Po zakończeniu sprintu F1 na Marina Bay sędziowie GP Singapuru 2026 mieli pełne ręce roboty, ale nie potraktowali kierowców zbyt surowo. Kontakt McLarenów uznano za obustronną winę, a w przypadku starcia Lance'a Strolla i Sergio Pereza doszło do nietypowej sytuacji.

Norris vs Piastri

Najbardziej wyczekiwana była naturalnie ocena kontaktu Lando Norrisa z Oscarem Piastrim. Urzędujący mistrz w samej końcówce zaatakował kolegę w piątym zakręcie i wyraźnie go zaskoczył. Australijczyk zorientował się za późno, ale to spory optymizm Brytyjczyka wydawał się być bardziej na świeczniku. Komisja zaś nie dopatrzyła się tu przeważającej winy po stronie żadnego z uczestników. 

- Piastri zeznał, iż nie spodziewał się, że Norris spróbuje ataku. Po rozpoczęciu skręcania zobaczył go na wewnętrznej i postarał się zostawić miejsce. Norris stwierdził, że widział okazję do wyprzedzenia, a jego przednia oś była przed lusterkiem rywala na wysokości wierzchołka, przez co spodziewał się zostawienia miejsca. Na wysokości wierzchołka przestrzeń okazała się mniejsza, niż zakładał, przez co musiał użyć tarki i hamować. Następnie doszło do kolizji. Zdaniem arbitrów obaj kierowcy przyczynili się do tego zajścia, a żaden z nich nie był przeważająco winny - czytamy w uzasadnieniu.

Stroll vs Perez

Nietypowo rozstrzygnięto stłuczkę Lance'a Strolla z Sergio Perezem. Choć wyglądało to tak, jakby Kanadyjczyk standardowo zapomniał o istnieniu lusterek i oczekiwał zniknięcia Meksykanina, arbitrzy przyjrzeli się temu, czy obaj kierowcy nie popełnili tu błędu. 

Linia obrana przez Strolla została uznana za rozsądną i nie dopatrzono się tu nieprawidłowości. Pereza złapano za to na przyblokowaniu koła, co zrzuciło przeważającą część winy na niego. Błąd wyceniono na +5 sekund, ale kary... nie nałożono.

- Perez rozpoczął manewr wyprzedzania w prawidłowy sposób, aczkolwiek zblokował prawe przednie koło i nie mógł skręcić. Zdaniem sędziów to on był przeważająco winny, choć pod uwagę wzięto trudności w kontrolowaniu auta oraz hamulców w takich warunkach. Kara 5 sekund byłaby odpowiednia i zostałaby nałożona w wyścigu, gdyby było to możliwe. Perez nie był natomiast sklasyfikowany, a ponieważ doliczenie 5 sekund nie przekłada się na cofnięcie na starcie, to kara nie została nałożona.

Lindblad pod prąd

Również jazda pod prąd w wykonaniu Arvida Lindblada nie wiązała się z konsekwencjami. Brytyjczyk obrócił się za zakrętem numer 5, na najdłuższej prostej, lecz nie mógł tam łatwo nawrócić. Zamiast tego ruszył niezgodnie z kierunkiem jazdy, aby wykorzystać pobocze.

Choć było to potencjalnie niebezpieczne, Lindblad zdołał przekonać sędziów, że nie postąpił źle. Kluczowe okazało się to, że pozostałe auta zdążyły już minąć to miejsce.

- Biorąc pod uwagę trudne położenie bolidu i brak możliwości nawrócenia, podobnie jak brak nadjeżdżających rywali, sędziowie stwierdzili, że w tych okolicznościach nie było to niebezpieczne. Dlatego też nie podjęto żadnych działań.

Wolny Bearman

Podejrzany o niepotrzebnie wolną jazdę był jeszcze Oliver Bearman, który zdobył 3 punkty za finisz na 5. pozycji. Gdy zauważono, że wynikało to z bezpiecznego przepuszczania konkurencji, odstąpiono od karania.

Bottas, Albon i Bortoleto

W sprawie kontaktów Albona z Bortoleto i Bottasa z Albonem zastosowano podobne podejście co w przypadku Pereza. Kierowcy Cadillaca i Williamsa dostaliby po +5 sekund, gdyby nie wycofali się z rywalizacji.

Zdaniem sędziów kolizje były skutkiem tzw. efektu harmonijki i zbliżenia się przy przygotowaniach do restartu. Co prawda winowajcom przypomniano, że powinni byli mieć z tyłu głowy warunki i możliwość nagłego zbicia się stawki, ale ze względu na DNFy odstąpiono od karania.