FIA wytłumaczyła, co wydarzyło się przed startem dzisiejszego wyścigu F1, GP Bahrajnu w Malezji. Nowe bolidy i szeroko krytykowane jednostki napędowe pierwszy raz napotkały mokre warunki, a to w połączeniu z torem Sepang okazało się zbyt dużym wyzwaniem dla oprogramowania. Za kompromitującą wpadkę przeprosił Nikolas Tombazis.

Początek dzisiejszej rywalizacji w Malezji przejdzie do historii. Wyczekiwany przez cały sezon deszcz najpierw zatrzymał zawody, a gdy kierowcy przygotowywali się do rywalizacji i badali warunki na okrążeniu rozgrzewkowym, to na torze zaczęły dziać się cuda.

W ciągu kilkudziesięciu sekund wielu zawodników zgłaszało problemy z mocą, a jak mówił Lewis Hamilton, wciskanie gazu po prostu nie sprawiało, że bolid jechał. Auta zaczęły zatrzymywać się w przeróżnych miejscach, a na trasie zapanował taki chaos, że sam samochód bezpieczeństwa wyglądał jak zagubiony w tłumie. 

Procedura startowa musiała więc zostać przerwana. Następnie rozpoczęło się długie oczekiwanie, podczas którego starano się rozwiązać problem. Okazało się, że wystąpił tzw. bug/glitch systemu odpowiadającego za kontrolę mocy w deszczu. FIA wytłumaczyła to w swoim oświadczeniu.

- W trakcie okrążenia rozgrzewkowego przed GP Bahrajnu w Malezji doszło do niespotykanej kombinacji niskiej prędkości, niskiej przyczepności, ustawień zarządzania energią na deszczowe warunki oraz charakterystyki toru Sepang. To połączenie doprowadziło do niezamierzonej utraty mocy w kilku samochodach.

- Na skutek tego departament techniczny FIA wycofał limity energii w sektorach, których dotyczył problem, poprzez zaktualizowanie oprogramowania. Poprawka została przesłana wszystkim zespołom przy okazji przerwy, którą wywołał mocny deszcz. To pozwoliło na wdrożenie odpowiednich zmian w jednostkach napędowych przed startem.

- Problem nie został wykryty ani przez FIA, ani zespoły podczas testów oraz okrążeń zapoznawczych. FIA wraz z zespołami i producentami przeprowadzi analizę tej sytuacji.

FIA przeprasza

Federacja nie chowała głowy w piasek i nie ograniczyła się do krótkiego komunikatu. Do mediów po wyścigu wyszedł dyrektor ds. bolidów jednomiejscowych, Nikolas Tombazis, który postarał się samemu wytłumaczyć tę sprawę. Rozmawiając z dziennikarzami w tzw. zagrodzie, Grek przeprosił nawet kibiców za to, co miało dziś miejsce w Malezji.

- Błąd w oprogramowaniu sprawił, że moc nie mogła być ponownie dostarczona do bolidów, a te nie mogły ruszyć. Gdybyśmy mieli trochę więcej testów, pewnie wyłapalibyśmy to na czas i nie doszłoby do tego - mówił Tombazis, cytowany przez RacingNews365.

- Gdy już problem się wydarzył, nasi ludzie bardzo szybko zorientowali się, co właściwie zawiodło. Było sporo pracy pod dużą presją czasu, aby zaktualizować oprogramowanie. Przesłanie poprawki do ekip, które musiały zainstalować ją w maszynach, zajęło około 20 minut. Być może widzowie odebrali to jak 5 godzin czekania i rozumiemy to. Przepraszamy za to zajście, ale uważamy, że nasza reakcja była szybka. 

- Oprogramowanie było testowane, natomiast nie w tak wyjątkowych warunkach. Zaskoczyło nas to, że bolidy ruszyły ekstremalnie wolno. Nie rozważono tego scenariusza. Gdy zdarzają się problemy, to ludzie wyciągają wnioski. Wszystko, co robisz, łącznie z telefonem, który masz w ręce, jest oparte na nauce i poprawianiu się.

- Nie mówię, że nie było żadnego błędu. Usterka z definicji jest przecież błędem. Lepsze testowanie sprawia, że można tego unikać. Staramy się to robić, lecz czasem nie wyłapie się czegoś. Wtedy trzeba wyciągnąć wnioski i spisać się lepiej następnym razem.