Maciej Gładysz sprawdził już nowy tor F1 w Madrycie, na którym za kilka dni rozegrane zostaną GP Hiszpanii 2026 oraz finał sezonu F3. Polak opowiedział nam o charakterystyce i niebezpieczeństwach, jakie czyhają na Madringu, a także o swoich planach na przyszłość. 

W kolejnym roku powinien startować w serii towarzyszącej Formule 1. Pod koniec sierpnia Formuła 3 zorganizowała testy w stolicy Hiszpanii. Młodzi kierowcy dostali w ten sposób szansę na zapoznanie się z nowym obiektem, na którym wkrótce powalczą w ramach podwójnego finału sezonu.

Madring z góry był uznawany za bardzo trudny obiekt, a jazdy młodzieży, w tym wiele czerwonych flag po przeróżnych incydentach, tylko to potwierdziły. Nitka jest kręta i nie wybacza błędów, jako że niektóre zakręty są gorzej widoczne, a inne wymagają wychodzenia pod bardzo blisko położone bandy. Tor porównywany jest do Jeddah Corniche Circuit w Arabii Saudyjskiej, który na początku miał opinię szalonego i aż przesadnie niebezpiecznego. Maciek był jednym z tych zawodników, którzy na własnej skórze odczuli charakterystykę Madringu, a wręcz najadł się strachu. 

- Ogólnie świetny tor do szybkich kółek, ale jednocześnie bardzo niebezpieczny. Są mega wysokie tarki. Miałem tam nawet duży wypadek. Chciałem wnieść więcej prędkości w piąty zakręt. Trochę mnie podbiło, wyniosło mnie na szósty, tam też mnie podbiło i na wyjściu zahaczyłem lekko o bandę. To urwało zawieszenie i trafiłem na drugą barierę. Na początku nie mogłem oddychać i trochę spuchła mi noga - mówił Gładysz.

- Potem, na drugi dzień, zrobiłem tylko jedno szybkie kółko, bo cały czas mieliśmy problem z autem, ze skrzynią biegów. Na Monzy wszystko powinno być okej. Ale szczerze mówiąc, uważam, że to naprawdę jeden z lepszych torów ulicznych, na których byłem, lepszy nawet niż Monako. Ma dużo szybkich i wolnych zakrętów, a sekcja La Monumental jest niesamowita. 

Tarnowianin nie spodziewa za to się, że rywalizacja w Madrycie przyniesie mnóstwo wyprzedzania. Jego zdaniem jakiekolwiek manewry będą na granicy wykluczenia rywala z wyścigu. 

- To fajny tor do zrobienia szybkiego kółka, ale do ścigania nie będzie dobry. O wyprzedzanie będzie naprawdę bardzo trudno. Musisz ryzykować, ale jak już zaryzykujesz, to nie wiadomo, czy druga osoba w ogóle wyjedzie z tego zakrętu. Albo czy obaj wtedy z niego wyjedziemy... 

Zanim dojdzie do ponownej wizyty na Madringu, Gładysz musi wykonać swoją robotę na włoskiej Monzy, a kluczem do sukcesu w F3 jak zwykle będą kwalifikacje. We Włoszech to szczególnie trudna sprawa, bo nikt nie chce dawać rywalom cienia oraz darmowego czasu okrążenia. 

- Szczerze mówiąc, czuję się bardzo dobrze. Nie myślę totalnie o jutrze, tylko o pozytywach. Nie czuję, jakbyśmy mieli jechać jutro czasówkę. Podchodzę z chłodną głową. Co będzie, to będzie. Auto mamy zawsze bardzo dobrze przygotowane i mam nadzieję, że jutro tak zostanie. Niezwykle istotne będzie podciąganie się w tunelu aerodynamicznym, ale czuję się pewnie. Jeżeli będzie pewność siebie, to powinno być dobrze. 

- Tunel może dać nawet pół sekundy lub sekundę. Sekundę w zasadzie na pewno, jeśli tylko idealnie się podciągniesz, natomiast pół to tak na spokojnie. Jesteśmy na początku alei, a jutro ważne będzie to, aby dobrze się ustawić. Do tego trzeba zachować chłodną głowę. Zawsze może się zdarzyć tak, że pojedziemy jedno szybkie kółko i to będzie to właściwe okrążenie, więc trzeba będzie je wykorzystać. Duża loteria przed nami. 

F2 lub F3?

Końcówka sezonu oznacza też, że trzeba już snuć konkretne plany na przyszłość. Zapytany o sezon 2027, Maciek nie chciał mówić o szczegółach, choć oczywiście je zna. Wyjawił za to, że znów znajdzie się w jednej z serii, które jeżdżą jako część weekendów Grand Prix, a więc albo Formule 3, albo Formule 2. 

- Na razie nie chcę za bardzo zdradzać. To ciężki temat. Mogę mrugnąć dwa razy na znak, że są rozmowy, tak! - śmiał się.

- Raczej wiem, co będę robił w przyszłym roku, ale nie mogę po prostu tego powiedzieć. Jest to coś, co na razie zachowam dla siebie, aczkolwiek będzie to seria przy Formule 1.