaga skupiła się na poprawionym Red Bullu, to Toto Wolff postanowił wskazać palcem właśnie ekipę Freda Vasseura. Gdy zapytano go o własne poprawki w obliczu działań rywali, Austriak wyraził zaskoczenie.

- Tutaj po prostu wprowadziliśmy świeże jednostki. Nie było poprawek, ale gdy silniki mają mniej nabitych kilometrów, to dają ciut lepsze osiągi. Natomiast poprawek nie było i obecnie ich nie planujemy - mówił Wolff.

- Jeśli chodzi o samochód, zawsze przywozimy jakieś małe usprawnienia. I jak zawsze jesteśmy zaskoczeni tym, że Ferrari może rzucać poprawkami w samochód tak, jak robi to do tej pory. Moim zdaniem wkrótce muszą skończyć się im pieniądze, muszą dojść do limitu wydatków, bo nie można tego robić w nieskończoność.

- Nam brakuje zapasu w budżecie na wdrażanie tylu elementów. Mam nadzieję, że pod koniec sezonu coś się zmieni i nie będą mogli utrzymywać takiego tempa rozwoju. Tak sugeruje logika. Wtedy my będziemy mogli dorzucić coś więcej.

- Tylko Ferrari nie spowalnia swojego rozwoju. McLaren, Red Bull i my mieliśmy na razie po jednym dużym pakiecie, a do tego dokładamy mniejsze części. A Ferrari wydaje się nieograniczone, plus oczekiwało już na poprawki związane z ADUO i nowym silnikiem. Musieli ruszyć z rozwojem jakoś pół roku temu. Zasady są takie same dla wszystkich, mam nadzieję.

McLaren podkreśla, że układ sił może się zmienić

Głos na temat batalii rozwojowej zabrał także Andrea Stella, którego ekipa jest w dużo gorszej formie niż rok temu. Włoch nie załamuje jednak rąk, bo ogólny postęp w usprawnianiu maszyn jest bardzo widoczny, przez co nawet Mercedes musi mieć się na baczności, aby ktoś inny go nie przegonił. Szef McLarena jako przykład podał własny zespół, który w drugiej połowie ubiegłego sezonu został złapany przez Red Bulla.

- Mercedes zaczął sezon ze sporą przewagą po stronie chassis, ale jednocześnie wdrożył większe poprawki w Kanadzie. Gdyby jechali tu autem z Melbourne, to prawdopodobnie zwyciężyłby ktoś inny. Nawet oni muszą się rozwijać, jak wszyscy inni. Zaczęli z przewagą paru dziesiątych, lecz jeśli nie przygotują kolejnego dużego pakietu, to nie będę zaskoczony tym, że inny zespół stanie się najszybszy - tłumaczył Stella.

- Verstappen pokazał to dzisiaj. Wczoraj się rozbił i nie mógł, ale miał bardzo mocne kółko aż do wypadku. Najważniejsze jest to, ile zapasu będzie miał Mercedes pod koniec sezonu, jeżeli ktoś zacznie nadrabiać straty. Liczy się też to, czy pogoń rozpocznie się wystarczająco wcześnie, aby nadrabiać punkty i rzucić takie wyzwanie, jakie rok temu rzucił nam Max. To nas motywuje. Chcemy być tymi, którzy zrobią właśnie to. Do końca nadal daleka droga.