Pierre Gasly wskazał, co stało za szokującym zdobyciem pole position przez Alpine w sobotnich kwalifikacjach F1 na Monzy. Zdaniem Francuza pomogło wiele rzeczy, od poprawek, przez perfekcyjną pracę ekipy, aż po ukrycie potencjału maszyny w treningach, aczkolwiek drobną rolę odegrał tu jeszcze... Max Verstappen.

Czasówka przed GP Włoch 2026 nie tylko zakończyła się sensacyjnie, ale miała też niesamowity przebieg. Od początku na torze szalał Gasly, który regularnie bił się z Mercedesami, Ferrari, McLarenami i Red Bullami. Czasem w tym gronie meldował się też Franco Colapinto i było jasne, że bolid jest konkurencyjny, lecz tylko Pierre utrzymał tak dobrą postawę przez całą sesję.

Wiele wskazywało natomiast na to, że zwycięzca tej rundy sprzed sześciu lat zapewni sobie świetne miejsce gdzieś w okolicach drugiego rzędu. Gasly jednak zaskoczył wszystkich i w końcówce, w której poprawiało się niewielu zawodników, urwał najwięcej czasu. To wywindowało go przed George'a Russella i to pomimo tego, że Brytyjczyk również się poprawił.

- Nie spodziewaliśmy się tego, zupełnie nie. Monza to wyjątkowy tor. Wiemy o tym, choć i tak przebiliśmy wszelkie oczekiwania. Od rana tempo było lepsze. Poprawiliśmy się jeszcze po trzecim treningu i chyba zyskaliśmy więcej niż inni - mówił triumfator kwalifikacji.

- Od Q1 byliśmy zaskoczeni tym, jak wysoko się znajdowaliśmy. Celem przecież było samo Q3, a tu nagle mieliśmy P1 w Q1, potem P4 w Q2. Nie chciałem dać się ponieść, aczkolwiek po pierwszym przejeździe w Q3 byłem trzeci i pomyślałem, że naprawdę mam szansę. Pierwszy raz miałem prawdziwą szansę i dałem z siebie wszystko. Przejazd przez Ascari i Parabolicę był dość chaotyczny, ale chyba nie dało się wycisnąć więcej. Na linii pomiaru czułem, że to jedno z tych kółek, które da mi wynik, natomiast nie oczekiwałem pole position.

Dopytany, czy była to kwestia mniejszej ilości paliwa, zmian ustawień, czy może perfekcyjnej postawy ekipy, 30-latek wskazał na kilka rzeczy, w tym zamaskowanie ostatecznego potencjału poprzez brak wcześniejszego łapania się w cień aerodynamiczny.

- Nie jechałem w pierwszym treningu. W drugim miałem niezłe wyczucie, tylko bardziej na samo top 10. Kilka poprawek na trzeci trening dało mi więcej pewności, a do tego w trakcie przygotowań nie jeździłem w cieniu. Wiedziałem więc, że jest szansa wycisnąć coś jeszcze. 

- Zespół świetnie wykonał swoje zadania. Zawsze byłem w bardzo dobrym położeniu i miałem odpowiednie odstępy za rywalami. Na ostatnim okrążeniu zdołałem złapać się jakieś 2,5 sekundy za Lewisem w miejscach, w których on jechał szybko. To pozwoliło mi się podciągnąć. Wykonaliśmy to perfekcyjnie. Balans był jednym z najlepszych w tym sezonie, a to dało mi pewność, aby atakować zakręty, nawet delikatnie się ślizgać i pogrywać trochę z bolidem. To nie jest kwestia jednej rzeczy. Wszyscy zrobiliśmy dobrą robotę. 

Innym ważnym aspektem było to, jak model Alpine A526 zmienił się w Holandii. Gasly wyjaśnił, że poza poprawą osiągów odczuł jeszcze jedną rzecz.

- [Bez tego] to byłoby zupełnie niemożliwe. Ten pakiet dał nam wiele już w Zandvoort, a tu widzimy, że jesteśmy dużo lepsi. Te poprawki jednocześnie sprawiły, że bolid pozwala mi na ciut więcej tego, czego wymagam od samochodu. Mogę mocniej naciskać na wejściach w zakręty, lepiej wchodzić i mieć równiejsze wyczucie. To był spory skok osiągów, ale na Zandvoort nigdy nie pomyślałbym nawet, że będziemy tu tak wysoko. 

Verstappen przeszkodził Mercedesom?

Co ciekawe, po kwalifikacjach Toto Wolff, m.in. na antenie Eleven, komentował postawę Maxa Verstappena, która miała przyczynić się do pokonania Mercedesa.

Holender faktycznie namieszał nieco w ostatnim zakręcie poprzez ostre hamowanie i zmylił tak Kimiego Antonellego. Młody Włoch podciągnął więc kolegę tylko na głównej prostej, ale Russell nie miał o to pretensji.

- Myślę, że ogólnie wszystko wyglądało dobrze, ale w Parabolice Max ostro zahamował, bo nie chciał jechać jako pierwszy. Tak bywa. Nie da się kontrolować tego, co robią inni. Kimi był na miejscu i perfekcyjnie zapewnił mi cień podczas pierwszego przejazdu. Max za to utrudnił życie również Kimiemu, aby ten w ogóle wiedział, co ma robić. To trochę pechowa sytuacja. Prawdopodobnie poszłoby nam lepiej, gdybyśmy tego nie próbowali, ale chcieliśmy wycisnąć wszystko. P2 to i tak dobre miejsce. Jesteśmy przed głównymi rywalami i nadal mamy spore szanse na wygraną - ocenił Brytyjczyk.