Yuki Tsunoda ma jeszcze trochę czasu na obronę fotela w F1, ale z najnowszych wypowiedzi Helmuta Marko wynika, że Red Bull nie będzie czekał na poprawę do końca sezonu 2025. Japończyk musi wyraźnie podwyższyć swoją dyspozycję, zanim Formuła 1 odwiedzi Meksyk. Inaczej najprawdopodobniej pożegna się z wizją jazdy na najwyższym poziomie w 2026 roku.
Ciemne chmury powoli zbierają się nad Yukim Tsunodą, którego awans do Red Bulla ciągle nie przynosi oczekiwanych owoców. Choć zawodnik od paru wyścigów twierdzi, że w równej specyfikacji bolidu jeździ mu się lepiej, to poza czasówką w Belgii nie widać tego w klasyfikacji, gdzie brakuje mu hitowych rezultatów.
W sobotę na Zandvoort 25-latek zajął 12. pozycję, tracąc w tej samej sesji pół sekundy do Maxa Verstappena na krótkim torze. Holender ostatecznie zdołał wywalczyć P3 przed własną publicznością. To dużo gorsza sytuacja niż np. na Hungaroringu, gdzie co prawda Yuki odpadł w Q1, ale od kolegi dzieliły go tylko 0,163 tysięczne.
Tsunoda był wczoraj wyraźnie zaskoczony takim obrotem spraw i deklarował, że po prostu się tego nie spodziewał. Opowiadał m.in. o poprawie w wyczuciu i odzyskaniu kontroli nad niesfornym Czerwonym Bykiem. Wygląda jednak na to, że już wkrótce konieczne będą nie słowa, lecz czyny w postaci zadowalających wyników, aby obronić fotel na sezon 2026.
Taki wniosek płynie z ostatniej wypowiedzi Helmuta Marko dla ORF. Austriak jeszcze przed czasówką wyznaczył jasny termin, który daje jego podopiecznemu maksymalnie sześć szans, licząc z dzisiejszym GP Holandii i momentem prawdy.
- On musi zbliżyć się do Maxa i spisywać się w ten sposób regularnie. Aby spojrzeć jeszcze na nadchodzące wyścigi, przełożyliśmy daty obowiązywania opcji kontraktowych. Po nich podejmiemy decyzję - powiedział Marko.
Gdy dopytano go o konkrety, odparł: - Powiedziałbym, że chodzi mniej więcej o okolice rundy w Meksyku.
Dodatkowe informacje na temat tej sytuacji przedstawił serwis Motorsport, który nawiązał do słynnego przekazania ulepszonej podłogi Tsunodzie w Belgii. Zdaniem portalu za tamtym posunięciem stał Laurent Mekies, a jest ono o tyle istotne, iż pozwoliło odsunąć dzień sądu, o którym mówił Marko.
- Źródła sugerują, że to Mekies nalegał na to, aby Tsunoda otrzymał tę samą specyfikację co urzędujący mistrz, zatwierdzając przekazanie nowej podłogi na Spa-Francorchamps. To element, który za poprzedniego szefa mógł pozostać w puli części zapasowych Verstappena - czytamy w artykule.
- Przyjmuje się, że to również Mekies miał nakłonić Marko do tego, aby ten wstrzymał się z decyzją na sezon 2026. Zapewnienie równego sprzętu miało dać japońskiemu kierowcy możliwie jak najbardziej uczciwą szansę, co w tym przypadku najwyraźniej kupuje mu czas.
W tej chwili po prostu niejasne jest, co zrobi Red Bull, jeśli znów postanowi zmienić skład. Marko w rozmowie z ORF ponownie podkreślił, że nie rozmawiał z Alexem Palou, najlepszym kierowcą IndyCar. Na orbicie cały czas pozostaje więc rzekomo niechętny Isack Hadjar, aczkolwiek po tylu latach powtarzających się problemów z numerem dwa awansowanie go może przypominać robienie tego samego i oczekiwanie innych skutków.