Colton Herta NIE ma jeszcze wystarczającej liczby punktów do superlicencji, choć początkowo wyglądało na to, że wczorajszym występem w 1. treningu F1 w Meksyku dobił do progu. Okazało się, że rzekomo sprawdzone wyliczenia były nieprawidłowe, bo opierały się na błędzie ze strony IndyCar. Konieczna była interwencja FIA.
To jedna z najgłupszych historii tego sezonu F1. W piątek w Meksyku, czy może w arkuszach kalkulacyjnych na niektórych komputerach, działy się niespotykane rzeczy. Przez pewien czas mnóstwo osób myślało, że Colton Herta dobił już do progu 40 punktów, który jest wymagany do uzyskania superlicencji F1. Prawda była natomiast trochę inna, a wszystko miało związek z zabawnym błędem.
Już od pewnego czasu, gdy Herta powoli zbliżał się do zgarnięcia 40. punktu, istniały pewne rozbieżności w tym, jaki naprawdę jest jego dorobek. Wszystko zwykle rozbijało się o jedno oczko, które czasem uwzględniano, a czasem nie. Problem polegał na tym, że każdy musiał liczyć to ręcznie, bo F1 czy FIA nie posiadają jednego oficjalnego rankingu punktów.
Było to dobrze widoczne po piątkowym treningu w Stanach Zjednoczonych, gdy w różnych miejscach prezentowano różne wartości. Wiele mediów twierdziło, że na koncie Herty było ostatecznie 39 punktów, a podstawą miały być wyliczenia samego Cadillaca. Ten ponoć zweryfikował je w FIA, a dzięki temu uznawano, że sprawa była jasna.
To trening w Meksyku miał pozwolić Hercie odhaczyć regulaminowy wymóg. Gdy więc 26-latek pokonał dystans 100 kilometrów na Autodromo Hermanos Rodriguez i faktycznie zdobył kolejny punkt, natychmiast pojawiło się sporo postów, newsów czy artykułów, które potwierdzały to osiągnięcie. Niektórzy mimo tego ciągle mieli zaś pewne wątpliwości, a gdy dziennikarze zaczęli coraz mocniej dopytywać, to nad tym wątkiem ponownie pochylić musiała się FIA.
Okazało się, że doszło do błędnego przypisania Hercie 6. pozycji w klasyfikacji IndyCar w 2025 roku. Amerykanin zajął wtedy 7. miejsce w generalce, ale z takim samym wynikiem co kierowca przed nim, Felix Rosenqvist, który powinien być wyżej dzięki większej liczbie drugich miejsc. Na oficjalnej stronie IndyCar to jednak Herta znajdował się na P6, a to właśnie ta lokata została wzięta pod uwagę przy rzekomo sprawdzonych obliczeniach.
Sprawa ta, mimo odkrycia błędu i skorygowania tabelek, ciągle nie przestawała natomiast bawić. Przez jakiś czas Herta, już z przypisanym P7, trzymał się nad Rosenqvistem, przy którym nadal widniało P6 - zupełnie tak, jakby ktoś poprawił miejsca, a po prostu nie przeniósł nazwisk. Finalnie i z tym problemem jakoś sobie poradzono, a kwestia punktów do superlicencji została rozstrzygnięta.
W tym wszystkim ciekawe jest jeszcze to, że niektóre zestawienia były prawidłowe od dawna. Błąd dotyczył głównie strony IndyCar, więc jeśli ktoś sugerował się klasyfikacją z innego źródła, to dużo wcześniej mógł dojść do poprawnego wyniku. Dla przykładu, serwis RN365 już 24 października (w sobotę przed GP USA) pisał o tym, że w wyliczeniach zaszła pomyłka, lecz Cadillac nie odpowiedział portalowi na pytanie o powody dodania Hercie kolejnego punktu.
Superlicencja Coltona Herty:
- 1 pkt za P10 w IndyCar 2023,
- 30 pkt za P2 w IndyCar 2024,
- 4 pkt za P7 w IndyCar 2025,
- 4 pkt za treningi F1 w Barcelonie, Austrii, USA i Meksyku,
- łącznie 39/40.
Herta nie otrzymał punktu za FP1 na Monzy, gdzie z powodu awarii przejechał zbyt mały dystans. Uciekła mu także szansa na 2 dodatkowe oczka za czystą jazdę w Formule 2, jako że zgromadził tam punkty karne.
Co ciekawe, gdyby Herta faktycznie był na P6 w IndyCar w 2025 roku, to dostałby dodatkowe 2 punkty (+6, a nie +4). W takim wypadku wymóg do uzyskania superlicencji odhaczyłby już w USA. Możliwe więc, że deklarując 39 punktów po Austin, ktoś pomylił się jeszcze w innym miejscu, np. pomijając 2023 rok.

