Dwa Mercedesy były najszybsze podczas pierwszego treningu F1 w Madrycie. Otwarcie weekendu z GP Hiszpanii 2026 okazało się wyjątkowo spokojne, a Madring oszczędził wiele bolidów, choć głównie dlatego, że sami kierowcy jeździli bardzo rozważnie.

FP1 w pigułce:

- bardzo spokojna sesja bez przygód,
- kilka przypadków blokowania,
- kierowcy zostawiali duży margines,
- Mercedesy najszybsze,
- Ferrari po świetnym początku nie popisało się na softach.

Temperatury powietrza i nawierzchni w momencie rozpoczęcia sesji wynosiły odpowiednio 26 i 48 stopni, a sesja przebiegła w naprawdę dobrych warunkach. Na torze niemal od razu pojawiła się prawie cała stawka, a najczęściej wybieraną mieszanką była pośrednia.

Pierwsza godzina jazd bolidów po Madrycie przebiegła bardzo spokojnie, szczególnie biorąc pod uwagę czyhające na najmniejszy błąd ściany. Podczas gdy w F2 dostaliśmy już duży wypadek i pożar, kierowcy F1 zachowali ogromną rozwagę.

Co prawda stale słuchaliśmy narzekania na tłok na torze, co trudno było uznać za zaskoczenie przy tak krętej trasie. Najmocniejszy komunikat padł ze strony Lindblada, który nazwał Antonellego i Hamiltona głupcami. Sainz również krytykował Hamiltona, na którego natknął się w La Monumental. Regularnie pojawiały się też informacje o przekraczaniu limitów toru, co nie mogło dziwić podczas premierowej sesji na Madringu.

Mimo paru spięć onboardy ewidentnie pokazywały, że nikt nie zamierzał szarżować podczas otwarcia weekendu i ryzykować mocnym rozbiciem bolidu, co na tym obiekcie jest jak najbardziej możliwe. Zawodnicy wyraźnie pozostawiali sobie spory margines bezpieczeństwa i nie naciskali nawet blisko limitu, co widać nawet po różnicach czasowych.

Zdecydowanie lepszych czasów można oczekiwać więc w FP2, gdy warunki będą bardziej reprezentatywne względem tych, z jakimi kierowcy zmierzą się podczas kwalifikacji i wyścigu. Powinna także wzrosnąć pewność oraz znajomość nitki.

Same przygotowania miały w sobie jeden interesujący element. Po kwadransie zmagań prowadził Hamilton przed Leclerciem i Verstappenem, a Ferrari na samym początku prezentowało się bardzo pewnie. Czterokrotny mistrz świata był jedynym kierowcą, który wtedy potrafił nawiązać do tempa Scuderii. 

W drugiej części zmagań obserwowaliśmy przejazdy na softach, co przyniosło pewną zmianę. Stajnia z Maranello nie potrafiła już poskładać czystych okrążeń, a na czoło na tej mieszance wysunął się Mercedes. Najlepiej pokazał się Russell, a Verstappen i Norris zakończyli odpowiednio na P5 oraz P6.

Solidnym tempem popisał się Lindblad, a ogromne straty zanotowali reprezentanci Cadillaca. Perez szybciej niż po torze poruszał się za to w alei serwisowej, gdzie dwukrotnie znacząco przekroczył obowiązujący limit prędkości.

Ładowanie danych