Formuła 1 znów może poczekać trochę na wyniki wyścigu. Podczas GP Włoch 2026 doszło do wywołania drugiego okrążenia rozgrzewkowego na skutek nieprawidłowego ustawienia Yukiego Tsunody. Japończyk nie został za to ukarany ze względu na zeznania dyrektora wyścigu, ale Audi uważa, że złamano w ten sposób przepisy.

Runda na Monzy rozpoczęła się od podania ostatecznej klasyfikacji GP Monako. Po analizie Międzynarodowego Trybunału Apelacyjnego Isack Hadjar wrócił na podium, z którego cieszył się w czerwcu, a potem stracił je... aż do września. 

Teraz swoją apelację w innej sprawie rozważa Audi. Niemcy walczą tu o punkt Gabriela Bortoleto, który ukończył zawody na 11. miejscu, a więc bezpośrednio za autorem małego zamieszania, Yukim Tsunodą.

Nieoficjalnie winny

Kierowca Racing Bulls narobił pewnego bałaganu przed restartem po czerwonej fladze, gdy źle ustawił się na polach startowych i spróbował skorygować swój błąd. To spotkało się z szybką reakcją dyrekcji wyścigu i zarządzeniem dodatkowego kółka rozgrzewkowego.

Naturalnie zachowaniem Tsunody zainteresowali się sędziowie, jako że zawodnik odpowiedzialny za doprowadzenie do takiej sytuacji powinien udać się do alei i stamtąd rozpocząć zmagania. Jeżeli tego nie zrobi, nakładana jest na niego kara stop-and-go. Japończyk nie poniósł natomiast żadnych konsekwencji, a wszystko wydarzyło się w dość specyficznych okolicznościach.

- Tsunoda dojechał na grid i początkowo zamierzał ustawić się po lewej stronie, ale zauważył, że jedzie na złe pole. Następnie zmienił kierunek i ustawił się na odpowiednim polu oraz w prawidłowy sposób. Zostało to sprawdzone przez sędziów na wielu nagraniach - czytamy w komunikacie arbitrów.

- Dyrektor wyścigu zeznał, że to na jego polecenie, biorąc pod uwagę zachowanie samochodu na polach, zarządzono dodatkowe okrążenie rozgrzewkowe. Dyrektor stwierdził, że nie czułby się komfortowo, gdyby rozpoczął wyścig z tak ustawionym bolidem. 

Racing Bulls musiało trochę powalczyć tu o swoje. Zespół bronił się m.in. tym, że bolid nie stał nieprawidłowo, zmieścił się na polu, a mimo bycia skierowanym w prawo miał jeszcze cztery metry do ściany. Poza tym nie przeszkodzono tu żadnemu kierowcy, sam Tsunoda nie został oficjalnie uznany za przyczynę wykonania dodatkowego okrążenia, a kontrola wyścigu nie powiedziała nawet ekipie, że taki status był w ogóle rozważany.

Sędziowie zgodzili się z tym, a ponadto stwierdzili, że nie mogą przyznać kary stop-and-go, bo nie nakłada się jej za samo spowodowanie nadprogramowego okrążenia, a dopiero gdy ktoś, jako wyraźnie wskazany winowajca, nie spełni wymogu ruszenia z pit lane. Tsunodzie nie wydano żadnego polecenia startu z alei. 

- Powstaje tu krytyczny problem. Aby spełnić wymóg startu z pit lane, kierowca musi wiedzieć, że to on był powodem. (...) W tym przypadku ani do zespołu, ani do kierowcy nie przesłano żadnej wiadomości, która informowałaby, że to oni wywołali dodatkowe okrążenie.

- W naszej ocenie, ponieważ samochód był ustawiony na polu i zgodnie z przepisami, zespół nie miał podstaw, aby nakazać zawodnikowi wjechanie i startowanie z alei. Niezależnie od tego, czy to kierowca bezpośrednio spowodował tę sytuację, czy też nie, zespół i sam zawodnik nie mieli świadomości, że w ogóle rozważano uznanie ich za przyczynę. Naszym zdaniem nie można więc nałożyć tu kary stop-and-go.

Sędziowie poza tym zalecili FIA stworzenie procedury, w której uczestnicy będą dokładniej informowani o tym, czy to przez nich doszło do wykonania jeszcze jednej pętli przed startem.

Apelacja

Jest to przedziwne zajście, bo o ile wszystko stało się z uwagi na czyn Tsunody, o tyle technicznie nikt nie zaznaczył wprost, że to on był winny. Arbitrzy dostrzegli w tym podstawę do nienakładania kary, ale Audi postanowiło spróbować podważyć tę kwestię.

Niemcy wyrazili intencję złożenia apelacji, najprawdopodobniej opierając się na tym, że przyczyna była widoczna gołym okiem, a dyrektor w oczywisty sposób zareagował właśnie na ustawienie Japończyka. 

Od momentu poinformowania o swoich planach stajnia z Hinwil ma 96 godzin na podjęcie decyzji, czy faktycznie chciałaby stanąć przed obliczem Międzynarodowego Trybunału Apelacyjnego.