Kimi Antonelli wykręcił najlepszy czas ostatniego treningu F1 przed GP Japonii 2026, wyprzedzając George'a Russella oraz Charlesa Leclerca. Problemy techniczne miał za to Lando Norris, choć wbrew zapowiedziom McLarena nie stracił całej sesji.
FP3 w pigułce:
- kolejny problem Norrisa,
- Piastri u sędziów za blokowanie Hulkenberga,
- mocny obrót Bearmana,
- niestabilne Ferrari,
- Antonelli przed Russellem.
Jeszcze przed pokazaniem zielonej flagi dowiedzieliśmy się, że McLaren napotkał kolejny problem techniczny, znów w bolidzie Lando Norrisa. Zawiódł system odzyskiwania energii elektrycznej, który musiał zostać wymieniony. Ekipa od razu poinformowała, że wyjazd w treningu będzie ekstremalnie nieprawdopodobny, ale już po 30 minutach Brytyjczyk założył kask i szykował się do akcji.
Same przygotowania do walki o pola startowe znów odbyły się w dobrej pogodzie. Dość nietypowo jednak od samego początku obserwowaliśmy samochody na torze. Co prawda nie wszyscy spieszyli się do pracy, aczkolwiek po 15 minutach mieliśmy już 14 czasów, co nie zawsze jest takie oczywiste.
W pierwszej fazie nie obyło się bez małych przygód. Sergio Perez skocznym krokiem przeleciał przez żwir za szykaną w trzecim sektorze, Bottas narzekał na blokowanie, a Piastri mocno przytrzymał Hulkenberga w 130R, co zostało nawet odnotowane przez kontrolę wyścigu, a następnie skierowane do analizy sędziów już po sesji.
Zawodnicy korzystali z miękkich i pośrednich mieszanek. Po 20 minutach na czele znajdowali się Antonelli, Leclerc i Russell, których dzieliła nieco ponad jedna dziesiąta. Po kilku chwilach na czele był już Monakijczyk, który zanotował największą poprawę, wchodząc na poziom 1:30.2, lecz nie nacieszył się tym długo, bo już na półmetku wynikiem 1:29.9 odpowiedział młody Włoch, a za moment 11 tysięcznych urwał mu Russell.
Ferrari ciągle prezentowało się jako raczej trudna maszyna. Leclerc kilka razy tańczył na wyjściu czy w środku zakrętu, m.in. w sekcji Degner czy w nawrocie, aczkolwiek udawało mu się odzyskać kontrolę.
Na 20 minut przed końcem Mercedesy ponownie podniosły poprzeczkę. Najpierw trzy dziesiąte znalazł George, a później kolejne dwie z hakiem wyciągnął Kimi. Trzeci Leclerc miał wtedy 0,867 sekundy straty, a u Piastriego była to już nieco ponad sekunda.
Za tzw. łyżeczką strachu najadł się za to Bearman. Zawodnik Haasa stracił auto jeszcze przed tarką na wyjściu i zaliczył obrót. Na szczęście, choć bariery nie są daleko, udało mu się uniknąć uszkodzeń, a uznanie rywalowi okazał nawet Russell.
Szybkie próby ładnie rozegrało natomiast Audi. Hulkenberg i Bortoleto dali się przedzielić Hamiltonowi, lecz i tak byli na miejscach nr 5 i 7. Wyprzedzali przy tym Norrisa. Red Bulle zaś korzystały z pośredniej mieszanki i przed samą końcówką były niżej.
Dopiero na sam koniec Verstappen na softach wskoczył przed Brazylijczyka, ale standardowo narzekał na swoje biegi. Gdy GP zapytał go o konkretny zakręt, to poza nieładnym słowem usłyszał, że problem występuje wszędzie.
W końcówce niebezpiecznie było też w kokpicie Lawsona, którym mocno rzuciło na wejściu w łyżeczkę. Nowozelandczyk opanował auto na szerokim poboczu i zaczął skarżyć się na zachowanie jednego z konkurentów.
Ładowanie danych
