Charles Leclerc wściekł się na stan rywalizacji o pola startowe w nowej Formule 1. Podczas kwalifikacji do GP Japonii 2026 kierowca Ferrari ponownie został ukarany przez swoją jednostkę za to, że pojechał na limicie. 

Od czasówki przed GP Chin sporo mówiło się o tym, jak niezgodne z wyścigowym rzemiosłem jest działanie tegorocznych silników, które są niezwykle zależne od energii. Leclerc w Szanghaju padł ofiarą specyficznego mechanizmu, gdy po delikatnym przekroczeniu granicy przyczepności musiał powalczyć z samochodem i lekko podnieść prawą stopę. To wystarczyło, aby jednostka zaczęła pracować inaczej i ograniczyła jego potencjał na prostym odcinku. 

Dziś sytuacja powtórzyła się, choć nie w tak ekstremalnym wydaniu. Monakijczyk widowiskowo wyszedł z zakrętu Spoon, wykonując kontrę przy dużej prędkości, ale nie przyniosło mu to niczego dobrego. To dlatego po przejechaniu linii pomiarowej nadał komunikat, który mówi sam za siebie. 

- No szczerze, nie mogę znieść tych zasad w kwalifikacjach. To jakiś p********y żart. Jadę szybciej w zakrętach, szybciej wciskam gaz i, k***a, tracę to wszystko na prostych! - wściekł się przez radio.

Gdy kierowca stanął przed kamerami Sky, to szerzej opowiedział o tym, dlaczego nowa Formuła 1 nie premiuje urywania tysięcznych sekundy w zakrętach w wydaniu, z którego najlepiej znany jest właśnie Leclerc. 

- To bardzo frustrujące na etapie Q3, przynajmniej dla mnie. Podchodzę do kwalifikacji tak, że na ostatnim okrążeniu trzeba urwać coś jeszcze, trzeba wejść powyżej tego, czego spróbowało się wcześniej. Tyle tylko, że gdy tak zrobisz, to system musi optymalizować się w trakcie samej jazdy, a przez to, z jakiegoś powodu, w ostatnim segmencie zaczynam tracić czas na prostych.

- Zyskuję w zakrętach, a na prostych tracę. To bardzo frustrujące, bo w takim układzie nigdy nie możesz poskładać okrążenia. Za każdym razem jest to kompromis pomiędzy jednym a drugim. To trochę frustrujące, ale wszyscy mają takie same warunki gry.

- Czuję jednak, że to my jesteśmy trochę bardziej narażeni na to w porównaniu do jednostek Mercedesa. Musimy się temu przyjrzeć. Poza tym wiem, że FIA oczywiście próbuje zrozumieć, jak naprawić te problemy, bo w końcu mają je wszyscy. Pomijając to, byłem zadowolony ze swojego okrążenia. Co prawda rzuciło mną jeszcze w zakręcie nr 8, natomiast nie miało to wpływu na dalszą część czy działanie jednostki.

Nowa F1 ogranicza umiejętności kierowców?

Dopytany, czy uważa, że jego umiejętności i talent są w tej chwili ograniczane, Leclerc początkowo był dyplomatą. Dopiero w drugiej części wypowiedzi jego ton stał się ostrzejszy.

- Byłoby to dość aroganckie stwierdzenie. Myślę, że wszyscy w Q3 nie mają teraz najmilszych odczuć. Chcemy być na limicie tych bolidów, a gdy zaczynamy z nimi pogrywać, to nie tylko płacimy małą cenę za uślizg, ale wręcz trzy razy tyle na prostych. 

- To jest już bardzo frustrujące. W kwalifikacjach chodzi o to, aby znaleźć tę granicę i próbować ją delikatnie nagiąć. Obecnie, gdy tylko spróbujesz to zrobić, zostajesz zmasakrowany na prostych. Trzeba trzymać się poniżej limitu, a to swego rodzaju sztuka. Nadal dobrzy kierowcy muszą zrobić różnicę, lecz uważam, że oddaje to mniej takim zawodnikom jak ja, którzy naprawdę lubią przekraczać granice. Zwykle w Q3 taka taktyka się opłacała, aczkolwiek nie w tych bolidach. 

Rozmawiając z mediami piszącymi, Leclerc podkreślił, że jego styl jazdy ma tu spore znaczenie w trakcie sobotniej rywalizacji. 

- Zachowałem spokój, chociaż moje tętno wyraźnie skacze, gdy tracisz czas na prostych, a jedziesz pełnym gazem. Takie przygody jak w zakręcie [Spoon] zdarzają się w Q3, szczególnie przy moim stylu. Zazwyczaj to bardziej pomaga, niż przeszkadza. W tych autach potrafi to jednak zaszkodzić, a na prostej straciłem potem sporo prędkości. Nie ogromnie dużo i nic na poziomie tego, co stało się w Szanghaju, ale w porównaniu do Q3 straciłem trochę czasu. 

- Bez tej zmiany przed weekendem byłoby jeszcze gorzej. To dobry kierunek, lecz musimy zobaczyć, czy nie potrzebujemy kolejnego kroku lub czegoś innego. W przerwie przed GP Miami będzie wielka burza mózgów w FIA i we wszystkich zespołach. Będziemy przesyłać propozycje zmian, aby poprawić kwalifikacje. 

- W wyścigach bolid jest, szczerze mówiąc, całkiem dobry. W porównaniu do zeszłego roku nie zmienia się zbyt wiele. Nawet pomimo walki na baterie nie zmienia się styl jazdy. Za to kwalifikacje są po prostu trochę frustrujące. 

- Q3 zależy od tego, jaki masz bolid. Zwykle chcesz ryzykować, próbować nowych rzeczy. Przez całe kariery większość z nas zyskiwała dzięki temu, a teraz jest to niemożliwe. Każde przekroczenie limitu i minimalny uślizg kosztuje energię, a to generuje dodatkowe straty. Uważam, że obecnie bardziej liczy się równa jazda, a nie odwaga. Przez to czasówka jest mniejszym wyzwaniem.