Charles Leclerc nie ukrywał frustracji po kwalifikacjach F1 w Montrealu, w których przez cały czas walczył nie tylko z rywalami, ale przede wszystkim z własnym samochodem. Kierowca Ferrari zakończył sesję dopiero na P8 i przyznał, że od początku weekendu nie był w stanie poczuć auta. Sytuacja jest do tego stopnia zła, że określił ją mianem być może najgorszego weekendu w królowej motorsportu.

Po szkolnym błędzie Leclerca w Miami wydawało się jasne, że Monakijczyk będzie chciał zmazać plamę podczas kolejnej rundy. Tak się jednak nie stało, a zmagania w Kanadzie jak do tej pory są dla niego ogromnym rozczarowaniem. Zawodnik kompletnie nie potrafił odnaleźć tempa na jednym okrążeniu, a w sprincie dość szczęśliwie zdołał przeskoczyć kolegę.

W poprzednim sezonie Leclerc wyraźnie dominował nad Hamiltonem w kwalifikacjach, natomiast w tym roku, wliczając także te do sprintów, po pięciu rundach mamy remis. Szczególnie martwiąca dla fanów Charlesa może być różnica w czasówce do głównego wyścigu. Młodszy z duetu Scuderii przez wszystkie trzy segmenty nie potrafił złapać właściwego rytmu i zakończył sesję dopiero na P8, podczas gdy siedmiokrotny mistrz świata finiszował na P5 mimo błędu na ostatnim okrążeniu.

W rozmowie z F1TV 28-latek był wyraźnie przybity i wyznał, że być może przeżywa najgorszy weekend w swojej dotychczasowej przygodzie z królową motorsportu. Jako główny problem wskazał dogrzanie opon, na co narzekał również m.in. Max Verstappen.

- Szczerze mówiąc, to był jeden z najgorszych weekendów w mojej karierze, jeśli nie najgorszy. Od FP1 nie przejechałem ani jednego okrążenia, na którym czułbym samochód - mówił gorzko Leclerc.

- Miałem po prostu wrażenie, że w każdym zakręcie wyląduję w ścianie, bo dziś opony były całkowicie poza optymalnym oknem pracy, a wczoraj hamulce też nie funkcjonowały w odpowiednim zakresie. Ani przez chwilę nie było tak, że wszystko zaskoczyło i działało, jak należy.

- Lewis potrafił robić to przez całe kwalifikacje, a ja nie, więc przeanalizuję, co mogę zrobić lepiej w takich warunkach, żeby odpowiednio rozgrzać te opony, bo jak dotąd to był naprawdę koszmar. To dziwne, ale właśnie w takiej sytuacji się teraz znajduję i muszę nad tym popracować. Przyjrzymy się wszystkiemu.

- Szczerze mówiąc, na ten moment mam po prostu bardzo, bardzo dziwne odczucia związane z samochodem, więc przeanalizujemy to wszystko. Na pewno są rzeczy, które mogę robić lepiej, lecz auto zwyczajnie sprawiało wrażenie kompletnie nie takiego, jakie być powinno.

Naturalnie w zupełnie innym nastroju jest Hamilton, który potwierdza, że bolid pozwala mu na dużo więcej.

- Czułem się świetnie i wprowadziliśmy odpowiednie zmiany. Liczyłem na dużo lepszy wynik, ale nie dałem rady na ostatnim kółku. Wydawało mi się, że zyskujemy. Być może przy lepszym ostatnim okrążeniu mogłem być trzeci.

- Jest poprawa na hamowaniu, wejścia w zakręty są stabilniejsze i po prostu czuję się lepiej z tymi ustawieniami. Dużo, dużo łatwiej przychodzi mi atakowanie zakrętów - ocenił Brytyjczyk.