Kimi Antonelli wrócił na zwycięski szlak i triumfował dziś w GP Belgii 2026. Po pechowym odpadnięciu George'a Russella Włoch znów odskoczył w walce o mistrzostwo świata F1. Na podium byli także Charles Leclerc i Max Verstappen, a Monakijczyk prowadził nawet przez pewien czas dzięki skorzystaniu na VSC.
Oceny kierowców są już OTWARTE.
To była ciekawa niedziela w Ardenach i to pomimo tego, że pogoda nie weszła dziś za bardzo do gry. Na starcie minimalnie pokropiło, co było widoczne na niektórych kamerach, ale obyło się bez deszczu. Warunki mogły jednak mieć wpływ na to, co stało się na pierwszych kilometrach.
Czołówka dobrze rozegrała start, a w La Source nie doszło do tradycyjnych dramatów. Ku zaskoczeniu wszystkich Verstappen wyprzedził Antonellego jeszcze przed podjazdem na prostą Kemmel, ale Włoch zrewanżował mu się niemalże natychmiastowo. Z tyłu za to potężnie napędzał się Leclerc i awansował na P2.
Jednocześnie spore problemy miał Russell, walczący na długiej prostej praktycznie bez baterii. Brytyjczyk został objechany przez rywali, a w Les Combes nadział się na Hamiltona, który delikatnie utracił przyczepność przodu, a potem wykonał kontrę. To wysłało Mercedesa w żwir i zakończyło jego robotę na dziś.
O wygraną walczyli tylko Antonelli i Leclerc, choć w pierwszej fazie Verstappen odzyskał P2 i jechał około dwie sekundy za nastolatkiem. Kimi początkowo nie uciekał, aczkolwiek stracił prowadzenie na rzecz Charlesa po małym zamieszaniu ze sprzątaniem toru i VSC, który dość niespodziewanie przedłużył się i wpisał się idealnie w taktykę Ferrari. Leclerc został liderem w pierwszej połowie zmagań i przez kilkanaście kółek trzymał się z przodu, ale pod sam koniec górę wzięło tempo Mercedesa. Antonelli musiał trochę powalczyć, lecz tym razem nie napotkał już awarii i pognał po zwycięstwo.
Trzeci Verstappen miał ułatwione zadanie z uwagi na ukaranie Hamiltona doliczeniem 5 sekund za kolizję z Russellem. Max nie skorzystał specjalnie na VSC, natomiast jego bolid był i sprawny, i względnie szybki, aby zgarnąć podium. Lewis za to minimalizował straty i musiał zadowolić się P4 po trudnym dniu, gdy trącił mechanika w alei oraz wściekał się na zespół przez radio.
Piąty Piastri miał sporo szczęścia, że w ogóle dojechał do mety. Na prostej Kemmel dość niegrzecznie trącił go Leclerc, jednak sędziowie nie widzieli podstaw do ukarania nikogo. Z bolidów odpadło trochę części, a Australijczyk utracił na tym docisk, ale nie dał się złapać pozostałym rywalom.
Kolejne miejsca zajęli dwaj ukarani przed startem kierowcy, Hadjar i Norris. Zaskoczył szczególnie ten pierwszy, przebijając się tak wysoko z końca stawki. Francuz był dziś spryciarzem i po początkowej neutralizacji odhaczył zmianę opon, po czym wrócił na pierwotny komplet, dając sobie strategiczną swobodę. Norris nie dysponował złym tempem, wręcz przeciwnie, lecz po drodze miał wolny pit stop.
Punkty zdobyli jeszcze Bortoleto, Lindblad i Colapinto. To Brytyjczyk i Argentyńczyk mieli zdecydowanie ciekawszą niedzielę. Debiutant ostro starł się ze swoim zespołowym kolegą, a kierowca Alpine zabawił się dziś w Schumachera i Hakkinena, niespodziewanie wyprzedzając Lawsona oraz Gasly'ego za jednym zamachem na prostej Kemmel.
Wyścigu poza Russellem nie ukończyli też Perez i Stroll. W pierwszym przypadku doszło do złamania zawieszenia, a w drugim zawiodła skrzynia biegów.
Ładowanie danych
