Po dramacie George'a Russella w GP Kanady 2026 Toto Wolff wskazał, dlaczego ciągle wierzy w swojego kierowcę. Sam Brytyjczyk spróbował zaś przerzucić presję na głównego rywala w walce o tytuł mistrza świata F1, Kimiego Antonellego.

Rywalizacja w Montrealu przez około trzydzieści okrążeń elektryzowała ostrymi starciami obu Mercedesów, ale zabawa zakończyła się przedwcześnie. Przekreślił ją problem z silnikiem Russella, który musiał wycofać się z jazdy i ponieść spore straty w klasyfikacji. Triumfatorem okazał się młody Włoch, a jego przewaga urosła do 43 punktów.

Dla Russella jest to bardzo frustrujący początek sezonu, w którym był faworytem do zgarnięcia korony. Na spotkaniu z mediami piszącymi zawodnik był naturalnie przybity i wyliczał, co obróciło się przeciwko niemu. Gdy szukał plusów, to zauważył, że przynajmniej ciąży na nim już dużo mniejsza presja niż na koledze.

- W tej chwili jest to jego tytuł do stracenia. Ma tyle punktów przewagi, że czuję się tak, jakby wyścigowi bogowie nie chcieli, abym był w tej walce. Wyjazd samochodu bezpieczeństwa w Japonii, awaria w Q3 w Chinach, awaria dzisiaj... - mówił Brytyjczyk.

- Przynajmniej spada ze mnie presja. Mogę wyjeżdżać i cieszyć się każdym weekendem, próbując wygrywać za każdym razem. Nie mam nic do stracenia, więc nie chcę tu stać i tak tylko gadać. Oczywiście to frustrujące i chciałbym być w tej walce. Mogę mieć nadzieję na to, że szczęście się jeszcze odwróci.

Z tymi słowami zmierzono następnie Toto Wolffa, a ten potwierdził, że jego kierowca ma prawo czuć się pokrzywdzony. Austriak podkreślił jednocześnie, dlaczego nie zamierza skreślać George'a.

- No cóż, ostatnio nie układa się to dla niego pomyślnie. Dziś na pewno zdobyłby dużo punktów, bo przecież nawet prowadził. Jeśli jednak w padoku jest jedna osoba, na którą postawiłbym z uwagi na odporność i determinację, to byłby to George. On musiał poradzić sobie z przeciwnościami losu już wcześniej, od kartingu po serie juniorskie. Nie podda się w tej walce - stwierdził Wolff.

- Poza tym mamy 17 wyścigów do końca. Jest wiele punktów do zdobycia. Więc tak, będzie musiał wstać jutro, przetrawić to, zapomnieć, ruszyć do przodu i jechać tak szybko, jak tylko może.

- Najlepsi kierowcy nie trafiają do Formuły 1 przez to, że zdarzy im się wygrać kilka wyścigów. Trafiają tam dlatego, że są odporni. Nie zdobędziesz mistrzostw w kategoriach juniorskich i kartingu, jeżeli tego nie masz. Każdy z nich będzie miał jakieś ogromne upadki. I to jest kluczowe, aby sobie z tym poradzić. George nie mógł zrobić dziś nic więcej i przynajmniej to powinno być dla niego jakimś pozytywem.

Sam Antonelli starał się natomiast pokazać, że nie zamierza zachłysnąć się swoją przewagą, nawet jeśli zgodził się z tym, że ma teraz trochę spokoju.

- Mogę złapać oddech, lecz nie myślę o tytule i skupiam się na każdej rundzie. Jest wcześnie, by o tym mówić. Jasne, mam przewagę, ale to nie oznacza, że mogę odpuścić. Muszę utrzymywać poziom i wręcz go podnosić, bo nie będzie łatwo, a inni nas gonią. George też jest bardzo szybki. Będę starał się skupiać na sobie, cieszyć się jazdą i być tak szybki, jak to tylko możliwe - ocenił Włoch.